fot. flickr.com

Polskę czeka krach w energetyce?

2020 rok, jeśli nic się nie zmieni, może być krachem dla polskiej energetyki – ostrzegają przedsiębiorcy. Klienci firm energetycznych protestują przeciw coraz wyższym cenom na rynku hurtowym. Jeśli nic się nie zmieni – jak mówią – duże podwyżki mogą odczuć niedługo także klienci indywidualni. Zapotrzebowanie na energię rośnie w lawinowym tempie. Ministerstwo Energii interweniuje w Unii Europejskiej, która zaostrza politykę zezwoleń na emisję CO2 windując tym samym ceny energii.

Choć wzrost cen energii jest na razie nieodczuwalny dla polskiego społeczeństwa – to nikt nie ma już wątpliwości, że uderzy w nas niczym „fala tsunami”. Rękę do tego przykłada Unia Europejska, która manipuluje normami emisji dwutlenku węgla – wskazuje przewodniczący sejmowej Komisji ds. Energii i Skarbu Państwa Maciej Małecki.

– Dzisiaj w Unii obserwujemy próbę ręcznego sterowania cenami energii poprzez ograniczenie podaży certyfikatów uprawniających do emisji CO2. Jeżeli z rynku zdejmowana jest znaczna liczba tych certyfikatów, wtedy ceny uprawnień do emisji CO2 skaczą w górę i to znacząca składowa cen, jakie widzimy na naszych rachunkach – zaznacza polityk.

Firmy produkujące energię w Polsce muszą kupować po wysokich cenach na unijnym rynku certyfikaty uprawniające do emisji dwutlenku węgla. A ceny te są najwyższe od dekady. W połowie września na giełdzie w Londynie za certyfikat na emisję tony dwutlenku węgla płacono 25 euro. W tym roku ceny uprawnień wzrosły o blisko 200 proc. Średnio koszt wytworzenia megawatogodziny wynosi teraz ok. 300 zł.

Takie decyzje unijnych urzędników uderzają w branżę energetyczną, która zaczyna podnosić ceny energii. Niewykluczone, że gospodarstwa domowe także będą musiały wziąć na siebie część tych kosztów. Minister energii Krzysztof Tchórzewski uspokaja, że nie ma planów podnoszenia cen energii dla „Kowalskiego”. Nie wyklucza jednak, że firmy energetyczne będą miały teraz poważne kłopoty.

Minister energii skierował list do Komisji Europejskiej. Żąda w nim wyjaśnień związanych z ograniczaniem liczby certyfikatów uprawniających Polskę do emisji dwutlenku węgla.

– Te uprawnienia, w mojej ocenie, o sztucznie zawyżonej cenie – rzutują na cenę energii, jaką płacimy. Do tego dochodzi problem związany z brakiem inwestycji – w efektywne wydobycie węgla w Polsce. To jest pokłosie tej zapaści w latach 2007- 2015 – mówi Maciej Małecki.

Chodzi o lata rządów PO-PSL, podczas których nie inwestowano w kopalnie. Problem jest o tyle poważny, że polski prąd w większości wytwarzany jest z węgla. To aż 80 proc., dlatego, jak podkreśla poseł Robert Winnicki, najlepszym ruchem, który wstrzymałby podwyżkę cen jest wypowiedzenie pakietu klimatycznego Unii Europejskiej.

– Jeśli Polska nie wypowie pakietu klimatycznego narzuconego przez UE – to będziemy mieli zapaść w energetyce i będziemy mieli olbrzymie podwyżki cen prądu – podkreśla Robert Winnicki, Prezes Ruchu Narodowego.

Z kolei poseł PO Zdzisław Gawlik zarzuca rządowi PiS brak reakcji na sprowadzany węgiel z Rosji.

– Kładziemy kolejne pieniądze na węgiel kamienny, a ten węgiel kamienny w coraz większych ilościach jest kupowany z Rosji – ocenia polityk.      

W Polsce zapotrzebowania na energię stale rośnie, a brakujące moce są od lat uzupełniane importem m.in. z Niemiec, Szwecji czy Litwy. Przedsiębiorcy mówią o szybkiej reakcji i inwestowaniu w sektor energetyki. Sytuacja jest poważna. Podjęte dotychczas inwestycje – to wciąż za mało. Jedną z nich są bloki w Elektrowni Opole. Będzie to trzecia co do wielkości polska elektrownia, po Bełchatowie i Kozienicach.

– W analizach operatora pojawiają się konkluzje, że gdybyśmy nic nie zrobili – to po 2020 roku moglibyśmy mieć do czynienia już z cyklicznymi niedoborami mocy sterowalnej w systemie energetycznym – wyjaśnia Paweł Koroblowski, wicedyrektor departamentu elektroenergetyki i ciepłownictwa Ministerstwa Energii.

Choć resort energii ma szacunki dotyczące skali wzrostu zapotrzebowania na energię w najbliższych latach, to cięgle stoi przed nami problem obniżenia energochłonności.

– Brak nam kompleksowej strategii energetycznej. Przede wszystkim energochłonność naszego przemysłu być może jest dwa razy większa niż na Zachodzie. Po drugie ogrzewanie budynków – tutaj mamy olbrzymie zaległości i racjonalizacja zużycia energii – dodaje dr inż. Bogdan Sedler z Fundacji Naukowo-Technicznej Gdańsk.

Pomocą ma tu być program wsparcia inwestycji termomodernizacyjnych dla gospodarstw domowych. Dofinansowania mają sięgać nawet 90 proc. przy wymianie starego kotła i ociepleniu budynku.

TV Trwam News/RIRM

drukuj