fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Ks. prof. P. Bortkiewicz: Dedykuję słowa Jana Pawła II tym, którzy dobrze bawili się, znieważając Kościół

Kiedy wspominamy te wydarzenia sprzed 40 lat to trzeba przypomnieć słowa Papieża z krakowskich Błoń: „Czy można powiedzieć <<nie>>? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co on wniósł w dzieje człowieka?” Takie pytania stawiał Jan Paweł II w momencie zakończenia swojej pielgrzymki. I odpowiadał: „Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu <<nie>>. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi <<nie>>. Ale pytanie zasadnicze: Czy wolno i w imię czego wolno – jaki argument rozumu, jaką wartość woli serca można przedłożyć sobie samemu, bliźnim, rodakom, narodowi, żeby odrzucić, żeby powiedzieć <<nie>> temu, czym wszyscy żyliśmy przez 1000 lat” – powiedział w felietonie „Myśląc Ojczyzna” na antenie Radia Maryja ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

Dni od 3 do 11 maja tego roku to okres, w którym bezkarnie nazwano katolików świniami, Królowa Polski została autoryzowana jako „patronka dewiacji”, a Kościół został ukazany jako instytucja dewiacyjna i przestępcza. Wrócę jednak do zupełnie innych dziewięciu dni, które wstrząsnęły Polską i Polakami. To 9 dni, które miały miejsce 40 lat temu – od 2 do 10 czerwca 1979 roku. To oczywiście czas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Była to bezwzględnie historyczna wizyta będąca zabiegiem dyplomacji watykańskiej. Była to druga zagraniczna pielgrzymka Ojca Świętego. Pierwsza odbyła się do Meksyku. Dlaczego właśnie tam? Bo Meksyk był państwem konstytucyjnie ateistycznym. Zabronione było gromadzenie się osób wierzących poza przestrzenią kościoła. Zabronione było nawet noszenie stroju duchownego przez księży czy zakonnice poza obiektami kościelnymi. Nagle to państwo z szerokimi ramionami i wdzięcznością przyjmuje polskiego papieża. Co mogło zatem uczynić państwo pod tytułem PRL, które było konstytucyjnie neutralne. Uległo i wyraziło zgodę na przyjazd papieża, choć teoretycznie mogło odmówić. Uległo, ale rzucało kłody.

Nie zgodzono się na przykład na zaproponowany przez Episkopat i Ojca Świętego termin majowy. Zaproponowano „zielone świątki”. To właśnie wtedy, w wigilię zesłania Ducha Świętego padły te słowa: „I wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II papież. Wołam z całej głębi tego tysiąclecia. Wołam w przeddzień święta zesłania. Wołam z Wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, taj ziemi”. Nic już nie mogło zostać takie, jakie było przed tymi słowami.

Państwo komunistyczne tak naprawdę oddało kwestie organizacyjne tej pielgrzymki, zostawiając to Kościołowi. Wydawało się, że będzie to ciężar nie do uniesienia. Nie było przecież żadnych organizacji, instytucji, firm, które mogłyby taką organizację unieść. Wtedy powołano straż kościelną i ta straż stała się zalążkiem społeczeństwa obywatelskiego. To były faktyczne narodziny ludzi solidarnych w sprzeciwie wobec zakłamania. Trzeba wracać do tamtych dni, tamtych słów, momentu narodzin wolnych Polaków, wolnej Polski. To data bardziej znacząca niż czerwiec 1989.

A kiedy wspominamy te wydarzenia sprzed 40 lat to trzeba przypomnieć słowa Papieża z krakowskich Błoń: „Czy można powiedzieć <<nie>>? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co on wniósł w dzieje człowieka?” Takie pytania stawiał Jan Paweł II w momencie zakończenia swojej pielgrzymki. I odpowiadał: „Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu <<nie>>. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi <<nie>>. Ale pytanie zasadnicze: Czy wolno i w imię czego wolno – jaki argument rozumu, jaką wartość woli serca można przedłożyć sobie samemu, bliźnim, rodakom, narodowi, żeby odrzucić, żeby powiedzieć <<nie>> temu, czym wszyscy żyliśmy przez 1000 lat”.

Chciałbym dedykować te słowa wszystkim tym, którzy o nich zapomnieli – bohaterom, klakierom, aktorom i widzom tych dziewięciu majowych dni sprzed kilku tygodni. Tym, którzy świetnie się wówczas bawili, gdy pluto na Chrystusa, Matkę Bożą, Kościół. Dedykuję te słowa postępowym katolikom. Tak dalece postępowym, że zapomnieli o Chrystusie. Ale przypominam je także i nam, którzy chcemy być wierni naszemu Panu. Po to, byśmy pamiętali jak wielką cenę maja nasze decyzje, wybory i słowa.

RIRM

drukuj