Ewangelia w 140. znakach

O ewangelizacji na Twitterze i o tym, dlaczego 140 znaków wystarczy z ks. doktorem Januszem Chyłą, proboszczem parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Chojnicach rozmawia Zuzanna Dąbrowska.


Zuzanna Dąbrowska: Jest Ksiądz nazywany „Proboszczem Twittera”. Skąd wzięło się to określenie i co ono oznacza?

Ks. Janusz Chyła: Niektórzy – i słusznie – powołując się na Prawo Kanoniczne twierdzą, że kogoś takiego nie ma. Oczywiście, jeżeli sam się tak określam, to tylko żartobliwie. Myślę, że określenie to wzięło się z mojej aktywności i kontaktu z wieloma osobami, a także znacznej liczby followersów i osób, które czytają moje wpisy.

ZD: Na Twitterze jest już Ksiądz od dawna. Jaki impuls przywiódł Księdza do założenia konta na tym portalu?

Ks. JCh: Pomysł wziął się od Ojca Świętego Benedykta XVI – dowiedziałem się, że papież założył konto na Twitterze. Wcześniej korzystałem z Facebooka i Naszej Klasy, ale zlikwidowałem te konta, ponieważ zobaczyłem tam nadmierny ekshibicjonizm i zaczęło mnie to drażnić. Nie wiedziałem wtedy czym jest Twitter, ale stwierdziłem, że skoro Benedykt XVI zamieszcza tam wpisy, to warto pewnie Ojca Świętego poczytać i tak założyłem konto. Kolejne dni mijały i pomyślałem „A może spróbuję sam coś napisać?”.

ZD: I co Ksiądz napisał?

Ks. JCh: Na początku były to tylko komentarze religijne. Po jakimś czasie zauważyłem, że ktoś zaczyna to czytać. Jedna, dwie, pięć, dziesięć osób. Kiedy miałem kilkudziesięciu obserwujących, to wydawało mi się, że kiedy będę miał stu followersów, to więcej nie będzie już trzeba. Kiedy do kościoła w dzień powszedni przyjedzie kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście osób, to już jest dużo – a tutaj mam nagle znacznie większą ambonę, którą mogę wykorzystać do tego, aby głosić Słowo Boże.

ZD: Choć czasy bezsprzecznie się zmieniają, to wciąż aktywna obecność osób duchownych w świecie wirtualnym, na portalach społecznościowych, jest czymś nowym.

Ks. JCh: Rozmawiamy w uroczystość świętych Piotr i Pawła. Oni sami odpowiadają poprzez to, że św. Paweł stanął na Aeropagu – miejscu niezwiązanym z religią; miejscu, gdzie spotykali się różni ludzie – i tam mówił o Bogu. Papieże Jan Paweł II, Benedykt XVI, a także papież Franciszek mówią o rzeczywistości wirtualnej jako o „współczesnym areopagu”, gdzie także Słowo Boże powinno być głoszone.

ZD: I Ksiądz z powodzeniem podjął się tej misji.

Ks. JCh: W adhortacji Verbum Domini papież Benedykt XVI pisze, że miejsce, gdzie nie ma Oblicza Chrystusa, jest miejscem niegodnym człowieka. Więc Internet również powinien być tą przestrzenią, gdzie ludzie wierzący są aktywni i dają świadectwo swojej wierze. Warto podkreślić, że katolicy także mają prawo do własnych poglądów.

ZD: No właśnie, jeśli chodzi o wyrażanie poglądów na Twitterze – czy tam wolno więcej?

Ks. JCh: Inaczej funkcjonuję na ambonie kościelnej – na mniej sobie pozwalam, jeśli chodzi o komentarze. Na Twitterze mogę szerzej mówić o kwestiach społecznych czy etycznych. Uważam, że jest to taka przestrzeń, gdzie mogę więcej.

ZD: Jest Ksiądz autorem książki „Ewangelia na Twitterze”. Czym różni się ewangelizacja na portalu od ewangelizacji tradycyjnej, w świecie realnym?

Ks. JCh: Te dwie rzeczywistości się przenikają. To o czym myślę w ramach medytacji, aby podzielić się na Twitterze, ma później przełożenie na życie realne. Z kolei to czym żyję  na co dzień, przekłada się na Internet. Ostatnio byłem z Akcją Katolicką na pielgrzymce, skąd wysyłałem tweety.

ZD: Twitter ogranicza swoich użytkowników do wpisów nie dłuższych niż 140 znaków. To nie przeszkadza?

Ks. JCh: To raczej dyscyplina niż ograniczenie, chociaż sprawia pewne trudności. My, księża, lubimy mówić kwieciście, używać ozdobników. A pewne rzeczy można powiedzieć syntetycznie. Twitter zmusza do tego, aby nie używać „językowych chwastów”. Minusem jest to, że kiedy mówię 10 czy 15-minutowe kazanie, łapię się na tym, że myślę „W tym nie ma dużo treści, a jest dużo słów”.

ZD: Twitter to dla Księdza także kanał dotarcia do parafian?

Ks. JCh: To prawda. Twitter pomaga mi funkcjonować w parafii, parafia pomaga mi funkcjonować na Twitterze. Sporo parafian, nawet jeśli nie mają tam konta, to czytają moje wpisy. Ku mojemu zaskoczeniu czasami mówią mi o tym, co przeczytali. W związku z tym czuję większą odpowiedzialność za słowo.

