fot. Katarzyna Cegielska

PŚ siatkarzy. Polacy zgodnie z planem

Reprezentacja Polski siatkarzy odniosła szóste zwycięstwo podczas rozgrywanego w Japonii Pucharu Świata. Podopieczni Stephane’a Antigi, po problemach tylko w inauguracyjnej odsłonie spotkania, pokonali reprezentację Kanady 3:1 (23:25, 25:15, 25:19, 25:19). Białoczerwoni źle rozpoczęli ten pojedynek, potem jednak zagrali jak przystało na aktualnych mistrzów globu i odprawili z kwitkiem zawodników Glenna Hoaga.


I set. Za dużo błędów własnych

Kanada spotkanie rozpoczęła bez swojej najwiekszej gwiazdy – Gavina Schmitta. Atakujący narzekał od dłuższego czasu na problemy fizyczne, pomimo jego braku w grze naszych przeciwników od początku nie było widać problemów w ataku. Całkiem inaczej wygladało to w naszych szeregach. Wprawdzie wszystko rozpoczęło się od dobrej zagrywki Fabiana Drzyzgi, ale potem zamiast uciec rywalom, wdaliśmy się w niepotrzebną grę punkt za punkt, a na pierwszej przerwie technicznej przegrywaliśmy dwoma oczkami (6:8). Po niej, wprawdzie dzięki atakowi Piotrka Nowakowskiego wyszliśmy na prowadzenie, ale błyskawicznie je straciliśmy (10:11). Świetnie po kanadyjskiej stronie grał były zawodnik Transferu Bydgoszcz – Steven Marshall.

Na drugiej przerwie przegrywaliśmy 14:16, jednak wówczas punkt w ataku po skosie zdobył Rafał Buszek, a potem jeszcze ten sam zawodnik odpalił swój serwis (16:16). Niestety błędy w tym secie były zmorą mistrzów świata. Zawodnik Zaksy następny zepsuł zagrywkę, gdyby tego było jeszcze mało popełniliśmy błąd przejścia dołem i podopieczni Glenna Hoaga ponownie prowadzili (18:20). W decydującej fazie seta dobrze grającego Marshalla w ataku wsparł John Gordon Perrin, a nasi zawodnicy nie potrafili zniwelować dwupunktowej przewagi przeciwników. Sensacja stała się faktem, na nic zdała się dobra zagrywka Bartosza Kurka w końcówce tego seta, po fatalnej grze zasłużenie przegraliśmy tego seta do 23.

II set. Tak grają mistrzowie świata

Całkiem inaczej wygładała gra naszych siatkarzy na początku kolejnej odsłony. Po asie serwisowym Mateusza Miki i bloku Mateusza Bieńka prowadziliśmy 5:1. Wprawdzie po kiwce Freddiego Wintersa, Kanadyjczycy troszkę straty zmniejszyli, ale i tak na pierwszej przerwie prowadziliśmy 8:3. Po niej koncert podrażnionych mistrzów trwał. Przeciwników serwisem raził Kurek, nasze kontry były bezbłędne, a do tego dołożyliśmy jeszcze blok (10:4). W tym secie oglądaliśmy prawdziwy popis biało-czerwonych.

Kanadyjczycy byli bezradni jak dzieci we mgle. Świetnie atakowali Buszek z Miką, nie do zatrzymania był na środku Piotr Nowakowski, do tego Kurek popisywał się pojedynczymi blokami, prowadziliśmy 16:7 i 21:10. W samej końcówce przydarzyły nam się dwa całkiem niepotrzebne błędy (szczególnie szkoda zepsutych serwisów Nowakowskiego), ale i tak w tym secie nasi przeciwnicy na parkiecie prawie nie istnieli. Wygraliśmy do 15, po siatce dotkniętej przez Kanadyjczyków.

