fot. PAP

Twierdza we Wrocławiu pozostaje niezdobyta

Wygraną Śląskowi dały dwa trafienia aktywnego Roberta Picha. Zawisza próbował gonić wrocławian, ale od 60. minuty musieli walczyć w dziesiątkę, po czerwonej kartce dla Luisa Carlosa. 

Już pierwsze minuty pokazały, że Zawisza nie przyjechał do Wrocławia się bronić. Goście wysoko podchodzili pressingiem pod rywali i starali się szybko przejąć piłkę, co się im udawało. Brakowało jednak dokładności w przeprowadzeniu akcji.

Gospodarze grali spokojniej i dłużej starali się utrzymywać piłkę. Już w siódmej minucie dało to efekt bramkowy. Paweł Zieliński mocno dośrodkował z prawej strony i Robert Pich z bliska trafił do siatki. Trzeba jednak zaznaczyć, że duży udział przy golu mieli dwaj środkowi obrońcy Zawiszy, którzy nie potrafili wybić piłki.

Bramka nie wpłynęła na taktykę żadnego z zespołów i kibice oglądali ciekawe widowisko. Kolejny gol wydawał się tylko kwestią czasu. I tak się stało. W 28. minucie po jednym zagraniu z własnej połowy dwóch zawodników Śląska znalazło się naprzeciw dwójce gości. Pich postanowił sam wykończyć akcję strzałem zza pola karnego. Uczynił to perfekcyjnie, bo piłka wpadła w samo okienko bramki Andrzeja Witana.

Cztery minuty później było już tylko 2:1. Najpierw błąd popełnił Dudu Paraiba, który wślizgiem nie trafił w piłkę. Ta trafiła do Bernardo Vasconcelosa. Ten zdołał uwolnić się od obrońców i uderzył z pola karnego. Mariusz Pawełek odbił piłkę, ale wobec dobitki Kamila Drygasa był bez szans.

Druga część była już dla kibiców koszmarem. Zaczęło się obiecująco, bo Zawisza mocno ruszył do przodu i Śląsk został zepchnięty na własną połowę, ale trwało to tylko kwadrans. W 60. minucie wyprowadzającego piłkę Picha sfaulował Luis Carlos i sędzia ukarał go żółtą kartką. Ponieważ było to drugie upomnienie pomocnik gości musiał opuścić boisko.

Od tego momentu goście grali na własnej połowie i szans na wyrównującego gola szukali w kontratakach. Inicjatywę posiadał Śląsk, ale nie bardzo się kwapił do ataków. Wrocławianie przede wszystkim starali się jak najdłużej utrzymać przy piłce, a dopiero później myśleli o akcjach ofensywnych. Takie nastawienie drużyn sprawiało, że z boiska wiało nudą. Ciekawie było dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy Sebastian Mila uderzył potężnie z pola karnego i trafił w poprzeczkę.

Śląsk Wrocław – Zawisza Bydgoszcz 2:1 (2:1) 

Robert Pich (7), (28) – Kamil Drygas (32).

Śląsk Wrocław: Mariusz Pawełek – Paweł Zieliński, Rafał Grodzicki, Piotr Celeban, Dudu Paraiba – Sebastian Mila, Lukas Droppa, Tomasz Hołota, Mateusz Machaj (64. Krzysztof Ostrowski), Robert Pich (90+2. Sebino Plaku) – Marco Paixao.

Zawisza Bydgoszcz: Andrzej Witan – Sebastian Ziajka, Andre Micael Pereira, Samuel Araujo, Joshua Silva – Luis Carlos, David Fleurival, Kamil Drygas, Wagner (73. Jakub Wójcicki), Alvaro Gomes (77. Jakub Łukowski) – Bernardo Vasconcelos (64. Jorge Kadu).

PAP

drukuj