fot. PAP/EPA

Komentarze po unijnym szczycie w Rzymie

Powrót do Europy Ojczyzn gen. de Gola i poszanowanie suwerenności wszystkich państw – za taką wizją Unii Europejskiej opowiada się polski rząd. Podpisana w sobotę Deklaracja Rzymska, choć ma znaczenie symboliczne, nie ma wielkiego wpływu na rozwój Wspólnoty – podkreślają eksperci, wskazując, że dokument otwiera niebezpieczną furtkę dla Europy kilku prędkości.

Brexit, kryzys migracyjny czy kryzys unijnych instytucji wyraźnie podzieliły Unię Europejską. Jedność miało pokazać podpisanie wspólnej deklaracji ws. przyszłości Wspólnoty. Dokument ma znaczenie symboliczne, jednak żaden kraj nie jest zobowiązany do kierowania się jego zapisami – wskazuje były ambasador tytularny Polski przy UE Dariusz Sobków.

– Ta deklaracja nie ma wielkiego wpływu na rozwój Unii Europejskiej, stąd jest bardzo elastyczna i każdy może w niej znaleźć coś dla siebie – mówi Dariusz Sobków.

Symboliczna jedność w Rzymie wcale nie oznacza wspólnej wizji Unii Europejskiej. W Europie trwa spór między Europą Ojczyzn generała de Gaulle’a a koncepcją Europy dwóch prędkości forsowaną przez Francję, Niemcy, Włochy i Hiszpanię – zauważa politolog dr Marceli Burdelski.

– Wizje są różne. Nie ma zgody, czyli wrócił spór z lat 60-tych – wskazuje politolog.

Będziemy działać wspólnie, w zależności od potrzeb w różnym tempie i z różnym nasileniem – taki zapis znalazł się w Deklaracji Rzymskiej. To niebezpieczne sformułowanie, które otwiera furtkę dla Europy kilku prędkości – tłumaczy Dariusz Sobków.

– Wiadomo, że to jest już próba podziału zapowiedziana na początku lutego tego roku przez kanclerz Merkel, potwierdzona w czasie szczytu w Wersalu – przypomina były ambasador tytularny Polski przy UE.

Dlatego – jak przekonywał wczoraj Ojciec Święty Franciszek – powrót do chrześcijańskich filarów Europy to jedyna odpowiedź na trwający kryzys.

– Europa odnajduje nadzieję w solidarności, która jest również najskuteczniejszym antidotum na nowoczesne populizmy – powiedział papież Franciszek.

Widoczne dziś odejście od chrześcijańskich korzeni jest przyczyną kryzysu Unii Europejskiej – zauważa prof. Zdzisław Julian Winnicki.

– Wszystkie próby, a właściwie nawet naciski na eliminowanie tradycji, kultury i ewangelicznych wskazań, powodują te wszystkie nieszczęścia, które Europę spotykają lub spotkać mogą – wskazuje historyk prof. Zdzisław Julian Winnicki.

Nie tylko zasada solidarności, czyli pomocy bogatszych krajów wobec biednych, ale także zasada spójności i subsydiarności legły u podstaw Traktatów Rzymskich – dodaje dr Marceli Burdelski.

– To jest zasada subsydiarności, pochodząca z chrześcijańskiej nauki społecznej. Ona zakłada, że instytucje unijne działają, wkraczają tam, gdzie państwo narodowe nie daje rady – mówi dr Marceli Burdelski

Za budowaniem przyszłości Unii Europejskiej na fundamencie solidarności i poszanowaniu suwerenności państw opowiada się polski rząd. Polska stoi po stronie zasad, które legły u podstaw integracji europejskiej. W opozycji do nich ustawiają się tzw. kraje starej Unii, deklarując swoje poparcie dla Europy kilku prędkości.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj