fot. PAP/Radek Pietruszka

Komisja śledcza ds. Amber Gold kolejny raz przesłuchała Marcina P.  

Marcin P. był człowiekiem podstawionym i chronionym – podkreśla przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann. Były szef piramidy finansowej stanął dziś przed komisją śledczą. Przesłuchanie odbyło się w Sądzie Okręgowym w Warszawie. To już drugie przesłuchanie Marcina P. przed komisją.

Marcin. P. po raz pierwszy przed komisją śledczą stanął 28 czerwca bieżącego roku. Wtedy to szef Amber Gold zaprzeczył, by jego spółka była piramidą finansową. Stwierdził też, że kompletnie nic nie ma Polakom do zwrócenia. Dziś podtrzymał te słowa.

– Czyli świadek podtrzymuje swoje twierdzenie zawarte w wyjaśnieniach w charakterze podejrzanego i dzisiaj, że zawierane w formie umów lokaty jako inwestycje w złoto lub inne metale szlachetne nie nosiły znamion oszustwa? – pytał członek komisji śledczej ds. Amber Gold poseł Tomasz Rzymkowski z Kukiz‘15. 

– Tak, podtrzymuję – odpowiedział Marcin P.

Były szef piramidy finansowej pytany przez przewodniczącą komisji Małgorzatę Wassermann, za jaką kwotę została zakupiona spółka OLT Germany, odparł, że była to kwota 2 mln euro. Sprzedana została za 1 euro.

– Jakie było uzasadnienie ekonomiczne do takiej transakcji? – dopytywała Małgorzata Wassermann.

– Za sprzedaż za 1 euro? Nie było żadnego uzasadnienia ekonomicznego – stwierdził Marcin P.

Świadek przyznał także, że był plan, by przewozić samolotami OLT Express pasażerów na zlecenie Kancelarii Sejmu, Senatu i Kancelarii Prezydenta.

– Proszę powiedzieć, kto prowadził rozmowy w tym zakresie i z kim? – pytała Małgorzata Wassermann.

– Nie jestem w stanie na dzień dzisiejszy powiedzieć, kto prowadził te rozmowy. Prowadził je ktoś ze spółki OLT Express. Mógł być to Rafał Orłowski, ale tutaj nie chcę mówić, że na pewno on się zajmował sprawami handlowymi – wyjaśnił Marcin P.

Świadek zeznał ponadto, że nie wszystkie nieruchomości należące do związanych z nim osób zostały przeszukane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Czy u pana mamy było przeszukanie? – dopytywała Małgorzata Wassermann.

– Wydaje mi się, że nie – odpowiedział Marcin P.

– Czy w klasztorze zajmowanym przez dominikanów było przeszukanie? – pytała przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold. 

– Wydaje mi się, że nie – twierdził były szef Amber Gold.

Właśnie w klasztorze dominikanów mogło być ukryte złoto Amber Gold, które gdzieś zniknęło. W ocenie przewodniczącej komisji Małgorzaty Wassermann Marcin P. jest człowiekiem podstawionym i chronionym.

– Nie mam wątpliwości, proszę państwa dzisiaj, po przeszło roku przesłuchań, że Marcin P. jest człowiekiem wymyślonym, postawionym, przeprowadzonym przez trzy lata tej działalności, chronionym do końca. Proszę zwrócić uwagę – on nawet temu nie przeczy – zauważa Małgorzata Wassermann.

Zeznania Marcina P. pokazują, że Amber Gold nie była normalną firmą – zaznacza Przewodniczący Klubu Radnych PiS we Wrocławiu Marcin Krzyżanowski.

– To był jeden wielki przekręt finansowy, na którym straciło dorobek pewnie często swego życia, ale też i wielkie pieniądze, 19 tysięcy Polaków. Straty opiewają na blisko 1 mld zł, a kwestie dotyczące m.in. właśnie księgowości, sprzedaży spółek po wartości niższej niż były one kupowane, pokazują, że to nie była normalna firma – wskazuje Marcin Krzyżanowski.

W środę komisja śledcza ds. Amber Gold przesłucha Sylwestra Latkowskiego oraz Michała Majewskiego, byłych redaktorów tygodnika ,,Wprost”.

TV Trwam News/RIRM

drukuj