PAP/EPA

PiS bez wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego

Mimo wcześniejszych ustaleń, europoseł wywodzący się z frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów nie został wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Na to stanowisko kandydował prof. Zdzisław Krasnodębski. Prawo i Sprawiedliwość przekonuje, że to odwet za zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej. Opozycja mówi o porażce polskiego rządu.

Prawo i Sprawiedliwość liczyło, że prof. Zdzisław Krasnodębski zostanie jednym z czternastu wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. W poprzedniej kadencji polityk pełnił już tę funkcję. Głosowanie miało być formalnością i potwierdzeniem wcześniejszych ustaleń frakcji parlamentarnych.

– Dobór kandydatów jest z frakcji partyjnych. Największą partią jest Europejska Partia Ludowa, która w skali całej Europy wygrała te wybory – wyjaśnia dr Marceli Burdelski.

Ostatecznie jednak w trzech głosowaniach polski europoseł wystawiony przez frakcję konserwatystów i reformatorów nie uzyskał wystarczającej liczby głosów.

– Tak się dotrzymuje reguł i zobowiązań w PE – napisał tuż po głosowaniu prof. Zdzisław Krasnodębski.

– Zapłaciliśmy cenę za zablokowanie pana Timermannsa. Za sprzeciw Polski i krajów, które zorganizowaliśmy wokół nas, wobec pewnego dyktatu personalnego – tak odrzucenie kandydatury Polaka komentuje europoseł Ryszard Czarnecki.

Stanowisko wiceszefa Parlamentu Europejskiego z ramienia europejskiej Partii Ludowej otrzymała była premier Ewa Kopacz.

– PO zajęła bardzo dobrą pozycję. Przez to, że jesteśmy z EPP, czyli w największym ugrupowaniu w PE, mamy swojego wiceprzewodniczącego – jest to Ewa Kopacz – mówi poseł PO Robert Kropiwnicki.

Głównym zadaniem wiceprzewodniczących parlamentu jest przewodzenie obradom plenarnym, gdy nie prowadzi ich przewodniczący. Dziś wybrano też pięciu kwestorów. Jednym z nich został europoseł Karol Karski.

Kwestorzy są odpowiedzialni za sprawy administracyjne i finansowe Parlamentu, które mają wpływ na pracę deputowanych. Wybrani wiceprzewodniczący oraz kwestorzy będą pełnić swoje funkcje przez połowę pięcioletniej kadencji PE. Opozycja mówi o porażce Prawa i Sprawiedliwości w negocjowaniu unijnych stanowisk.

– Skuteczność pokazują te ostatnie dni. Rada Europejska, Parlament Europejski. Zero. Żadnych skutków pozytywnych – twierdzi przewodniczący PO Grzegorz Schetyna.

– Czegoś nie domówili. Widać brakuje pozytywnego działania na rzecz budowania kompromisów dla ludzi, dla spraw, bo przeciw okazało się, że był sukces. Natomiast na rzecz tego porozumienia – zabrakło – wskazuje poseł PSL Marek Sawicki.

Rząd przekonuje jednak, że zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej to ogromny sukces.

– Postawiliśmy się za podjęciem decyzji kompromisowych, za wyborem kandydatów kompromisowych na najważniejsze stanowiska w UE. To okazało się skuteczne. Zbudowaliśmy skuteczną koalicję państw, a to nie wszystkim się podoba – podkreśla wiceszef polskiej dyplomacji Szymon Szynkowski vel Sęk.

Niezadowolenia z blokady Timmermansa nie kryła dziś przewodnicząca frakcji socjalistów.

– Frans Timmermans byłby najlepszym przewodniczącym komisji, ponieważ on był tym wiodącym kandydatem. Otrzymałby poparcie większości PE i to odzwierciedliłoby demokratyczne normy –  tłumaczyła Iratxe García Pérez, przewodnicząca Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów.

Socjalistka skrytykowała Donalda Tuska, który prezentował dziś ustalenia szczytu unijnych przywódców poświęconego obsadzie stanowisk w Brukseli.

– Musimy szanować się nawzajem i współpracować ze sobą, ponieważ tylko wtedy możemy budować zaufanie i zmieniać Europę na lepsze – mówił Donald Tusk.  

Kandydatury niemieckiej minister obrony narodowej nie do końca akceptują też europosłowie Europejskiej Partii Ludowej. Deklarują jednak, że poprą ją w głosowaniu z obowiązku. Zablokowanie kandydatury Timermannsa było ważną lekcją dla unijnego establishmentu – mówił dziś na forum parlamentu europejskiego prof. Ryszard Leguto, europoseł PiS.

– Mam nadzieję, że z wyciągniecie z tego wnioski i zmienią się pewne zachowania i nie będzie już tak, że dwa czy trzy rządy i ich akolici mogą dyktować rozwiązania, a nawet nazwiska całemu kontynentowi – akcentował prof. Ryszard Legutko.

Kandydatów na członków nowej Komisji Europejskiej Parlament Europejski ma zaakceptować w głosowaniu planowanym na 17 lipca.

TV Trwam News/RIRM

drukuj