ZD: Twitter to bardziej żyzna gleba pod względem ewangelizacji niż codzienna praca z ludźmi?

Ks. JCh: Trudno jednoznacznie stwierdzić. Jak twierdzi specjalista ds. social mediów, Eryk Mistewicz, targetem komunikatów na Twitterze są w większości osoby około 40. roku życia. Są to już ludzie dojrzalsi, którzy mają większe wymagania, przyzwyczajeni do świata realnego. Ma to też swoje plusy, bo ja osobiście spotkałem w rzeczywistości co najmniej 150 osób, które wcześniej znałem tylko z Twittera. Ktoś np. przejeżdża przez Chojnice i pisze „Będę u Księdza, to wpadnę”.

ZD: A czy Twitter przekłada się także na tę realną pracę duszpasterską?

Ks. JCh: Miałem przypadek, kiedy ktoś na termin spowiedzi umówił się ze mną właśnie poprzez Twittera. Także z  każdym kolejnym tysiącem followersów, odprawiałem Mszę Świętą za te osoby. Ku mojemu zdziwieniu, wpisy dotyczące właśnie planów odprawienia Mszy w intencji wirtualnych obserwatorów, były najbardziej lajkowane i retłitowane. Widać tę potrzebę modlitwy.  W lutym umarł jeden z użytkowników Twittera – Piotr Stróż, ukrywający się pod nikiem @Piotres – który był znany w tym medium. Ludzie stwierdzili „Musimy być na pogrzebie”. Na Jego grobie był piękny wieniec z biało-czerwoną szarfą i z pożegnaniem od przyjaciół z Twittera. Poproszono mnie o odprawienie Mszy Świętej w Jego intencji, co zrobiłem.

ZD: Rzeczywiście poprzez ten przykład widać, że Twitter niesamowicie łączy ludzi. To największa zaleta tego medium?

Ks. JCh: Środowisko twitterowiczów tworzy pewną specyficzną rodzinę. Nawet jeżeli kontaktujemy się tylko przez Twittera i nagle się spotykamy, to my się znamy. Na pierwszy Zlot Prawych Twitterowiczów przyjechali ludzie, których choć nigdy wcześniej nie widziałem, przywitałem jak dawnych przyjaciół. Innym znaczącym plusem Twittera jest szybkość przekazu informacji. Jeżeli np. gdzieś na świecie jest potrzebna pomoc, można ją natychmiast zorganizować. Twitter to także duże wsparcie dla chrześcijan mieszkających w krajach, gdzie nie mają oni tak dużej przestrzeni wolności do wyznawania wiary, jak my w Polsce.

ZD: Wracając do tematu pierwszego Zlotu Prawych na Twitterze, który w ostatnią sobotę odbył się w Chojnicach – jak do niego doszło?

Ks. JCh: Trójka ludzi, nie w centrum Polski, zorganizowała spotkanie, na które przyjechało kilkadziesiąt osób. Temat Zlotu zdominował Twittera na kilka dni – być może z tej racji, że poprzez tweeta pozdrowił nas sam prezydent Andrzej Duda. Planujemy kolejne Zloty. Rozważamy Chojnice, ale bierzemy też pod uwagę duże zainteresowanie, więc możliwe, że Zlot odbędzie się w Warszawie lub w jej okolicach. Zorganizowanie tego wydarzenia po raz pierwszy, było na swój sposób ambitnym wyzwaniem.

ZD: Dla tych, którzy nie byli: jakie tematy poruszyliście podczas Zlotu?

Ks. JCh: Pierwszy panel, w którym mogli wziąć udział wszyscy zgromadzeni, dotyczył tematu „Bóg, Honor, Ojczyzna w epoce Twittera”. Można było posłuchać doradcy prezydenta RP, profesora Andrzeja Waśko, a później dyskutować z doktor Magdaleną Ogórek, posłem na Sejm RP Marcinem Horałą i ks. Zenonem Myszkiem. Po obiedzie, na którym nie jedliśmy ośmiorniczek (śmiech), ale tradycyjną polską grochówkę, można było wysłuchać wykładów Piotra Szubarczyka i Krzysztofa Wyszkowskiego.

ZD: Jaka największa wartość wypłynęła z tego spotkania?

Ks. JCh: Przede wszystkim zacieśnienie kontaktów. Polsce i Europie potrzeba ludzi, którzy mają odwagę mówić o pewnych fundamentalnych wartościach, takich jak właśnie Bóg, Honor i Ojczyzna. Potrzeba ludzi, którzy nie uważają tych słów za synonimy obciachu. W rozmowach podczas Zlotu pojawiało się wiele wątków, które wydaje się potrzebują stałego pogłębiania. Stąd pomysł, aby kolejne spotkania miały formę konferencyjną, nieco naukową. Chcemy mówić o fundamentach, na których został zbudowany nasz kontynent – a co za tym idzie – ofiarach systemów totalitarnych. Ci ludzie stanęli na wysokości zadania w wierności Bogu i przykazaniom, za co zapłacili najwyższą cenę. Takie rozmowy to ogromna wartość dla pogłębiania naszej świadomości jako Polaków i chrześcijan.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj