fot. Tomasz Strąg

[NASZ WYWIAD] R. Szeremietiew: W materiale red. B. Kittela nie dowodzi się, że M. Banaś popełnił przestępstwo. Emocjami działa się na wyobraźnię widza, nie dysponując żadnymi konkretnymi zarzutami, które można by postawić

W materiale, który stworzył redaktor „Wafel SS” [red. Bertold Kittel-red.] (…) nie dowodzi się, że Marian Banaś popełnił przestępstwo, tylko pokazuje się kontekst, że on jest powiązany z jakimiś gangsterami. To jest sytuacja niebywała, że emocjami działa się na wyobraźnię widza, nie dysponując żadnymi konkretnymi zarzutami, które można by postawić i powiedzieć, że ktoś popełnił przestępstwo – powiedział w rozmowie z portalem radiomaryja.pl Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony narodowej.

***

W ostatnich tygodniach w mediach trwa nagonka na prezesa NIK Mariana Banasia. To efekt materiału autorstwa dziennikarza TVN Bertolda Kittela, wyemitowanego w programie „Superwizjer”. Kilkanaście lat temu ten sam dziennikarz zaatakował również Pana, zarzucając Panu korupcję. Jak wyglądała wówczas ta sytuacja?  

Sytuacja była taka, że dwoje dziennikarzy na łamach „Rzeczpospolitej” przedstawiło ogromny artykuł, w którym powiedziano, że co najmniej toleruję jakieś praktyki korupcyjne, wskazywano przy tym na mojego współpracownika. Konsekwencją tego było usunięcie mnie z Ministerstwa Obrony Narodowej. Uruchomiona została prokuratura. W moim przypadku wszystkie postępowania aż do ostatecznego wyjaśnienia sprawy trwały 9 lat. W przypadku mojego współpracownika – 16 lat. Okazało się, że stawiane w materiałach prasowych zarzuty, które później próbowano uwiarygodnić poprzez działania prokuratorskie, okazały się nieprawdziwe. Straciłem jakiekolwiek szanse na realizowanie planów i zamiarów, które miałem, jeżeli idzie o siły zbrojne, o modernizację armii. Zostałem zsunięty na margines życia społecznego, bo przez wiele lat byłem ukazywany jako człowiek skorumpowany, przestępca niegodny zaufania społecznego. To spowodowało, że kiedy mogłem jeszcze bardzo wiele zrobić, to zostałem wyeliminowany. Do spraw wojska i sił zbrojnych nie dane było mi wrócić.

Autorzy tego artykułu ponieśli jakieś konsekwencje?

Nie. Mało tego, wielokrotnie byli nagradzani. Jeżeli chodzi o pana, który teraz atakuje prezesa Najwyższej Izby Kontroli, to do dziś tak jest, bo on niedawno został nagrodzony za reportaż, w którym ujawniał obchody urodzin Adolfa Hitlera. Wielu uznało, że to była sprawa ustawiona i fikcyjna, ale w przestrzeni medialnej często oddzielenie prawdy od fałszu bywa bardzo trudne.

Ta sama osoba podjęła więc sprawę Mariana Banasia?

Jestem przekonany, że oczernia prezesa Banasia. Znam go, bo przez lata współpracowaliśmy, tworzyliśmy Polską Partię Niepodległościową. Jeżeli sięgnie się do opinii osób, które znają Mariana Banasia, to spotykamy wszędzie bardzo pozytywne komentarze. Nie ja jeden mam o nim dobre zdanie.

W mediach słyszy się wiele negatywnych określeń odnoszących się do prezesa Najwyższej Izby Kontroli.

To obrzydliwe pomówienia. Ucieszyłem się, kiedy usłyszałem, że chyba Centralne Biuro Antykorupcyjne skierowało zawiadomienie do prokuratury w związku z jakimiś słowami pana Mariana Banasia, dlatego że przechodzimy jakby z fazy, kiedy każdy może powiedzieć, co chce w mediach, do fazy, kiedy działają już organy państwowe. Marian Banaś będzie mógł na takim gruncie dowodzić swojej niewinności. Jestem przekonany, że tego dowiedzie.

A jak pan się odniesie do zarzutów kierowanych przez dziennikarza TVN-u w kierunku Mariana Banasia? Chodzi m.in. o otrzymaniu kamienicy czy zarzut prowadzenia „hotelu na godziny”.

To jest sztuczka stosowana w sytuacji, kiedy kogoś chce się „oświnić”, zostawiając różnego rodzaju fakty i owijając je fatalną dla osoby atakowanej aurą. Ja też byłem przedstawiany na różne sposoby. Potem, kiedy to wszystko trafiło przed oblicze sądu i weszliśmy w strefę dowodzenia, co jest, a co nie jest prawdą, okazało się, że to po prostu fikcja i nie ma się do czego odnosić. W przypadku Mariana Banasia jest podobnie. Proszę zwrócić uwagę, że w materiale, który stworzył redaktor „Wafel SS” – bo w reportażu pokazał, jak niezrównoważeni ludzie układają z wafelków swastykę, zrobił z tego materiał i został nagrodzony – nie dowodzi się, że Marian Banaś popełnił przestępstwo, tylko pokazuje się kontekst, że on jest powiązany z jakimiś gangsterami. To jest sytuacja niebywała, że emocjami działa się na wyobraźnię widza, nie dysponując żadnymi konkretnymi zarzutami, które można by postawić i powiedzieć, że ktoś popełnił przestępstwo.

Według Pana wszystko zamyka się w domysłach?

