Niewinnie autentycznym

Współczesny świat wypiera jedną z fundamentalnych wartości, jaką jest autorytet. To właśnie ta wartość niegdyś „stymulowała” drogę do kapłaństwa. Każdy, kto ją obrał, w innych kapłanach dostrzegał pewien wzorzec do naśladowania – wskazuje ks. dr Andrzej Paś z Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

Czy obecny drastyczny spadek powołań do kapłaństwa w naszej ojczyźnie jest miarodajnym wskaźnikiem oblicza Kościoła na świecie? Wiem, to trudne pytanie. Jednak przychodzi taki czas, że trzeba się z nim zmierzyć. Współczesny świat wypiera jedną z fundamentalnych wartości, jaką jest autorytet. To właśnie ta wartość niegdyś „stymulowała” drogę do kapłaństwa. Każdy, kto ją obrał, w innych kapłanach dostrzegał pewien wzorzec do naśladowania.

Nigeryjczyk, ojciec Kenneth Iwunna zawsze chciał zostać kapłanem. Kiedy był dzieckiem, codziennie rano chodził na Mszę św. Były nawet dni, w których spóźniał się do szkoły z tego powodu, za co był karany, ale to nie powstrzymało go przed pójściem do kościoła. Uwielbiał tę służbę przy ołtarzu, a ksiądz był dla niego najważniejszym wzorem do naśladowania.

„Podobało mi się wszystko, co robił” – wyjaśnił z uśmiechem.

Jego marzenie w końcu się spełniło, gdy postanowił wstąpić do misyjnego Zgromadzenia Ducha Świętego. Został kapłanem. Teraz pracuje w Etiopii jako misjonarz.

„Gdy byłem jeszcze w okresie formacji, pamiętam jak pewien ksiądz wrócił z Etiopii. Wydawał mi się bardzo dobrym i skromnym człowiekiem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ja też chcę jechać do Etiopii. Nie wiedziałem nic o tym kraju, ale bardzo chciałem tam pojechać. Zanim otrzymaliśmy święcenia kapłańskie, mogliśmy wybrać trzy miejsca na świecie, w których chcielibyśmy służyć. Etiopia była na pierwszym miejscu, a Nigeria zaraz po niej ”- wspominał ojciec Kenneth Iwunna.

Od siedmiu lat mieszka jako misjonarz pośród członków plemienia Borana w południowej Etiopii. Borana są tradycyjnie ludem koczowniczym, chociaż wiele rodzin obecnie stało się osiadłych. Jednak wiele z nich wciąż wędruje po regionie ze swoimi stadami.

„Moje pierwsze wrażenie było mało ekscytujące, ale praca w odległych regionach, gdzie Kościół się dopiero tworzy, jest częścią charyzmatu naszego zgromadzenia” – powiedział misjonarz.

Dzisiaj sam jest proboszczem parafii p. w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Dhadim. Obecnie 5000 z 9000 mieszkańców parafii to katolicy, a ich liczba rośnie. Wiele osób chce przyjąć chrzest. To, co najbardziej przyciąga mieszkańców Borany do chrześcijaństwa, to fakt powszechności Kościoła i związane z tym piękne przesłanie, że każdy jest kochany. Dlatego chcą należeć do takiej wspólnoty.

„Odprawiamy tutaj Mszę świętą w taki sam sposób, w jaki jest ona odprawiana w Rzymie lub w innych miejscach ”- dodał ojciec Kenneth.

Jego parafia jest bardzo żywa. Odbywają się katechezy i kręgi biblijne. Ojciec Iwunna rozpoczął również akcję powołaniową, która już przyniosła owoce: dwie dziewczynki z plemienia Borana chcą zostać siostrami zakonnymi, a pięciu chłopców wyraziło zainteresowanie kapłaństwem. 250 młodych ludzi regularnie angażuje się w działalność parafii.

Dzięki dotacji przyznanej przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie każdego roku od 65 do 100 młodych ludzi może wziąć udział w trzydniowym programie duszpasterskim, który odbywa się w innej diecezji.

