fot. PAP

Kampanijne wpadki Bronisława Komorowskiego

Nawet najlepsze spoty wyborcze, bilbordy czy ulotki nie zastąpią osobistych spotkań kandydata z wyborcami. Z tego powodu pretendenci do fotela prezydenta ruszyli w Polskę. Spotkania twarzą w twarz z Polakami okazują się jednak bardzo trudne dla urzędującego Bronisława Komorowskiego.

Wpadek w kampanii Bronisława Komorowskiego nie brakuje. Sztabowcy urzędującego prezydenta robią dosłownie wszystko, aby poprawić jego wizerunek. W Aleksandrowie Kujawskim na wiec wyborczy przyprowadzono dzieci w czasie trwania lekcji.

– To wynika raczej z tego, że jeśli odwiedza dane miejsce głowa państwa, to części osób po prostu mylą się role w której roli pan prezydent się pojawia i stąd akurat takie dzieci na tym spotkaniu się pojawiły – komentował sprawę Rafał Grupiński, przewodniczący KP PO.

Rozmowy twarzą w twarz z wyborcami bywają trudne, o czym przekonują się wszyscy politycy. W Elblągu sfrustrowany młody człowiek zaatakował słownie kandydata PiS. Organizatorzy spotkania próbowali go uciszyć, jednak Andrzej Duda dopuścił mężczyznę do głosu.

– Spotykać się tylko z tymi, którzy zadają łatwe pytania jest bardzo prosto, a przecież ludzie mają różne poglądy – taka jest natura demokracji – odnosił się do sprawy sam Andrzej Duda.

Tyle szczęścia, co oponent Andrzeja Dudy, nie miał przeciwnik Bronisława Komorowskiego w Rzeszowie. Mężczyzna próbował zadać pytanie urzędującemu prezydentowi, został jednak natychmiast zatrzymany przez funkcjonariuszy BOR i dosłownie zakneblowany.

Bronisław Komorowski bardzo chętnie spotyka się ze swoim twardym elektoratem. Stroni jednak od przeciwników. Przekonali się o tym mieszkańcy Dębicy, których nie wpuszczono na rzekomo otwarte spotkanie. Zaproszono na nie tylko sympatyków PO oraz lokalnych urzędników. Tłumaczenia sztabowców Komorowskiego, a także urzędników miejskich w Dębicy były zaskakujące. „Nie jesteśmy gospodarzami” – wyjaśniali urzędnicy.

Możliwe, że sztabowcy Komorowskiego obawiają się wpadki, takiej jak w czasie jego konwencji wyborczej gdy tuż za prezydentem ustawiła się osoba z napisem „#dziękujęKomorowskiemu”.

Pomysłowość przeciwników obecnego prezydenta nie zna granic. W Krakowie młody mężczyzna na wiec Komorowskiego zabrał ze sobą krzesło, nawiązując do głośnej wpadki prezydenta w Japonii. Za posiadanie krzesła i rzekome zakłócanie porządku mężczyzna został zatrzymany przez policję.

Podczas wiecu na krakowskim rynku pojawiło się dużo więcej przeciwników obecnego prezydenta, wszystkich trudno było jednak zatrzymać. Prezydent reagował impulsywnie.

– Chcę wam powiedzieć, że zawsze protestujących, awanturujących się lepiej słychać, ale nas nikt nie zakrzyczy! My mamy rację! – krzyczał Bronisław Komorowski.

O tym, kto ma rację ostatecznie zdecydują jednak wyborcy 10 maja.

TV Trwam News/RIRM

 

drukuj