fot. PAP/EPA

Brytyjskie media: ranna pracownica kolei szła prawie 2 km, by poinformować o wypadku

Do środowego wykolejenia się pociągu osobowego w północno-wschodniej Szkocji doszło w miejscu, gdzie nie ma zasięgu telefonicznego, a o wypadku zawiadomiła ranna pracownica kolei, która szła prawie 2 km do najbliższej nastawni, podały dzisiaj brytyjskie media.

To wyjaśniałoby, dlaczego między wykolejeniem się pociągu, a przekazaniem informacji o tym służbom ratunkowym minęły prawdopodobnie ponad dwie godziny. W wypadku zginęły trzy osoby, a sześć zostało rannych.

Informacji o tym, kto i o której godzinie poinformował o wypadku nie ogłosiła jeszcze prowadząca śledztwo komisja ds. badania wypadków kolejowych RAIB, ale fakt, że była to pracownica kolei, będąca jeszcze przed godzinami pracy, podały m.in. stacja BBC oraz dzienniki „Daily Telegraph” i „Daily Mail”. Szkocki tabloid „Daily Record” ujawnił nawet jej personalia – jest to 31-letnia Nicola Whyte.

RAIB potwierdziła, że przyczyną wykolejenia się pociągu w pobliżu miejscowości Stonehaven na południe od Aberdeen były zalegające na torach zwały błota, które znalazły się tam wskutek ulewnych deszczy padających przez całą noc przed wypadkiem i rano. Potwierdzono też przebieg wydarzeń, czyli, że pociąg jadący z Aberdeen do Glasgow natknął się na blokujące tory zwały ziemi, wobec czego zaczął wracać, aby zmienić trasę na pobliskim rozjeździe, ale po drodze wpadł na zwały błota w inny miejscu i się wykoleił.

Na razie nie wiadomo jednak, o której godzinie doszło do wypadku. Pociąg odjechał ze stacji Stonehaven o 6:38, zaś policja i służby ratunkowe otrzymały informację o wypadku o 9:40. Skoro miał on miejsce 6,4 km od Stonehaven, to nawet uwzględniając zatrzymanie pociągu z powodu pierwszych zwałów ziemi i zmianę kierunku (pociąg miał dwie lokomotywy z przodu i z tyłu), do wypadku musiało dojść raczej bliżej 6:38 niż 9:40.

Wskutek wykolejenia się pociągu zginęły trzy osoby – maszynista, konduktor i jeden z pasażerów, zaś pozostałe sześć osób znajdujących się w nim zostało ranne.

Wykolejenia się pociągów z ofiarami śmiertelnymi zdarzają się w Wielkiej Brytanii dość rzadko – ostatni taki przypadek miał miejsce w lutym 2007 roku w pobliżu miejscowości Grayrigg w Cumbrii w północno-zachodniej Anglii. Zginęła wówczas jedna osoba, poważniej rannych zostało 30 osób, a 58 odniosło drobne obrażenia.

PAP

drukuj