fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr M. Paluch o sowieckiej agresji na Polskę w 1939 r.: Sowieci wybrali możliwość, która była dla nich najlepsza

Sowieci mieli w sierpniu 1939 roku trzy możliwości. Wybrali tę możliwość, która była dla nich najlepsza. Poszli na sojusz z Niemcami, w tym widzieli chęć zemsty za 1920 rok, jak i odzyskania terenów czy obszarów naszych Kresów wschodnich, ale też sojuszu z Niemcami, bo polepszyły się wyraźnie stosunki między Hitlerem a Stalinem wiosną i latem 1939 roku – mówił w poniedziałkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam  dr Marcin Paluch, historyk, wykładowca w Wyższej Szkole Sił Powietrznych w Dęblinie.

17 września 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej. Tym samym złamała polsko-sowiecki pakt nieagresji. Napaść na nasz kraj była realizacją ustaleń tajnego protokołu paktu Ribbentrop-Mołotow. W ocenie dr. Marcina Palucha nie dało się uniknąć ataku sowieckiego na Polskę.

– Sowieci mieli w sierpniu 1939 roku trzy możliwości. Wybrali tę możliwość, która była dla nich najlepsza. Poszli na sojusz z Niemcami, w tym widzieli chęć zemsty za 1920 rok, jak i odzyskania terenów czy obszarów naszych Kresów wschodnich, ale też sojuszu z Niemcami, bo polepszyły się wyraźnie stosunki między Hitlerem a Stalinem wiosną i latem 1939 roku. Oczywiście, mogli być neutralni, mogli też tym uzyskać wiele, ale wybrali wojnę, wybrali konflikt z Polską. Tak naprawdę pomogli Niemcom w pokonaniu armii polskiej, bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że plany niemieckie były prowadzone bez tej agresji na samym początku, a agresja sowiecka pomogła bardzo Hitlerowi w opanowaniu Polski do Bugu, do linii Ribbentrop-Mołotow – tłumaczył historyk.

Polska nie była przygotowana na wojnę na dwóch frontach jednocześnie – zwrócił uwagę wykładowca w Wyższej Szkole Sił Powietrznych w Dęblinie.

– Na sam konflikt z Sowietami były prowadzone działania doktrynalne. Co ciekawe, mieliśmy doktrynę obronną, obrony aktywnej. Tam akurat wojsko polskie było przygotowane na to, by w odpowiednim momencie nastąpiło przeciwuderzenie. (…) Prowadzimy działania sztabowe na obronę aktywną i do tej obrony byliśmy przygotowani – oczywiście tylko wobec Sowietów, bo na dwa fronty żadna armia świata nie da rady, może poza jakimiś wielkimi mocarstwami. Byliśmy lepiej przygotowani na obronę wobec Sowietów niż wobec Niemców – wyjaśnił.

Decyzja Stalina o przeprowadzeniu ataku na Polskę akurat 17 września mogła mieć związek z postawą Francji – wskazał gość „Polskiego punktu widzenia”.

– On bardziej patrzył się – tak uważam – czy Francuzi naprawdę pomogą Polsce. Francja, pomimo swojej gigantycznej siły, chciała przeprowadzić wojnę w sposób typowo pasywny. Miała linię Maginota, nie chciała dokonywać wielkich operacji. Obawiała się po I wojnie światowej. Ta wielka wojna okopowa I wojny światowej, te gigantyczne straty w okopach, doprowadziły do tego, że lepiej trzymać się za bardzo silną linią Maginota, chociaż Francuzi mieli zdolność do tego, żeby uderzyć na Niemcy, a niemiecka linia Zygfryda nie była tak wielce silna, jak o niej mówiono. Stalin tak czekał, czekał, czy Francuzi ruszą – nie ruszają. Przygotowuje już swoje wojska, mobilizuje. (…) Te dwa fronty, sześć armii, jest po pewnym czasie zmobilizowanych – zaznaczył dr Marcin Paluch.

Stalin z pewnością brał pod uwagę postawę społeczeństwa polskiego wobec agresji niemieckiej oraz skalę naszego oporu – podkreślił historyk.

– Ten opór wobec Niemców jest gigantyczny. Wobec Niemców rzucamy gros swoich sił. Trzeba powiedzieć, że Niemcy mają potężne straty po kampanii wojennej czy kampanii polskiej 1939 roku i dopiero od kwietnia czy maja 1940 roku rusza kampania na Zachodzie. [Stalin] widzi ogromną determinację, zawziętość polskiego żołnierza, często wykorzystanie tych małych, słabych czy nielicznych naszych środków bojowych w polskich dywizjach. My się bronimy. (…) Mamy więcej środków obronnych niż zaczepnych. Nam łatwiej jest bronić się niż atakować. (…) Ten gros sił jest przeciwko Niemcom. Na Zachodzie wielkie siły, a na Wschodzie – punkty zapasowe, może 240 tys. w punktach mobilizacyjnych, a obrona na Wschodzie polega tylko na kordonowym rozstawieniu Korpusu Ochrony Pogranicza, ok. 20 tys. żołnierzy, ale to jest tylko kordon, to ma tylko pilnować – akcentował gość TV Trwam.

Sowieci do walki z Polską wystawili bardzo duże siły.

– Mamy front białoruski i front ukraiński, w każdym po trzy armie. Mamy trzecią jedenastą i czwartą na Białorusi oraz piątą, szóstą i dwunastą na Ukrainie. Mamy do tego 52 dywizje piechoty, ok. 19 dywizji kawalerii – to jest bardzo dużo – tam idą korpusy kawaleryjskie, dość silne. Mają takie korpusy do akcji szybkiej, szczególnie dwunasta armia na południu, która ma zamknąć nam odwrót na Rumunię, odciąć nas i czwarta armia na Białorusi, która ma iść prosto, jak najszybciej na Warszawę. Mają ok. 17 brygad pancernych i brygad zmotoryzowanych, a więc też duża siła. Czołgów jest ok. 5 tys. Samolotów jest mniej, ok. tysiąca – mówił wykładowca w Wyższej Szkole Sił Powietrznych w Dęblinie.

Radiomaryja.pl

drukuj