fot. Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Włodzimierz Olewnik chce od prokuratury 1 mln zł zadośćuczynienia

Przed gdańskim sądem ruszył wczoraj proces cywilny, w którym Włodzimierz Olewnik żąda od prokuratury badającej sprawę jego syna miliona zł zadośćuczynienia.

Jego zdaniem, śledczy w komunikatach z 2011 r. podali nieprawdziwe, szkalujące go informacje. Pozew związany jest z przeszukaniami przeprowadzonymi 4 lata temu w domu ojca porwanego w roku 2001 i zamordowanego dwa lata później Krzysztofa Olewnika. Informując media o przeszukaniach, śledczy podali, że zdecydowali się na nie, bo mają wątpliwości, czy rodzina przekazała im wszystkie dowody istotne dla śledztwa.

Mamy dowody na to, że treść komunikatów prokuratury została sformułowana nieprawdziwie, ale i celowo – aby naruszyć jego dobra osobiste – mówił Bogdan Borkowski, pełnomocnik Olewnika w tej sprawie.

– Naruszenia tych dóbr osobistych są ogromne. Dotyczą wizerunku, postrzegania Włodzimierza Olewnika. Ja pamiętam czas, kiedy Włodzimierz Olewnik stawał niejako na czele pewnych zebrań, forów, gdzie mówiono o nim: „pan jest symbolem”. A dzisiaj mówi się o nim „a, tak naprawdę, to nie wiadomo, co ten Olewnik ma w tej sprawie do ukrycia, do powiedzienia itd.”. abstrahując od tego wszystkiego, to jest sprawa o to, aby prokuratura nie szargała tymi dobrami osobistymi – w szczególności pokrzywdzonych. Z moich doświadczeń wynika, że są naruszane prawa pokrzywdzonych w polskich postępowaniach – ocenił Bogdan Borkowski.

Zdaniem Borkowskiego, prawdziwym powodem przeszukań w domach Olewników było to, że Włodzimierz Olewnik nagrywał swoje rozmowy z ministrami i innymi ważnymi osobami, z którymi spotykał się, by omawiać sprawę swojego syna.

W przekonaniu Borkowskiego, w przeszukaniach „chodziło również o zabezpieczenie tych materiałów”. Kolejną rozprawę w tym procesie wyznaczono na 28 lipca.

RIRM

drukuj