fot. PAP

Od stycznia do okulisty i dermatologa ze skierowaniem

Od nowego roku przed każdą wizytą u okulisty trzeba będzie pójść po skierowanie do lekarza rodzinnego.  To on będzie decydował o tym, czy nasz problem jest na tyle poważny, żeby wysyłać nas do specjalisty. Zdaniem ekspertów to zmiana na niekorzyść pacjenta.

Od nowego roku dostęp do okulisty i dermatologa będzie utrudniony. Od stycznia każdy, kto będzie chciał się tam dostać, będzie potrzebował skierowania od lekarza rodzinnego. Narodowy Fundusz Zdrowia tłumaczy, że na zmianach pacjenci skorzystają, bo skrócą się kolejki.

– Rozwiązanie to ma na celu usprawnienie udzielania świadczeń, a tym samym też skrócenie czasu oczekiwania – mówi Magdalena Rozumek-Wenc z wielkopolskiego NFZ.

Według Narodowego Funduszu Zdrowia kolejki to wina pacjentów, którzy z błahostkami zapisują się do kilku lekarzy naraz. To nie tak – tłumaczą pacjenci. Kolejek by nie było, gdyby NFZ dofinansowywał więcej gabinetów.

Eksperci, w tym sami okuliści, mówią wprost – to zmiana na niekorzyść pacjenta.

– Tu nie widać nawet żadnych oszczędności. Trafią do nas ci sami pacjenci, tyle, że zajmie im to dwa razy więcej czasu i będzie to dwa razy dłuższą drogą – tłumaczy prof. Andrzej Grzybowski, okulista.

Skierowania mogą wprowadzić niepotrzebne zamieszanie. Lekarze rodzinni nie znają się na leczeniu wzroku. Stąd w ich diagnozach mogą pojawić się błędy. Dodatkowo, nawet jeśliby chcieli pomóc, w przychodniach nie ma specjalistycznego sprzętu do badania wzroku czy skóry.

– Jest to niezwykle krytycznie ocenione przez całe środowisko okulistów, chociaż tak naprawdę uderza to w pacjenta, nie w nas – zaznacza prof. Andrzej Grzybowski.

Każdy, kto chciałby bez skierowania udać się na wizytę do okulisty czy dermatologa, ma czas do końca tego roku.

 

 

TV Trwam News /RIRM

drukuj