Heterolęk
W polu dobra i zła
Kondycja Adama, który uległ pokusie, by być więcej niż sobą, naznaczona została lękiem związanym z pilną potrzebą krawca, niezbędnego do obrony siebie i innych przed rodzącą się przemocą „ciała”. W tych zakreślonych przez ludzki rozum granicach lęk jest całkowicie usprawiedliwiony i nigdy nie należy się go pozbywać. Także zdrowe przedchrześcijańskie cywilizacje były tego świadome i pielęgnowały w swoich ramach taki lęk, chociaż nie zawsze dostatecznie wytrwale, jak to widać np. w dziejach starożytności rzymskiej, czasów republiki. Epokę tę otworzyło obalenie króla Tarkwiniusza Pysznego z powodu zhańbienia przezeń Lukrecji. Chociaż pod koniec republiki widoczne jest szerokie zacieranie lęku przed naruszeniem godności ludzkiej płciowości, to jednak nawet wtedy Cyceron wytykał w „Filipkach” Antoniuszowi wkraczanie w dorosłość przy pomocy homoseksualnego kupczenia sobą. Skoro był to poważny zarzut, to widać lękano się wtedy takich karier politycznych.
Dzisiaj wpływowe media nawołują do porzucenia tych lęków, które określono nowym, pejoratywnym słowem „homofobia”. Ten zarzut kieruje się w stronę tych wszystkich, którzy chcieliby w dalszym ciągu pielęgnowania rozumnego lęku przed homoseksualnym wypaczeniem sensu ludzkiej płciowości. Ten lęk próbuje się zlikwidować również za pomocą środków pozostających do dyspozycji państwa. Widać, że według niektórych, sfera seksualna zamiast być drzewem życiodajnych kontaktów międzyosobowych, ma stać się obszarem „siania na skałach”, jak obrazowo wyraził się na temat homoseksualizmu Platon w „Prawach”. W ścisłej czołówce zaprzęgania państwa do reklamowania takiego poszerzania obszaru międzyludzkiej pustyni znajduje się Holandia. W 2001 roku jako pierwsze państwo w całej historii świata wprowadziła u siebie instytucję tzw. małżeństw homoseksualnych. Dzieje Niderlandów znaczone są zatem jakimiś konwulsjami rozumu, bo jeszcze w XVIII wieku zorganizowano tam największe w historii Europy polowanie na homoseksualistów, zakończone paleniem ich na stosach. Zamiast lękania się homoseksualizmu lękano się homoseksualistów. Chyba także ten sam lęk przed osobą ludzką – zamiast lęku przed homoseksualizmem – tłumaczy pilne zaspakajanie dzisiaj każdego politycznego żądania tego środowiska.
Tymczasem każdą osobę należy zawsze i wszędzie szanować, co nakazuje zdecydowany dystans wobec ewentualnych jej irracjonalnych lęków. Antoni Kępiński – filar polskiej psychiatrii – twierdził, że istotę homoseksualizmu stanowi lęk przed przeciwną płcią. Wyjaśnia to klasyczna antropologia w swojej teorii uczuć. Lęk jest jednym z nich, pojawiającym się wobec zagrażającego zła, które trudno jest przezwyciężyć. Jeśli lęk jest podporządkowany rozumowi i woli, to spełnia pozytywną funkcję w ludzkim działaniu. Lęk zaś niejako naginający obiektywną rzeczywistość staje się siłą niszczącą istotę rozumną i wolną. Nadmierne wzmocnienie lęku jest skutkiem nadmiernego wzrostu uczucia polegającego na pragnieniu przyjemności. Im ktoś jej bardziej pragnie, tym bardziej lęka się tego wszystkiego, co owemu pragnieniu może przeszkodzić. Takie też są narodziny męskiego homoseksualizmu, według Platona i Arystotelesa, którzy ową przyczynę (ew. jedną z przyczyn) lokują w „nieumiarkowaniu w przyjemnościach płciowych”. Nastawienie się w sferze seksualnej na poszukiwanie tych przyjemności – zamiast niejako stróżowania obiektywnej prawdzie o sferze seksualnej – generuje nieuporządkowany lęk wobec płci przeciwnej, a co w pewnych okolicznościach owocuje zwróceniem popędu ku tej samej płci, czyli utratą rozumnego lęku Adama.
Marek Czachorowski