III set. Złe miłego początki

Kto liczył, że trzeci set dla naszej reprezentacji będzie spacerkiem szybko się rozczarował. Po skutecznym serwisie Tylera Sandersa przegrywaliśmy 0:2. Ponownie jak w pierwszym secie nie mogliśmy odnaleźć sposobu na skutecznego Marshalla. Po błędzie na zagrywce Jansena Vandoorna przegrywaliśmy tylko 4:5. Wprawdzie po drodze punktowali Mika i Nowakowski, lecz na pierwszej przerwie przegrywaliśmy jeszcze minimalnie jednym punktem (7:8). Wydawało się, że podopieczni Stephane’a Antigi dogonią Kanadę zaraz po niej, ale nasi przeciwnicy na to nie pozwolili. Po ataku Perrina i bloku na naszym atakującym przegrywaliśmy 9:11.

Na szczęście wówczas mylić zaczęli się zawodnicy z Kraju Klonowego Liścia, a my mieliśmy na zagrywce Bieńka, który na drugą siatki stronę posłał asa. To był przełomowy moment w tym rozdaniu. Potem dwa błędy popełnił Frederic Winters, w ataku nie pomylił się Buszek i odskoczyliśmy na 17:12. Do końca tego seta kontrolowaliśmy już przebieg gry, chociaż zdażały nam się błędy w zagrywce, to piłkę setową wywalczyliśmy po asie serwisowym Miki. Seta wygraliśmy do 19, po skutecznym ataku Kurka.

IV set. Kanadyjczycy walczyli do końca

Dwa razy skutecznie Kurek, raz po bloku Buszek i 3:1 dla Polski. Blok na na naszym atakujacym i jego błąd własny to odpowiedz naszych przeciwników i zrobiło się 3:3. Ten set ponownie zapowiadał się jako wyrównany. Kanadyjczycy nie chcieli do tego jednak dopuścić. Justin Duff zablokował Nowakowskiego, ponownie i to dwa razy z rzędu pomylił się Kurek i zawodnicy Hoaga niepokojąco prowadzili 8:5. Po naszej stronie siatki grał na szczęście Mateusz Mika, który w takich sytuacjach jest po prostu bezcenny. Po jego trzech z rzędu udanych atakach na lewym skrzydle nie tylko wyrównaliśmy, ale nawet wyszliśmy na prowadzenie 11:8. Od tego momentu w tym secie gra toczyła się punkt za punkt. Kanadyjczycy dwa razy skutecznie zagrali przez środek z wykorzystaniem Vandoorna, który za trzecim razem został już przez podopiecznych Antigi zablokowany. Po naszej stronie w tym czasie nie mylił się Kurek i utrzymywaliśmy prowadzenie 17:13.

Po bloku na Buszku i naszym błędzie w ataku, przy stanie 17:15 o czas poprosił szkoleniowiec biało-czerwonych. To była jak najbardziej słuszna decyzja. Po tej przerwie Rafał Buszek popisał się skuteczną kiwką, a ze środka udanie zaatakował Piotrek Nowakowski (19:16). Po stronie Kanady zmęczony Marshall zaatakował w aut, jednak i Polacy odczuwali trudny tego pojedynku, chociaż akurat Mika nie miał problemu ze skuteczną grą (22:17). Piłkę meczową wywalczyliśmy po skutecznej kiwce Drzyzgi i zablokowaniu Nicholasa Hoaga. Ostatecznie wygraliśmy w tym secie do 19, po potężnym ataku Bartosza Kurka.

***

Polska Kanada 3:1
(23:25, 25:15, 25:19, 25:19)

MVP: Bartosz Kurek (Polska)

Polska: Fabian Drzyzga (4), Michał Kubiak (2), Piotr Nowakowski (14), Bartosz Kurek (21), Rafał Buszek (15), Mateusz Bieniek (9), Paweł Zatorski (libero) oraz Dawid Konarski (1), Mateusz Mika (15) i Grzegorz Łomacz

Kanada: Tyler Sanders (2), Frederic Winters (6), Justin Duff (6), Steven Marshall (11), John Gordon Perrin (15), Jansen Vandoorn (10), Blair Bann (libero) oraz Rudy Verhoeff, Toontje van Lankvelt, Nicholas Hoag, Dustin Schneider i Dan Lewis (libero)

Sport.RIRM

drukuj