(fot.PAP)

Puchar marzeń Delaunay´a

Z kart historii, czyli jak to z mistrzostwami Europy było

Choć historia mistrzostw Europy sięga końca lat 60. ubiegłego wieku, tak naprawdę rozpoczęła się jeszcze przed wojną. Już w 1927 roku legendarny działacz francuskiej federacji Henri Delaunay przedstawił projekt organizacji tej imprezy włodarzom FIFA. Wtedy został on jednak odrzucony, a co ciekawe, o miano najlepszej drużyny kontynentu – i to od 1916 roku – walczyły reprezentacje Ameryki Południowej. Europejczycy musieli jeszcze poczekać. Delaunay, gorący zwolennik idei, zmarł w 1955, a trzy lata później, podczas trzeciego Kongresu UEFA, podjęto decyzję o organizacji Pucharu Europy Narodów, w 1965 roku oficjalnie przekształconych w mistrzostwa Europy. Francuz tej chwili nie doczekał, ale dla oddania mu hołdu puchar dla zwycięzcy turnieju został nazwany jego imieniem.

ZSRS – pierwszy mistrz
Jako pierwsza, w 1960 roku, sięgnęła po niego reprezentacja ZSRS. Do rywalizacji zgłosiło się 17 drużyn (zabrakło jednak kilku potęg, m.in. Anglii, RFN, Włoch), które walczyły ze sobą systemem pucharowym – „mecz i rewanż”. Zwycięzca przechodził dalej, przegrywający odpadał. Polska wylosowała Hiszpanię i dwukrotnie okazała się słabsza (2:4, 0:3). Cztery najlepsze ekipy spotkały się ze sobą we Francji na krótkim turnieju. W finale reprezentacja ZSRS pokonała Jugosławię 2:1. Po drodze nie obyło się bez zgrzytów. Późniejsi mistrzowie, w ćwierćfinale, mieli zmierzyć się z Hiszpanią. Do meczu nie doszło, generał Franco podjął decyzję o bojkocie na znak sprzeciwu wobec działań Sowietów, którzy zestrzelili nad swoim terytorium amerykański samolot szpiegowski. Także w 1964 roku nie zabrakło politycznych zawirowań. Grecja odmówiła gry z Albanią, co było o tyle uzasadnione, że oba kraje znajdowały się praktycznie w stanie wojny. W finale, tym razem rozgrywanym w Hiszpanii, gospodarze zrewanżowali się ZSRS, wygrywając 2:1.
Od 1968 r. drużyna, która wznosiła Puchar im. Henri Delaunay´a, zostawała oficjalnie mistrzem Europy. Zmienił się też format turnieju. Toczył się w grupach, zwycięzcy ośmiu awansowali do ćwierćfinału. Dopiero jednak od półfinału, podobnie jak to miało miejsce w przeszłości, uczestnicy przenosili się do jednego kraju. Tym razem wybór padł na Włochy. Gospodarze dotarli do finału, w którym spotkali się z Jugosławią. W meczu padł remis, dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, postanowiono zatem rozegrać powtórkę. W niej lepsza okazała się już Italia (2:0). I jeszcze jedna ciekawostka: w 1968 roku, jeden jedyny raz w historii, o wyniku meczu zadecydował rzut monetą. W ten sposób gospodarze w półfinale wyeliminowali ZSRS (po 120 minutach gry było 0:0). Regulamin turnieju zakładał powtórzenie tylko finału, w pozostałych przypadkach miało rozstrzygać losowanie – czyli moneta.

Mueller, Panenka, Platini…
Mistrzostwa w roku 1972 w Belgii (ta sama formuła, podobnie zresztą jak w 1976 r.) były popisem RFN i Gerda Muellera. Doskonały napastnik w finałowym meczu z ZSRS zdobył wszystkie trzy bramki, przesądzając o zwycięstwie swojej reprezentacji 3:0. Cztery lata później, w Jugosławii, zdecydowanymi faworytami także byli Niemcy z Zachodu. Pewnie dotarli do finału, w którym zagrali z Czechosłowacją. Nasi południowi sąsiedzi postawili zaskakujący opór, po 120 minutach remisując 2:2. Wtedy, pierwszy raz, o wyniku miały zadecydować rzuty karne. Lepiej spisali się w nich Czechosłowacy, a do historii przeszedł sposób wykonania decydującej jedenastki przez Antonina Panenkę. Zawodnik uderzył lekką podcinką w środek bramki i… do dziś wielu stara się go naśladować, wiedząc, że podobne zagrania wywołują zachwyt. Ciekawostka: żaden z czterech najważniejszych meczów nie został rozstrzygnięty w regulaminowych 90 minutach gry. Trzy skończyły się po dogrywce, a wspomniany finał w karnych.
W 1980 roku zmienił się format: zwycięzcy ośmiu grup eliminacyjnych awansowali do turnieju w Rzymie i zostali podzieleni na dwie grupy. Ich zwycięzcy (RFN i Belgia) awansowali do finału. Lepsi okazali się Niemcy, którzy wygrali 2:1. Tak jak w niedalekiej przeszłości do sukcesu poprowadził ich Mueller, tak teraz bohaterem był Horst Hrubesch. Po czterech latach triumfowała Francja (gospodarz) z genialnym Michelem Platinim w składzie. Obecny szef UEFA w każdym z pięciu meczów turnieju zdobywał gole. Łącznie uzbierał ich dziewięć, a najważniejsze trafienie było to z finału. Trójkolorowi pokonali w nim Hiszpanię 2:0. Ciekawostka: do eliminacji ME 1984 r. zgłosiły się wszystkie federacje zrzeszone w UEFA. Wówczas 33.