„Większość z nich nigdy nie była nigdzie indziej niż we własnej wiosce. Dla nich ważne jest, aby wspólnie spotkać się z młodymi ludźmi z innych plemion i porozmawiać o tym, czym żyją w swoich realiach. Mogą nie mówić tym samym językiem, dlatego szukamy zawsze kogoś, kto może tłumaczyć. Młodzi ludzie wzrastają w wierze i doświadczają Kościoła w nowy sposób. Kolejną zaletą jest to, że są bardziej zmotywowani do nauki innego języka niż ich tubylczy, na przykład takiego, jak język angielski. Te dni są korzystne nie tylko dla nich, ale dla całej ich społeczności. Ponieważ kiedy młodzi ludzie wracają do swoich wiosek, opowiadają o nowych doświadczeniach we wspólnocie Kościoła. Tak samo osoby starsze również są tym bardzo zainteresowane” – tłumaczył duszpasterz.

Dzięki wsparciu PKWP możliwe było również zainicjowanie programu dla małżeństw, które przyjęły wiarę chrześcijańską.

„Nowo ochrzczeni dorośli mają problem z tym, że nie byli małżeństwem sakramentalnym w obliczu Kościoła. Oznacza to, że nie mają pieniędzy na zakup obrączki ślubnej, formalnych strojów do sakramentu małżeństwa. Dlatego organizujemy ceremonie małżeńskie dla kilku par jednocześnie i kupujemy wszystko, czego potrzebują do świętowania. To wielka ulga dla tych par, kiedy mogą w obliczu Boga i Kościoła złożyć wzajemną przysięgę wierności małżeńskiej i w końcu przyjąć Komunię Świętą” – wyjaśnił ojciec Kenneth.

Poprawiła się także sytuacja kobiet. Tradycyjnie kobiety Borana są bardzo nieśmiałe. Tradycja zabrania im robienia czegokolwiek poza domem. Kościół stara się im pomóc poprzez organizowanie różnych kursów, w tym specjalnego programu do kształcenia katechistów. Ludzie akceptują nowatorskie pomysły swojego proboszcza i angażują się całym sercem. Ich duszpasterz mocno zachęca dziewczynki, aby chodziły do szkoły, co jest kulturową nowością. Doprowadziło to do gwałtownego spadku liczby bardzo wczesnych małżeństw. Proboszcz plemienia Borana żarliwie wierzy w prawdziwą ewangelizację poprzez gruntowną edukację. Ogólnie rzecz biorąc życie tych ludzi uległo poprawie. W przeszłości często dochodziło do walk między plemionami zamieszkującymi ten region. Sytuacja zmieniła się na lepsze dzięki obecności Kościoła katolickiego. Tylko w okresie suszy dochodzi czasami do konfliktów między rolnikami a pasterzami, którzy szukają obfitych pastwisk. Aby jeszcze bardziej poprawić warunki egzystencjalne, Kościół proponuje specjalne kursy dialogu międzyreligijnego dla wzajemnego pojednania plemiennego.

Jednak wciąż istnieje wystarczająco dużo wyzwań, z którymi trzeba się zmierzyć. Jak na przykład drogi, które są w złym stanie i do większości miejsc można dotrzeć tylko pieszo, motorowerem lub rowerem. Czasami duszpasterz musi podróżować od 25 do 30 kilometrów. Kiedy podróżuje pieszo sam przez las, napotyka lamparty, ogromne węże czy hieny. Ojciec Kenneth cieszy się z roli misjonarza wśród ludu Borana.

„Dla mnie jako kapłana jest to najlepsze doświadczenie w historii mojego życia. Moja wiara stała się jeszcze silniejsza, odkąd jestem wśród tych ludzi, ponieważ mogę im pomóc lepiej poznać Boga i dzięki temu daję im nadzieję .To najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić” – powiedział.

Dobrze, że Kościół w Afryce jest tak „niewinnie autentyczny”. W jednej ze środowych audiencji papież Franciszek powiedział: „Wiemy, że kalumnia zawsze zabija, a rodzi się z chęci zniszczenia reputacji drugiej osoby. Oszczerstwa godzą też w Kościół. Ma to miejsce wtedy, gdy z powodu żałosnych korzyści lub zatuszowania własnych uchybień ludzie łączą się, by oczernić kogoś”. Wobec tych słów spójrzmy na Kościół w Europie, w Polsce. Gdy słyszę o skandalach, oskarżeniach, w większości przypadków niesłusznych, wobec osób duchownych, to odczuwam lęk. Lęk przed pustką duchową zmanierowanych obywateli Europy. I myślę sobie, że trzeba się uczyć być „niewinnie autentycznym” po afrykańsku.

ks. dr Andrzej Paś/radiomaryja.pl

drukuj