• Strona główna
  • Ogłoszenia
  • Msze święte
  • Bractwo Św. Jana Pawła II
    • Katechezy
  • Kaplica pamięci
  • Multimedia
  • Noclegi
  • Kontakt

Odkupienie jako boska miara wyznaczona złu

Jak należy rozumieć bliżej tę miarę zła, o której mówimy?
Na czym polega istota tego ograniczenia?

Kiedy mówię „miara wyznaczona złu”, myślę przede wszyst­kim o mierze historycznej, która za sprawą Opatrzności została wyznaczona złu totalitaryzmów XX stulecia: złu narodowego socjalizmu, a potem marksistowskiego komunizmu. Trudno mi jednak w tej perspektywie oprzeć się jeszcze innym refleksjom, które mają charakter teologiczny. Nie chodzi tutaj o ten rodzaj rozważań, który czasami zwykło się nazywać „teologią historii”. Chodzi raczej o ten wymiar myślenia, który przez refleksję teo­logiczną wnika w głębię, aż do poznania korzeni zła, aby od­kryć możliwość jego przezwyciężenia dzięki dziełu Chrystusa.

 

Tym, który może wyznaczyć ostateczną miarę złu, jest sam Bóg. On bowiem jest samą Sprawiedliwością. Jest nią, ponie­waż jest Tym, który za dobro wynagradza, a za zło karze, z do­skonałą zgodnością z rzeczywistością. Chodzi tutaj o wszel­kie zło moralne, chodzi o grzech. Bóg osądzający i karzący jawi się na horyzoncie dziejów człowieka już w ziemskim raju. Księga Rodzaju szczegółowo opisuje karę, jaką ponieśli pierwsi rodzice po swoim grzechu (por. Rdz 3,14-19). Ich kara prze­niosła się na całą historię człowieka. Grzech pierworodny jest bowiem grzechem dziedzicznym. Jako taki, oznacza on pew­ną wrodzoną grzeszność człowieka, skłonność do złego raczej niż do dobrego, która w nim tkwi. Jest w człowieku pewna słabość wrodzona natury moralnej, która idzie w parze z kru­chością jego bytu, z kruchością psychofizyczną. Z tą krucho­ścią łączą się różnorakie cierpienia, które Biblia od pierwszych stron wskazuje jako karę za grzech.

Można więc powiedzieć, że dzieje człowieka od początku są naznaczone miarą, którą Bóg Stwórca wyznacza złu. Wiele na ten temat powiedział II Sobór Watykański w Konstytucji Gaudium et spes. Warto by tu przypomnieć zwłaszcza wykład wpro­wadzający, jaki Sobór poświęca sytuacji człowieka w świecie współczesnym – ale nie tylko współczesnym. Ograniczę się do pewnych przytoczeń na temat grzechu i grzeszności człowieka: „Człowiek bowiem, badając swoje serce, stwierdza, że jest skłon­ny również do złego i że jest pogrążony w rozlicznych nieprawościach, które nie mogą pochodzić od jego dobrego Stwórcy. Często, wzbraniając się uznać Boga za źródło swego pocho­dzenia, niszczy także właściwe nastawienie do swego ostatecz­nego celu, a tym samym porządek w sobie samym i właściwą postawę wobec innych ludzi i wszystkich rzeczy stworzonych.

Tak więc człowiek jest w sobie samym podzielony, stąd całe życie ludzi, czy to indywidualne, czy też zbiorowe, oka­zuje się dramatyczną walką pomiędzy dobrem i złem, pomię­dzy światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek stwierdza swoją niezdolność do samodzielnego i skutecznego zwalczania ata­ków zła, tak że każdy czuje się jak gdyby spętany więzami niemocy. Jednak sam Pan przyszedł, aby wyzwolić i umocnić człowieka, odmieniając go wewnętrznie i wyrzucając precz władcę tego świata (por. J 12,31), który zatrzymywał go w nie­woli grzechu. Grzech zaś degraduje samego człowieka, po­nieważ nie pozwala mu osiągnąć jego pełni.

W świetle tego Objawienia zarówno wzniosłe powołanie, jak i głęboka nędza, których doświadczają ludzie, znajdują ostateczne wytłumaczenie” (n. 13).

Tak więc nie sposób mówić o „mierze wyznaczonej złu”, nie biorąc pod uwagę treści przytoczonych słów. Sam Bóg przy­szedł, ażeby nas zbawić, ażeby wyzwalać człowieka od zła, a to przyjście Boga, ten „Adwent”, który tak radośnie przeży­wamy w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, ma charakter odkupieńczy. Niepodobna myśleć o mierze, jaką Bóg wyznacza złu pod jego różnymi postaciami, nie odwołując się do tajemnicy odkupienia.