Ach ten van Basten, niesamowita Dania
W 1988 roku wydawało się, że kolejny tytuł zdobędzie reprezentacja RFN, gospodarz. Na ich drodze stanęła jednak rewelacyjna reprezentacja Holandii z niesamowitym triem: Marco van Basten, Ruud Gullit, Frank Rijkaard. Pomarańczowa ekipa zaprezentowała wspaniały futbol, ofensywny, urzekający, a van Basten zdobywał gole, które przeszły do historii. Szczególnie ten z finału (2:0 z ZSRS), zdobyty strzałem z woleja z niemal zerowego kąta. Do dziś to trafienie uznawane jest za jedno z najpiękniejszych w dziejach.
Kolejne mistrzostwa, w 1992 r., okazały się z wielu względów wyjątkowe. Wystąpiły w nich ekipy zjednoczonych Niemiec i Wspólnoty Niepodległych Państw. Wykluczono Jugosławię, ogarniętą wojną domową. Zastąpiła ją Dania, która o tym fakcie dowiedziała się dosłownie za pięć dwunasta. Trener Richard Moeller Nielsen pospiesznie ściągał piłkarzy z wakacji, nie miał czasu na normalne przygotowania. Wszyscy spodziewali się, że dość przypadkowa, z pozoru, drużyna pożegna się z rywalizacją już po pierwszej fazie, tymczasem wygrywała i wygrywała, i… nie przestała wygrywać. Ciesząc się sympatią całej Europy, dotarła do finału, w którym pokonała 2:0 Niemców.

Złote gole, grecka niespodzianka
W 1996 roku, po raz pierwszy, w turnieju finałowym (zorganizowanym w Anglii) wystąpiło 16 drużyn rywalizujących w czterech grupach. Wyspiarze marzyli o sukcesie i faktycznie doczekali się reprezentacji, która ten sukces dać im mogła. Ich marsz ku szczytom w półfinale zatrzymali jednak Niemcy, którzy lepiej egzekwowali rzuty karne. Potem, w finale, nasi zachodni sąsiedzi w dramatycznych okolicznościach pokonali Czechów 2:1. Po 90 minutach był remis 1:1, a w dogrywce bramkę na wagę tytułu zdobył Oliver Bierhoff. Obowiązywała wtedy zasada tzw. złotego gola – zdobyty w dodatkowym czasie automatycznie kończył mecz.
Cztery lata później, pierwszy raz, turniej zorganizowały dwa kraje – Belgia i Holandia. Długo wydawało się, że po tytuł sięgną Pomarańczowi. W fazie grupowej odnieśli komplet zwycięstw, w tym 3:2 po porywającym meczu z Francją. W ćwierćfinale, grając genialnie, roznieśli 6:1 Jugosławię. W grze o finał nie potrafili jednak pokonać bramkarza Włochów, a w rozstrzygającej serii jedenastek trafili tylko raz. Rywale trzy. O wyniku drugiego półfinału (Francji z Portugalią), zadecydował „złoty gol” zdobyty w 117. minucie przez Zinedine´a Zidane´a. W ten sam sposób Trójkolorowi pokonali 2:1 Włochów w finale. Tym razem gola na wagę tytułu strzelił David Trezeguet. W 2004 roku, na boiskach Portugalii, doszło do największej sensacji w dziejach mistrzostw Europy. Oto bowiem tytuł zdobyła drużyna, na którą nikt nie stawiał, która miała pożegnać się z turniejem już po fazie grupowej. Grecja. Podopieczni Otto Rehhagela nie zaprezentowali jakiegoś nadzwyczajnego futbolu, ale szalenie zdyscyplinowany, ułożony i konsekwentny. Stanowili przy tym prawdziwy zespół, wyjątkową jedność i jak się okazało, dało im to historyczny sukces. W ćwierćfinale, półfinale i finale wygrywali po 1:0, kolejno z Francją, Czechami i Portugalią. W ogóle ten turniej był wyjątkowy, już w fazie grupowej swój udział w nim zakończyły potęgi: Hiszpania, Włochy i Niemcy. W 2008 roku mistrzostwa odbyły się w Austrii i Szwajcarii, zagrała w nich wreszcie Polska, ale ten turniej przypominamy w innym miejscu…

WIĘCEJ

drukuj