Słyszymy np., że służby odpowiedzialne za tego typu rzeczy bardzo długo badały sprawę. Otóż one robiły to długo, ponieważ był nacisk publiczny, że trzeba coś zbadać. Służby miały coś znaleźć, ale trudno jest znaleźć coś, czego nie ma. Dlatego ucieszyłem się, że sprawa poszła do prokuratury, bo tutaj będzie można to szybko i łatwo sprawdzić. W moim przypadku trwało to długo, ale może w przypadku prezesa NIK-u postępowania będą szybciej się toczyły i szybciej będziemy mieli informację o tym, że Marian Banaś jest człowiekiem niewinnym. Ja o tym jestem głęboko przekonany.

Komu może zależeć na zdyskredytowaniu Mariana Banasia?

Trzeba zwrócić uwagę, jaki rodzaj działalności prowadził w ostatnim czasie Marian Banaś w Ministerstwie Finansów. Mianowicie bardzo skutecznie ścigał różnego rodzaju przestępców w obszarze VAT-owskim. Jego zasługi są tutaj bezsporne. Zresztą od rządu, zanim doszło do afery, w której oczerniano Banasia, wielokrotnie słyszeliśmy informacje, że działalność prezesa NIK-u dała ogromne wpływy finansowe do budżetu państwa. To sprawiło, że można było realizować różnego rodzaju programy socjalne. Ta działalność uderzyła w interesy tych grup i ludzi, którzy czerpali ogromne dochody z tego, że ten system był nieszczelny. Trudno powiedzieć, żeby oni z tego powodu byli zadowoleni, zwłaszcza, że cały czas działają służby, ciągle słyszymy o wykryciu jakiś siatek i aresztowaniach dotykających środowiska, które przez lata bezkarnie korzystały z możliwości grabieży państwowych pieniędzy.

Marian Banaś aktywnie więc walczył z przestępczością.

Ma tutaj ogromne zasługi. Ukrócał te praktyki, a to spowodowało, że musiał być dla tych grup osobą nienawistną. Z tego, co słyszę od osób dobrze zorientowanych, on też prowadził bardzo dużą weryfikację kadr, jeśli idzie o Ministerstwo Finansów. Mówi się, że on usunął 350 osób wyraźnie powiązanych z dawnymi służbami i tak dalej. To również jest środowisko, które na pewno Mariana Banasia nie darzy sympatią. Nazbierało się tutaj dużo paliwa, które sprawiło, że tacy, jak ten dziennikarz, dostali mocny sygnał, że mają działać, skompromitować Banasia i go usunąć.

A jak Pan odniesie się do postawy Prawa i Sprawiedliwości w tej kwestii?

Przyznaję, że jestem zaskoczony i zdziwiony, że władze PiS-u uległy tej presji – tak, jakby ktoś chciał się pozbyć problemu, bo się pojawił w mediach. A więc jak nie będzie Banasia, to nie będzie problemu i będzie w tym zakresie spokój. Tego typu rozumowanie jest błędne, ponieważ przeciwnik polityczny obozu rządzącego znajdzie następne preteksty. Zresztą widzimy, że we wszystkich miejscach, które obecny rząd próbuje naprawiać, spotyka się z oporem i wybuchają różnego rodzaju afery. Media, które są związane z przeciwnikami PiS-u, podnoszą to i będą tego typu afery konstruować. Radziłbym nie ulegać tego typu presji. Napisałem artykuł dla tygodnika „Sieci”, gdzie mówię o tym, że uleganie tego typu presji, szantażu medialnego stosowanego przez przeciwnika politycznego w sytuacji, kiedy okaże się, że ten człowiek atakowany, jest niewinny, to nie będzie to budowało naszej strony.

Taki człowiek może pozostać bez wsparcia.

Na dobrą sprawę każdy, który spełnia dobrze swoje obowiązki, pracuje dla Rzeczypospolitej, może liczyć się z tym, że ci, którzy jej źle życzą, wykreują jakąkolwiek aferę i uderzą w niego. Wtedy pozostawiony sam sobie przez państwo, instytucje państwowe, będzie się musiał sam bronić. Ile Prawo i Sprawiedliwość ma tych dobrych, sprawnych pracowników, urzędników, którzy są w stanie wdrażać politykę rządową w praktyce? To też rzecz ryzykowna – pozbywanie się ludzi, którzy skutecznie, jak w przypadku Mariana Banasia, potrafili pewne rzeczy przeprowadzać.

Politycy Prawa i Sprawiedliwości naciskają jednak na Mariana Banasia, aby podał się do dymisji.

Nasza strona łatwo poddaje się szantażowi medialnemu, ustępuje. Najlepszym rozwiązaniem dla nich jest pozbycie się kłopotu. Jeżeli jakaś osoba jest atakowana i wyrządza problem ugrupowaniu rządzącemu, to władza stosuje metodę – skoro wilki się zbliżają, zrzucamy gościa z sań. Przeciwnik ciągle będzie podnosił różnego rodzaju sprawy i szukał różnych pretekstów, żeby takie uderzenia czynić i osłabiać obóz rządzący. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę. O to się toczy cała walka i spór, jak Rzeczpospolita ma być zorganizowana i urządzona i jak ma funkcjonować – czy to ma być to, co było, czy też rzeczywiście ma być to nasza Polska, w której będziemy się czuli tak, jak Polak w swojej ojczyźnie czuć się powinien.

Dziękuję za rozmowę.

radiomaryja.pl

drukuj