Czy tajemnica odkupienia jest również odpowiedzią na to zło dziejowe, które powraca w historii człowieka pod różnymi postaciami? Czy jest ona odpowiedzią na zło naszych czasów? Zdawać by się mogło, że zło obozów koncentracyjnych, komór guzowych, okrucieństwa pewnych działań służb policyjnych, wreszcie samej wojny totalnej oraz ustrojów opartych na prze­mocy – że to zło, które również programowo przekreślało obec­ność krzyża – było mocniejsze. Jeśli jednak popatrzymy nieco wnikliwiej na dzieje ludów i narodów, które przeszły przez próbę systemów totalitarnych i prześladowań za wiarę, wówczas odkryjemy tam wyraźną, zwycięską obecność krzyża Chrystu­sowego. A na tak dramatycznym tle ta obecność jawi się jako leszcze bardziej przejmująca. Tym, którzy są poddani progra­mowemu oddziaływaniu zła, nie pozostaje nikt inny i nic inne­go poza Chrystusem i krzyżem, jako źródłem duchowej samo­obrony, jako rękojmią zwycięstwa. Czyż takim znakiem zwycię­stwa nad złem nie stał się św. Maksymilian Kolbe w oświęcim­skim obozie zagłady? Czy nie jest nim historia św. Edyty Stein – wielkiej myślicielki ze szkoły Husserla – która podzieliła los wielu synów i córek Izraela, spalona w krematorium w Brze­zince? A prócz tych dwóch postaci, które zwykło się razem wy­mieniać, tyle innych, które w owych bolesnych dziejach były wielkie wielkością świadectwa dawanego wśród współwięźniów Chrystusowi ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu.

Tajemnica Chrystusowego odkupienia jest bardzo głęboko zakorzeniona w naszej egzystencji. Zycie współczesne zostało zdominowane przez cywilizację techniczną, ale i tutaj sięga sku­teczność tej tajemnicy, jak nam to przypomniał II Sobór Waty­kański: „Na pytanie, w jaki sposób można przezwyciężyć to nieszczęście, chrześcijanie odpowiadają, że wszystkie działania ludzkie, które na skutek pychy i nieumiarkowanej miłości włas­nej codziennie narażane są na niebezpieczeństwo, powinny być oczyszczane i doprowadzane do doskonałości przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Odkupiony przez Chrystusa i uczyniony w Duchu Świętym nowym stworzeniem, człowiek może i powinien kochać rzeczy stworzone przez Boga. Od Boga bowiem je otrzymuje i jako dar Boga poważa i szanuje. Składa­jąc za nie dzięki Dobroczyńcy, używając stworzenia i korzysta­jąc z niego w ubóstwie i wolności ducha, dochodzi do prawdzi­wego posiadania świata, jako ten, który nic nie ma, a posiada wszystko. »Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga« (1 Kor 3, 22n)” (n. 37).

Można powiedzieć, że poprzez całą Konstytucję Gaudium et spes Sobór rozwija definicję świata, którą znajdujemy na samym początku dokumentu: „Ma on [Sobór] (…) przed ocza­mi świat ludzi, czyli całą rodzinę ludzką wraz z całokształtem i oczywistości, wśród której ona żyje; świat, widownię dziejów rodzaju ludzkiego, naznaczony jego przedsiębiorczością, klęskami i zwycięstwami; świat, który jak wierzą chrześcijanie, został stworzony i jest zachowywany dzięki miłości Stwo­rzyciela, popadł w niewolę grzechu, lecz po złamaniu przez ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa mocy Złego /ostał wyzwolony, aby przeobrazić się zgodnie z zamierzeniem Koga i osiągnąć doskonałość” (n. 2).

Przeglądając strony Gaudium et spes, można zauważyć, że wciąż powracają te „pojęcia podstawowe”: krzyż, zmartwych­wstanie, tajemnica paschalna. A wszystkie te słowa mówią ra­zem: odkupienie. Świat został odkupiony przez Boga. Scho­lastycy ujmowali to w wyrażeniu status naturae redemptae – „stan natury odkupionej”. Chociaż Sobór prawie że nie używa sło­wa „odkupienie”, jednak w tylu miejscach o nim mówi. W ujęciu soborowym odkupienie ma charakter paschalny i jest zwią­zane z momentem kulminacyjnym, którym jest zmartwych­wstanie. Czy była jakaś racja przemawiająca za tym wyborem? Kiedy zapoznałem się bliżej z teologią wschodnią, zrozumia­łem lepiej, iż takie ujęcie miało w tle ważny rys ekumeniczny. W akcentowaniu zmartwychwstania znajduje wyraz ducho­wość wielkich Ojców chrześcijańskiego Wschodu. Jeśli odku­pienie jest tą boską miarą wyznaczoną złu, to nie dla czego innego, jak tylko dlatego, że w nim zło zostaje w sposób rady­kalny przezwyciężone dobrem, nienawiść miłością, śmierć zmartwychwstaniem.

drukuj
Katecheza 02.06.2017r. Jan Paweł II – PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ [AUDIO] Wykłady wygłoszone podczas Letniej Szkoły Bractwa św. Jana Pawła...
Przewiń do góry