By Marcin Białek - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16823300

Spór wokół terminu wyborów prezydenckich

W cieniu koronawirusa toczy się dyskusja dotycząca terminu wyborów prezydenckich. Prawo i Sprawiedliwość złożyło w Sejmie projekt ustawy, dający możliwość głosowania korespondencyjnego wszystkim wyborcom. Opozycja krytykuje pomysł i nawołuje do zmiany terminu.

Do Sejmu trafił projekt ustawy autorstwa PiS, umożliwiający wszystkim uprawnionym Polakom głosowanie korespondencyjne w majowych wyborach prezydenckich. O plusach tego rozwiązania mówiła wczoraj w orędziu marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

– Wybory muszą odbyć się bezpiecznie i bez jakiegokolwiek zagrożenia dla Polaków. Takim sposobem jest głosowanie korespondencyjne. (…) Czasu mamy mało i niezbędna jest płynna współpraca Sejmu, Senatu i prezydenta – zaznaczyła Elżbieta Witek.

Obecnie głosowanie korespondencyjne przysługuje osobom niepełnosprawnym lub przebywającym za granicą. Część samorządowców zawiązanych z opozycją już zapowiedziała, że nie przygotuje wyborów 10 maja.

– Nie wyobrażam sobie ryzykowania życia kogokolwiek i przygotowywania tych wyborów, jakby się nic nie stało – powiedział prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Prawo i Sprawiedliwość w czasie prac na tarczą antykryzysową zgłosiło poprawkę umożliwiająca osobom po 65. roku życia głosowanie korespondencyjne. Odrzucił ją, zdominowany przez opozycję, Senat, ale posłowie ponowie ją przywrócili.

Współpraca opozycji i koalicji w sprawie głosowania korespondencyjnego będzie bardzo  trudna – zaznaczył marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

„W dniu, w którym Sejm odrzuca nasze poprawki o powszechnych testach na koronawirusa, o dodatkach dla służby zdrowia i pomocy dla przedsiębiorców, ponowne wrzucanie tematu zmian w prawie wyborczym i oczekiwanie od Senatu, że będzie maszynką do głosowania, jest po prostu lekceważące” – napisał na Twitterze Tomasz Grodzki.

Sejm nad projektem w sprawie głosowanie korespondencyjnego pochyli się w piątek. Senatowi na odniesienie się do zmian przysługuje 30 dni. To może opóźnić wejście w życie ustawy. Według Grzegorza Schetyny z Platformy Obywatelskiej, Polacy chcą przesunięcia wyborów, a nie głosowania korespondencyjnego.

– Powinniśmy sobie zdawać sprawę, jaka jest skala dotarcia, jaka jest możliwość rozpowszechniania się wirusa przez koperty, listy, karty wyborcze rozsyłane po całym kraju. Jeżeli to będzie na skalę masową, to przecież to jest kompletna wirusowa bomba – podkreślił poseł Grzegorz Schetyna.

Zmiana terminu wyborów wprowadzi zamieszanie prawne. Już przecież zaistniały konkretne fakty, tj. dostarczenie list poparcia pod konkretnymi kandydatami. PO przekonuje, że na zmianę terminu pozwoli wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. To nie jest dobry pomysł – zauważył radca prawny Krzysztof Dąbrowski.

– Tak naprawdę, gdyby został naprawdę wprowadzony stan wojenny, stan wyjątkowy, stan klęski żywiołowej, to procedury wyborów byłyby odroczone. Chyba nie bylibyśmy nawet w stanie powiedzieć do kiedy – zauważył Krzysztof Dąbrowski.

Rząd podkreślił, że do wprowadzenia takiego stanu nie ma podstaw. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego odbije się na społeczeństwie.

– Pociąga za sobą konsekwencje dla swobód obywatelskich, dla ograniczenia działalności gospodarczej, funkcjonowania instytucji samorządów i administracji publicznej, idące dalej niż obecne ograniczenia i zakazy – wskazała marszałek Sejmu Elżbieta Witek.

Swoją kampanię zawiesiła Małgorzata Kidawa-Błońska. Najnowszy sondaż Social Changes daje kandydatce Platformy 14-proc. poparcie. Andrzej Duda może liczyć na 55 proc. poparcia. Platforma liczy, że opóźnienie wyborów poprawi sondaże – zauważył politolog Bartosz Brzyski.

– Ryzyko tego, że prezydent Andrzej Duda będzie tracił na poparciu w dłuższej perspektywie jest jak najbardziej na korzyść opozycji i tego prawdopodobnie obawia się koalicja rządząca – podkreślił politolog Bartosz Brzyski.

Platforma nie mówi o dacie przesuniętych wyborów. Polskie Stronnictwo Ludowe dopuszcza przeprowadzenie głosowania za rok, podobnie jak wicepremier Jarosław Gowin.

– O ile jesień jest terminem osnutym wieloma niewiadomymi, o tyle wiosna przyszłego roku jest już terminem względnie bezpiecznym – powiedział wicepremier Jarosław Gowin.

O tym, czy 10 maja odbędą się wybory, zdecydują najbliższe dni. W tym czasie okaże się, czy pandemia koronawirusa będzie się rozszerzać, czy też stabilizować.

TV Trwam News

drukuj