fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

USA: Demokratyczny gubernator Luizjany podpisał ustawę ograniczającą tzw. aborcję

Demokratyczny gubernator stanu Luizjana podpisał w czwartek ustawę, zabraniającą przeprowadzania tzw. aborcji w sytuacji, gdy wyczuwalne jest bicie serca dziecka. Podobne regulacje przyjęło w tym roku już kilka innych stanów amerykańskiego Południa.

Wcześniej projekt ustawy został zdecydowaną większością głosów przyjęty przez obie izby stanowej legislatury – Izbę Reprezentantów (stosunkiem głosów 79:23) i Senat (31:5). W obu izbach większość ma Partia Republikańska, ale za zmianami w prawie zagłosowała także część kongresmenów i senatorów z Partii Demokratycznej. Projekt ustawy popierał też Demokratyczny gubernator John Bel Edwards, który jest praktykującym katolikiem, a w tym roku będzie się ubiegał o reelekcję.

Jego poparcie dla ustawy znacznie ograniczającej możliwość zabijania dzieci wzbudziło protesty wielu członków Partii Demokratycznej, bo ugrupowanie uważa prawo do tzw. aborcji za jeden z kluczowych elementów swojego programu. Z tego powodu Edwards zrezygnował ze zwyczajowego uroczystego podpisania ustawy, a jedynie poinformował o złożeniu podpisu poprzez swoje biuro.

Zgodnie z ustawą, usuwanie ciąży ma być zakazane od momentu, w którym wyczuwalne jest bicie serca dziecka, co ma miejsce około szóstego tygodnia. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy życie matki jest zagrożone, ustawa nie zezwala natomiast na tzw. aborcję, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa.

Podpisanie ustawy przez gubernatora nie oznacza, że nowe przepisy od razu wejdą w życie. Ustawa zacznie obowiązywać, jeśli sąd federalny utrzyma podobny przepis wprowadzony w sąsiadującym z Luizjaną Missisipi. Tamtejsza ustawa została czasowo zablokowana przez sąd.

Zasadę bicia serca dziecka wprowadziły już Missisipi, Kentucky, Ohio i Georgia, zaś Alabama wprowadziła jeszcze bardziej restrykcyjne przepisy, dopuszczające tzw. aborcję praktycznie tylko w przypadku zagrożenia życia i zdrowia matki. Żadne z tych nowych przepisów nie weszły jeszcze w życie, bo zostały zaskarżone w sądach. Ich zwolennicy mają jednak nadzieję, że sprawa ostatecznie trafi do Sądu Najwyższego, gdzie obecnie większość mają konserwatywni sędziowie.

PAP/RIRM

drukuj