fot. PAP/Adam Warżawa

W Gdyni uczczono ofiary wydarzeń na Wybrzeżu z 1970 roku

Gdańsk, Gdynia, Szczecin i Elbląg – w grudniu 1970 roku przez Wybrzeże przetoczyła się fala strajków, brutalnie stłumionych przez komunistyczną władzę ludową. Dziś rano uroczystości upamiętniające te tragiczne wydarzenia rozpoczęły się w Gdyni.

Pomnik Ofiar Grudnia 1970 roku – to w tym miejscu zapłonęły dziś znicze.

– Tamta krew nie była na darmo. Rzeczywiście ona była kamieniem milowym na drodze do wolności – akcentował premier Mateusz Morawiecki.

Bez grudnia 1970 roku nie byłoby postulatów z sierpnia 1980 roku – podkreślał prezes Rady Ministrów.

– Tak jak te 21 postulatów nie byłoby możliwych bez grudnia ’70, tak i każda kolejna próba walki o lepszą Polskę, silniejszą i bardziej sprawiedliwą, nie byłaby możliwa bez poprzedniej – zaznaczył szef rządu.

Każda krew przelana w obronie Ojczyzny torowała drogę do polskiej wolności. Dlatego współczesna Rzeczpospolita musi być budowana na fundamencie prawdy – napisał w liście prezydent Andrzej Duda.

– Chcemy i musimy uhonorować niewinne ofiary, a jednocześnie nazwać po imieniu zło, które obciąża sumienie ówczesnych rządzących – napisał w liście odczytanym przez szefa BBN Pawła Solocha Andrzej Duda.

To zło wciąż nie zostało jednak napiętnowane – mówił przewodniczący „Solidarności” Stoczni Gdynia Roman Kuzimski.

– Dlatego przez wiele lat mówiliśmy o kompromitacji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Mówiliśmy: jest zbrodnia, są ofiary, nie ma winnych – podkreślił Roman Kuzimski.

To wciąż aktualne wyzwanie dla obecnych władz, by kolejne pokolenia potrafiły odróżnić zdrajców od bohaterów.

– Kolejnym pokoleniom trzeba przekazywać rzetelną wiedzę o komunizmie, o ideologii, która przyniosła tak wiele cierpień i zniszczeń, w oparciu o którą w Polsce przez prawie pół wieku brutalnie deptano prawa człowieka, obywatela i pracownika – napisał w liście prezydent Andrzej Duda.

W walce przeciwko rodakom władza ludowa nie wahała się sięgnąć po oddziały milicji i wojska. O wydarzeniach sprzed lat opowiada ich uczestnik Czesław Szweda.

– Wszyscy zaczęli uciekać przez nasyp, na wzgórzu Nowotki. Tam najwięcej ludzi padło, zwłaszcza młodych, ponieważ młodzi zbliżali się do zomowców, rzucali ich kamieniami – wspomina Czesław Szweda.

Według oficjalnych danych, na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od kul milicji i wojska zginęły 44 osoby.

TV Trwam News/RIRM

drukuj