Skąd się wziął Apel Jasnogórski?

"Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!". Wszyscy znamy
słowa i melodię tego wezwania. Jest dla nas tak oczywiste, że nawet się nie
zastanawiamy, jak to się stało, że codziennie o godzinie 21.00 na Jasnej Górze
rozlega się majestatyczny śpiew pradawnej pieśni "Bogurodzica", a po nim…
Apel. No właśnie… skąd się wziął Apel Jasnogórski? Posłuchajcie…
Był rok 1931. Kapitan Wojska Polskiego Władysław Polesiński miał wtedy 28 lat.
Był lotnikiem – i to nie byle jakim! Jako tzw. pilot-oblatywacz odbywał loty
próbne na samolotach. Później wydawał opinię, czy fabryki mogą zacząć produkcję
danej maszyny, czy trzeba w niej coś poprawić! Mało kto mógł się z nim równać!
Był najlepszy z najlepszych! Zajęty swoją pasjonującą pracą nie miał zbyt wiele
czasu dla Pana Boga, a nawet trochę się z Nim wadził…
Pewnego dnia wracał do Krakowa. Kiedy podchodził do lądowania, nastąpiła awaria
silnika. Samolot zaczął gwałtownie spadać, zahaczył o drzewo, runął na ziemię i
stanął w płomieniach. Kapitan Polesiński swoje przeżycia tak wyraził w napisanym
później wierszu:

Bucha płomień… Szamocę się, ratunku, na próżno:
Kadłub przygniata ciężarem do ziemi…
"O Jezu!" Krzyk ten wydarł się jak oszalały…
I wnet wyraźnie wewnątrz mnie rozkazy:
"Puść klamry pasów! Pchnij tamte dźwigary! Uciekaj!"…
Spełniam ślepo, co ten głos mi każe…

Jako żołnierz przyzwyczajony do wykonywania rozkazów natychmiast zrobił
wszystko, co mówił mu ów głos. Kiedy oddalił się na bezpieczną odległość,
samolot eksplodował i rozerwał się na strzępy. Była godzina 21.00.
To wydarzenie było przełomem w życiu kapitana Polesińskiego… Głęboko duchowo
się przemienił. Z niedowiarka stał się człowiekiem wielkiej wiary:
Usiadłem nad swym niedoszłym śmiertelnym zwęgliskiem
i z twarzy ocierałem krew, co się lała żywa.

Nie śmiałem spojrzeć.
Czułem, że ktoś się z tych płomieni zbliża.
Schyliłem kornie głowę, bo szedł do mnie
On, Wielki, Miłujący Pan z Krzyża,
Jezus, Bóg! Do mnie, człowieka…

Po powrocie do domu kpt. Polesiński opowiedział swojej żonie, w jaki sposób
uniknął śmierci. Zapytała, kiedy dokładnie to było. Okazało się, że tego samego
dnia o godzinie 21.00 polecała go w modlitwie opiece Matki Bożej: "Żyjesz, bo
przecież się bardzo o Ciebie modliłam, żebyś wrócił cały i zdrów". Obydwoje
uznali to ocalenie za cud. To głos Matki Bożej uratował mu życie…
Po wykonaniu rozkazu żołnierze składają dowódcy meldunek. Tak też uczynił kpt.
Władysław Polesiński. Stanął na baczność, zasalutował i zwrócił się do Matki
Bożej Jasnogórskiej, meldując Jej, jak swemu dowódcy, że wykonał rozkaz, który
od Niej otrzymał.
Odtąd czynił to codziennie. Kapitan Władysław Polesiński założył wśród polskich
oficerów Rycerski Zakon Krzyża i Miecza. Codziennie o godzinie 21.00 zdawał
Matce Bożej "meldunek" z tego, czego dokonał w minionym dniu, i prosił o światło
na dzień następny. Godzina dziewiąta wieczorem była dla niego i dla całego
Rycerskiego Zakonu Krzyża i Miecza godziną, w której każdy żołnierz meldował się
na Apel przed Matką Bożą Częstochowską.
Zwyczaj wieczornej modlitwy w duchowej łączności z Królową Polski rozpowszechnił
się podczas drugiej wojny światowej, zwłaszcza wśród młodzieży.
Dzięki ks. kard. Stefanowi Wyszyńskiemu nie tylko członkowie Rycerskiego Zakonu
Krzyża i Miecza, lecz wszyscy Polacy, a nawet ludzie z całego świata,
gdziekolwiek się znajdują – w godzinie Apelu zwracają się w modlitwie do Matki
Bożej Częstochowskiej.
W okresie terroru stalinowskiego, kiedy władza otwarcie walczyła z Bogiem,
Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński został uwięziony. Kiedy ta bolesna
wiadomość dotarła na Jasną Górę, Ojcowie Paulini podjęli szczególną modlitwę w
jego intencji. 8 grudnia 1953 r. na Jasnej Górze zapoczątkowali codzienną
modlitwę zwaną Apelem, a ksiądz kardynał, choć był w więzieniu, łączył się
duchowo z Jasną Górą i błogosławił całemu Narodowi.
Od tamtej pory codziennie stajemy na jasnogórski Apel. Każdego dnia wieczorem, o
godzinie 21.00, przenosimy się myślami na Jasną Górę, klękamy przed obrazem
Matki Bożej. Gdziekolwiek jesteśmy – czy w pracy, czy na ulicy, w kinie lub na
zabawie – stajemy przy naszej Matce i Królowej.
O tej godzinie na Jasnej Górze bije największy dzwon Królowej Polski – "Maryja".
Przypomina, że Matka Boża od 300 lat nosi polską koronę. Maryja wzywa nas na
Apel do swojego tronu.
Jego słowa powtarzamy wszyscy razem – lecz jednocześnie każdy składa
przyrzeczenie osobiście: "Jestem! Pamiętam! Czuwam!".

I ty stań myślą i sercem przed Cudownym Obrazem i pokłoń się Maryi, oddając pod
Jej panowanie siebie i wszystkie swoje sprawy.
"Maryjo, Królowo Polski! Jestem przy Tobie! Pamiętam! Czuwam!".
Jestem przy Tobie – teraz. Chcę być przy Tobie zawsze!
Pamiętam – że jesteś moją Matką i Królową. Gdziekolwiek przychodzisz: do
Gietrzwałdu, la Salette, Lourdes, Fatimy – zawsze prosisz: "Odmawiajcie
codziennie różaniec!". Będę o tym pamiętać.
Czuwam – nad moim sercem, nad moimi myślami, nad moimi czynami… nie dam się
zwyciężyć złu, nie będę ulegać słabościom.

Apel jest to szczególne spotkanie z Maryją. Ubogaca nas, ale i zobowiązuje! To
program i wezwanie skierowane do każdego. Także do Ciebie! Codziennie stawaj
przed obliczem Maryi, aby złożyć Jej "meldunek" z przeżytego dnia i z tego, jak
wywiązujesz się z obietnic, które zostały złożone Twojej Królowej.

Prawda, że będziecie już wiedzieć, skąd się wziął Apel Jasnogórski?
Słyszać głos dzwonów, które wzywają każdego z nas przed Oblicze Matki Bożej
Częstochowskiej, pomyślcie z wdzięcznością o wszystkich, którzy przyczynili się,
by powstała ta szczególna, rycerska modlitwa. Zwłaszcza o kapitanie pilocie
Władysławie Polesińskim, który jako pierwszy stanął do Apelu.
 

Wanda Kapica

drukuj