fot. flickr.com

Izrael wprowadza drugi lockdown

Izrael ponownie zamyka gospodarkę. Ma to związek z rosnącą liczbą nowych przypadków koronawirusa. Od dziś zamknięte są m.in. placówki oświatowe, restauracje, centra handlowe i hotele. Otwarte pozostają supermarkety i apteki.

W administracji publicznej ograniczono liczbę pracowników. Z kolei prywatne firmy mogą być otwarte pod warunkiem, że nie przyjmują klientów.

Wprowadzono też ograniczenia w przemieszczaniu się. Izraelczycy muszą pozostać w promieniu 500 m, od swoich domów. Mogą jednak dojechać do pracy.

Dr hab. Marcin Szydzisz, politolog, zauważa, że ponowny lockdown może przynieść odwrotny skutek od założonego.

– Prawdopodobnie premier Izraela Benjamin Netanjahu zdecydował się na to ze względu na zbliżające się święta Rosz ha-Szana i Jom Kipur. Jom Kipur jest tak ważnym świętem dla Żydów, że nawet ci Żydzi, którzy nie uważają się za religijnych, bywają wtedy w Synagogach. Oznacza to, że doszłoby do dużych zgromadzeń ludzi. Możliwość transmisji wirusa byłaby wtedy dużo większa. W pewnym sensie jest to zasadne, jednak trzeba pamiętać, że jest to krok niesłychanie niebezpieczny. Może doprowadzić do sytuacji, gdy Żydzi wyjdą na ulicę protestować przeciwko tym wprowadzeniom. Paradoksalnie może się okazać, że transmisja wirusa będzie większa, niż gdyby takich ograniczeń nie wprowadzono  – ocenia dr hab. Marcin Szydzisz.

Ministerstwo Finansów Izraela oszacowało, że kolejny lockdown będzie kosztował kraj 6.5 mld szekli, czyli ponad 7 mld zł.

Zamknięcie gospodarki ma potrwać co najmniej dwa tygodnie.

RIRM

drukuj