fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Prof. G. Kucharczyk: Marksizm klasyczny może ulec rewizji, ale na pewno nie ulega rewizji zasadnicze przesłanie marksizmu i neomarksizmu, tzn. przekonanie o tym, że konieczna jest rewolucja, czyli radykalne wywrócenie porządku, cywilizacji chrześcijańskiej

Marksizm klasyczny może ulec rewizji, ale na pewno nie ulega rewizji zasadnicze przesłanie marksizmu i neomarksizmu, tzn. przekonanie o tym, że konieczna jest rewolucja, czyli radykalne wywrócenie porządku, który jeszcze swoimi korzeniami sięga cywilizacji, powstałej jako produkt uboczny w ewangelizacyjnej pracy Kościoła, czyli cywilizacji chrześcijańskiej – mówił prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, w niedzielnym programie „Rozmowy niedokończone” na antenie Radia Maryja.

W programie wzięli udział także ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk oraz prof. Mieczysław Ryba, wykładowca akademicki.

Gość programu „Rozmowy niedokończone” wyjaśnił, że „pierwszy człon wyrazu noemarksizm, czyli >>neo<<, wskazuje, że mamy jakąś nową wersję marksizmu w wersji – jak dzisiaj się mówi – 2.0 czy 3.0”.

– Rzeczywiście obserwując ten konglomerat, różnorodność lewicowych ideologii i ich odmian, które dzisiaj na zgubę dusz ludzkich grasują po tym świecie, to mamy wspólny korzeń. Tzn. marksizm klasyczny, socjalizm naukowy, który jest utrwalony w pismach Karola Marksa czy jeszcze bardziej Friedricha Engelsa został przetworzony na początku XX wieku w różne postacie. (…) Na początku XX w. mamy do czynienia z tzw. reformizmem, czyli chodzi o wizję marksizmu polegającą na tym, że nie rewolucją, tylko drogą parlamentarną będziemy dochodzić do socjalizmu. Najbardziej wpływowy i dalekosiężny w sensie oddziaływania destrukcyjnego jest prąd intelektualny, który rozpoczyna w I połowie XX wieku tzw. szkoła frankfurcka, czyli grupa myślicieli, filozofów, socjologów, którzy sami afiliowali się i uważali się za uczniów Marksa. Po dojściu Hitlera do władzy wyemigrowali z ośrodka we Frankfurcie nad Menem, przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, gdzie w tamtejszych ośrodkach akademickich na wschodnim i zachodnim wybrzeżu kształtowali nowe oblicze marksizmu – powiedział prof. Grzegorz Kucharczyk.

Historyk wskazał, iż neomarksiści uważają, że „człowiek współczesny poddany jest jakiejś opresji, jakiejś dyskryminacji, jakiemuś prześladowaniu”.

– Teraz tymi poddanymi opresjom, różnym dyskryminacjom ludźmi współczesnymi – jak mówili frankfurtczycy – jest właśnie albo młodzież studencka albo różne mniejszości, dochodzą także różne podmioty rewolucji, czyli studenci, mniejszości seksualne, migranci czy ludzie o czarnym kolorze skóry. Jest to model, w którym mamy do czynienia z jakąś opresyjną sytuacją w sensie prześladowania jakiejś mniejszości i ta mniejszość jest awangardą, która ma doprowadzić do tego >>skoku do królestwa wolności<<, czyli takiego przejścia do nowego, wspaniałego świata, czyli utopii. Ten wzorzec z marksizmu jest przez neomarksistów powielany. Na czym polega nowość? Ten „neo” polega na tym, że w odróżnieniu od Karola Marksa czy Engelsa oni szczególny nacisk kładą na sferę kultury – podkreślił historyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.

Gość Radia Maryja zaznaczył, że warto pamiętać postać ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który jako pierwszy – jeszcze przed wojną – zauważył obecność neomarksizmu i wszelkie działania z tym związane.

