Szejnfeld nie był zainteresowany hazardem
Przed hazardową komisją śledczą Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki, odpierał zarzuty, że jego działania mogły sprzyjać lobby hazardowemu, które starało się, aby w rządowej ustawie nie znalazł się zapis o poszerzeniu katalogu gier hazardowych objętych dopłatami. Krytycznie działania Ministerstwa Gospodarki w procesie prac nad tą ustawą oceniał wcześniej wiceminister finansów Jacek Kapica.
Nazwisko posła Platformy Obywatelskiej Adama Szejnfelda, który po wybuchu afery hazardowej stracił stanowisko wiceministra gospodarki, często pada w kontekście wspierania starań lobby hazardowego o niepodnoszenie obciążeń podatkowych tego sektora. Szejnfeld zaprzeczał wczoraj tego typu twierdzeniom. Przekonywał, że pojawiające się wobec niego oraz resortu gospodarki, w którym pracował, insynuacje są nieuprawnione. A tym bardziej stwierdzenia, jakoby resort przejawiał „szczególną aktywność” odnośnie do kwestii wprowadzenia dopłat od gier. Sam stwierdził, że nie był szczególnie zainteresowany hazardem.
Ministerstwo Gospodarki zawsze tak proceduje
Szejnfeld deklarował, że jego udział w pracach nad ustawą jako sekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki zawsze był jawny, przejrzysty, formalny i zawsze pisemny. – Resort gospodarki nigdy nie inicjował samodzielnych stanowisk w tym zakresie, a jedynie prezentował je w odpowiedzi na pisma Ministerstwa Finansów – tłumaczył. Dużą część swobodnej wypowiedzi przed komisją zajęło mu cytowanie sygnatur pism wymienianych z resortem finansów. Inaczej jednak na tę przedłużającą się korespondencję patrzyło Ministerstwo Finansów, które postulowało wprowadzenie dopłat leżących u podstaw rozpoczęcia prac nad ustawą hazardową. Uwagi do niestandardowego zachowania Szejnfelda w procesie prac nad tą ustawą w rządzie Donalda Tuska miał wiceminister finansów Jacek Kapica. W notatce z 14 września ubiegłego roku napisał on, że „coraz to nowe uwagi Ministerstwa Gospodarki można było uznać za chęć wciągania Ministerstwa Finansów w proces nieustannych konsultacji i uzgodnień w celu przedłużenia procesu legislacyjnego”. Szejnfeld zeznał przed komisją, że z tą uwagą się nie zgadza.
Przekonywał, że jego ministerstwo nie zgłaszało nigdy kategorycznych sprzeciwów wobec zapisów ustawy, lecz co najwyżej swoje wątpliwości co do koncepcji wprowadzenia dopłat oraz propozycje zastąpienia dopłat innym rozwiązaniem. Poinformował, że jedna z uwag dotyczyła konieczności notyfikacji przepisów ustawy hazardowej w Komisji Europejskiej.
Kapica twierdził, że Ministerstwo Gospodarki zgłaszało swoje uwagi tuż przed upływem terminu ich złożenia lub nawet po terminie. A to wpływało na opóźnienie prac nad ustawą hazardową. Szejnfeld tłumaczył to natomiast zwyczajami w resorcie gospodarki. A miało to wynikać z tego, że konsultacje przed posiedzeniem Komitetu Stałego Rady Ministrów odbywały się w ministerstwie zawsze w dniu posiedzenia Komitetu – na godzinę lub dwie przed jego rozpoczęciem.
Bronił „jednorękich bandytów”
Nazwisko Szejnfelda w kontekście kwestii związanych z przepisami ustawy hazardowej pada także w kontekście zdarzeń, do których doszło w ubiegłej kadencji, gdy nie był jeszcze ministrem. Jak się okazuje, Szejnfeld nie tylko nie był zwolennikiem obciążających branżę hazardową dopłat od gier, ale także wydawał się bardzo zaniepokojony zwiększeniem ryczałtowego podatku od automatów. Bartosz Arłukowicz (Lewica) dopytywał posła Platformy o interpelację, jaką złożył za kadencji rządów PiS właśnie w sprawie zwiększenia ryczałtu od „jednorękich bandytów”. Szejnfeld argumentował w niej, że zwiększenie opodatkowania automatów sprawi, iż spadnie liczba legalnych automatów. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna, bo choć podatek podniesiono, to pojawiło się także tysiące nowych „jednorękich bandytów”. Szejnfeld wyjaśniał, iż po odpowiedzi, jaką na swoją interpelację otrzymał, dalej sprawą się nie zajmował. Nie był natomiast w stanie przypomnieć sobie, dlaczego, również za rządów PiS, pod koniec 2007 r. nie zagłosował za podniesieniem ryczałtowego podatku od automatów. Prawie wszyscy członkowie klubu PO głosowali wtedy za podniesieniem opodatkowania, a Szejnfeld i m.in. Zbigniew Chlebowski się wtedy wstrzymali.
Poseł Platformy był także bohaterem listu z 22 lipca 2008 r., w którym to przedsiębiorca Jan Kosek – jeden z uczestników afery hazardowej i wiceprezes Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne – dziękował Szejnfeldowi za blokowanie ustawy hazardowej za rządów PiS. Wyrażał także zadowolenie, iż Szejnfeld stał się członkiem nowego rządu. „Z uznaniem odnotowaliśmy Pański głos w dyskusji, która odbyła się przy próbie wprowadzenia tego bubla prawnego przez rząd PiS. (…) Mając w pamięci Pański merytoryczny wkład w przekonanie poprzedniej administracji do konieczności wycofania tego szkodliwego projektu, prosimy o ponowne zabranie głosu w przedmiotowej sprawie” – pisał Kosek.
Artur Kowalski
