Dąbrowska-Szulc celowo „przemycona” do programu
Był to show, który w znacznej mierze stanowi wyraz pogardy i dla ludzkiego życia, i koniec końców – również dla kobiety
Z prof. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury KUL, wykładowcą WSKSiM w Toruniu, rozmawia Maria S. Jasita
Czy aborcja to dobry temat na telewizyjny show?
– Producenci programów w niektórych stacjach telewizyjnych szukają różnych sposobów na przyciągnięcie odbiorców. Bo za tym idzie zwiększanie oglądalności, a za oglądalnością coraz wyższa cena reklamy, a więc i zysk dla właściciela stacji. Jednym oferuje się zawody sportowe, innym kryminały lub debaty polityczne, jeszcze innym… osobiste zwierzenia, gdyż są i tacy wśród telewidzów, którzy są wręcz chorzy, jeśli nie mogą podejrzeć sąsiada, a przynajmniej posłuchać plotek na jego temat. Inni z kolei zajmują postawę ekshibicjonisty, który musi publicznie obnażać swoją małość (w odróżnieniu od gwiazdy, która pokazuje swoją wielkość).
W podanym przykładzie mamy do czynienia nie tylko z kumulacją ludzkich słabości, ale przede wszystkim z potężną manipulacją, która w sposób bardzo perfidny wykorzystuje owe słabości do promowania aborcji, czyli dzieciobójstwa. Manipulacja polega m.in. na tym, że – w moim odbiorze – z pięciu osób większość, czyli trzy, jest za aborcją i niczego nie żałuje, a także na tym, że te trzy osoby wykazują się całkowitą ignorancją w sprawie już dawno wyjaśnionej, że poczęte dziecko jest człowiekiem. Natomiast te dwie osoby, które jednak czuły się winne, zepchnięto do narożnika religijnego (aborcja to grzech), wskutek czego ich postawa nie mogła być argumentem dla ludzi religijnie obojętnych. A przecież aborcja, czyli zabicie poczętego dziecka, to nie tylko grzech, ale to także wielkie zło moralne, czyli takie, którego unikanie obowiązuje każdego człowieka niezależnie od wiary. W sumie był to więc show, który w znacznej mierze stanowi wyraz pogardy i dla ludzkiego życia, i koniec końców – również dla kobiety. A to oznacza, że program ten był zmontowany nie tylko z racji ekonomicznych, ale również na zamówienie ideologiczne: promuje cywilizację śmierci.
Program był emitowany o godzinie 15.45, a więc w czasie, kiedy mogły go oglądać dzieci. Jak ten przekaz mógł na nie wpłynąć?
– Z uwagi na to, że emisja programu pozostawała w zasięgu odbioru przez człowieka młodego (przeciętny uczeń już wrócił ze szkoły, a rodzice jeszcze pracują), to kierowany ciekawością mógł ten program sam oglądać, nie wyciągając wniosków racjonalnych i obiektywnych, ale wyciąga takie, jakie mu przypadną do gustu. W razie czego powoła się na przykład zwolenniczek aborcji, gdy tak będzie mu wygodniej. Jest to temat zbyt poważny – chodzi o ludzkie życie, a nie różnorodność opinii – aby młodych ludzi pozostawiać samych sobie, konfrontując ich niedojrzałość z tak straszną stroną ludzkich postaw. Moim zdaniem, rodzice powinni założyć w domu blokadę na tę stację, by chronić własne dzieci, jeśli nie chcą, aby je coś podobnego spotkało.
Kiedy oglądałam ten odcinek „Rozmów w toku”, odniosłam wrażenie, że chodzi o zbagatelizowanie problemu aborcji i granie na emocjach widza za pomocą konkretnych ludzkich dramatów. Jaki Pana zdaniem jest cel tego typu programów?
– Bagatelizować aborcję to znaczy na nią przyzwalać lub nawet do niej zachęcać, a więc w sumie jest to nawoływanie do zła moralnego, jak również, o czym warto pamiętać, do łamania prawa, ponieważ w naszym kraju nie ma prawa do aborcji na życzenie, tak jak to jest już w socjalistycznej Hiszpanii. Mając na uwadze trendy panujące w Unii Europejskiej, wcześniej czy później staniemy przed kolejną próbą zniesienia obecnie obowiązującego u nas prawa. Takie programy telewizyjne mają więc przygotowywać grunt, sondując przy okazji społeczne reakcje. Granie na emocjach jest podstawowym narzędziem manipulacji tam, gdzie brakuje kultury moralnej i odpowiedniej wiedzy.
Z czym taki talk-show zostawia widza?
– Widz po obejrzeniu takiego programu – jeśli nie jest przygotowany od strony moralnej i intelektualnej, a więc zwłaszcza widz młody – musi być wewnętrznie rozbity, a przy złej woli i niefrasobliwej ignorancji może znaleźć w sumie więcej argumentów za aborcją niż przeciw niej. I dlatego ten program, z pozoru pluralistyczny (bo były różne opinie), jest koniec końców bardzo groźny.
Jak Pan ocenia fakt, że jedną z zaproszonych osób, dla widza anonimową „Ewą”, beznamiętnie opowiadającą o swoich trzech aborcjach, była przewodnicząca organizacji walczącej o aborcję na życzenie, Ewa Dąbrowska-Szulc? Dlaczego TVN jej widzom nie przedstawił, skoro nawet w wyemitowanym kilka dni wcześniej programie o tańcu padały personalia uczestników profesjonalnie się nim zajmujących?
– Osoba taka była celowo „przemycona” do programu, by stworzyć wrażenie, że jest po prostu jedną ze zwykłych polskich kobiet, czyli w jakiejś mierze dla nich kimś reprezentatywnym. Tymczasem ta osoba to członek organizacji promującej aborcję, przedstawicielka zdecydowanej, choć agresywnej mniejszości. W sumie potwierdza to przypuszczenie, że program ten był daleko posuniętą manipulacją. Niestety, również w stosunku do kobiet, które przyznawały się do winy, bo, jak sądzę, one nie musiały wiedzieć, z kim wystąpią i jak program zostanie zmontowany pod kątem ostatecznego efektu.
Wprawdzie TVN został już upomniany przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz poproszony o zmianę godzin emisji i zastosowanie odpowiednich oznaczeń w przypadku programów mogących mieć szkodliwy wpływ na dzieci, zawierających wstrząsające treści. Ale trudno nie zauważyć, że mamy do czynienia z eskalacją napięcia…
– Widocznie właściciele tej stacji wykalkulowali, że opłaci się im nie dostosowywać się do zaleceń Krajowej Rady. Stąd płynie wniosek, że KRRiT musi z kolei wykalkulować taką karę, aby stacja ta więcej nie łamała prawa, jeśli to ma być faktycznie kara skutecznie rzutująca na przyszłość polityki programowej. Niezależnie od tego rodzice powinni być na tę stację wyjątkowo uczuleni, zwłaszcza gdy ich dzieci pozostają same w domu.
Dziękuję za rozmowę.