– Wtedy już przyszły Prymas Polski przewidział bieg rzeczy, który my widzimy ze szczególnym przyspieszeniem od lat 60. ubiegłego wieku, czyli ten tzw. zwycięski marsz przez instytucje neomarksistów i ich wychowanków. Są to instytucje świata medialnego, naukowego, politycznego, społecznego, gospodarczego. Jest to przekonanie, że ważna jest kultura, że to kultura ma być wehikułem rewolucji. Ma być radykalną zmianą po cywilizacji chrześcijańskiej. To jest marka neomarksistów. Jaka to ma być kultura? Mamy do czynienia ze zlepkiem, kolekcją różnych rewolucyjnych ideologii, które wszystkie razem wchodzą do neomarksizmu. (…) Tajne struktury zniewolenia, struktury opresji to modne wśród neomarksistów pojęcia. Wśród tych struktur opresji oni wskazują rodzinę i to jest też wspólny mianownik. Rodzinę jako związek kobiety i mężczyzny ukierunkowany na prokreację. Jak popatrzymy na mutację neomarksizmu, to zobaczmy, że jest to stały motyw. Czyli jest to wzorzec marksizmu polegający na tym, że mamy starcie tych, którzy są poddani opresji z tymi, co niby dominują. I narzędziem tego wyzwolenia ma być rewolucja – to jest wzięte z klasyki marksizmu. Natomiast nowość polega na tym, że nie chodzi o tzw. bazę, czyli środki produkcji i władzę nad nimi – jak mówił Marks z Engelsem – tylko chodzi o opanowanie pojęć w sferze kultury. (…) Marksizm klasyczny może ulec rewizji, ale na pewno nie ulega rewizji zasadnicze przesłanie marksizmu i neomarksizmu, tzn. przekonanie o tym, że konieczna jest rewolucja, czyli radykalne wywrócenie porządku, który jeszcze swoimi korzeniami sięga cywilizacji powstałej jako produkt uboczny w ewangelizacyjnej pracy Kościoła, czyli cywilizacji chrześcijańskiej – powiedział prof. Grzegorz Kucharczyk.

Współczesnym rewolucjonistom rodzina przeszkadza, gdyż to ona jest silna i stanowi podstawę do życia w społeczeństwie.

Mamy do czynienia z wyraźną linią pewnej genealogii wiodącą neomarksizm do korzeni klasycznego marksizmu. Friedrich Engels napisał kluczowy pod tym względem tekst: >>Traktat o pochodzeniu rodziny, własności i państwa<<. Jest tam zasadnicza teza Engelsa, która została podjęta i rozwinięta przez twórców neomarksistowskich, że rodzina jest miejscem opresji, miejscem dyskryminacji, miejscem ucisku społecznego, seksualnego, kulturowego, a przede wszystkim kobiet. Sformułowanie >>piekło kobiet<< bierze się właśnie z książki Engelsa i potem drogą różnych mutacji ten wirus przyszedł w formule neomarksistowskiej. (…) Neomarksistom i ich uczniom ze szkoły frankfurckiej po II wojnie światowej wyszło, że najgorszym zagrożeniem dla wolności demokratycznej, dla demokratycznego państwa prawa itd. jest trwała rodzina. Rodzina oparta na trwałym małżeństwie związku mężczyzny i kobiety, czyli tzw. osobowość autorytarna rodzi się w środowisku domowym. Ludzie kierujący się zdrowym rozsądkiem i mający jakiś bagaż doświadczeń wiedzą, że rodzina jest ostoją, że to domowe ciepło, że można się oprzeć na najbliższych. Ale w wersji ideologii neomarksistowskiej, która korzeniami sięga poglądów Engelsa, jest to narzędzie opresji. To narzędzie ukrytych struktur dominacji – podkreślił historyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk.   

Prof. Grzegorz Kucharczyk wskazał, że we współczesnym świecie, w mediach, w Hollywood rodzina przedstawiana jest jako źródło patologii, a najgorzej opisywany jest ojciec.

– Jeżeli przez kilkadziesiąt lat pewne wzorce się powiela, to utrwala się to w świadomości osób, dla których film czy kultura popularna jest jedynym źródłem poznania rzeczywistości. Żyjemy w świecie pełnym paradoksów, gdzie wydaje się, że cały świat jest na wyciągnięcie myszki komputerowej czy telefonu, ale ludzie też są skąpcami poznawczymi – podsumował historyk.

radiomaryja.pl

drukuj