fot. PAP/EPA

Primera Division: Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta

Od paru dobrych lat przyzwyczailiśmy się mówić o BBVA jako rywalizacji o mistrzostwo między Realem Madryt, a FC Barceloną. Reszta zespołów gdzieś bardzo daleko w tle zadowalała się miejscami od trzeciego w dół.

W tym sezonie (przynajmniej po jego pierwszej części) jest inaczej. Miedzy dwóch kolosów wkradł się groźny i chyba lekceważony przez nich rywal – Atletico Madryt. Piłkarze ze skromniejszej części piłkarskiego Madrytu dosłownie rozdzielili wielką dwójkę, a w zajęciu pierwszego miejsca przeszkodził im jedynie gorszy bilans bramek od ekipy z Katalonii.

W Hiszpanii od lat panowała moda w równaniu do najlepszego. Kiedy bezapelacyjną przewagę w lidze miała Barcelona, słabsi próbowali kopiować jej styl, kiedy na czele był Real inni go naśladowali. Takie metody w małpowaniu najlepszych nigdy nie pozwalały na ich zdetronizowanie.

Atletico Madryt trenera Diego Simeone poszło zupełnie inna drogą. Ekipę tego argentyńskiego szkoleniowca charakteryzuje siła, upór, determinacja i chyba przede wszystkim taktyka genialnie nakreślona przez Simeone i doskonale realizowane przez jego piłkarzy. Argentyńczyk nie nakazuje swoim graczom panować nad piłką dłużej niż przeciwnicy, nie zależy mu też na zdominowaniu rywala. Wymaga jedynie perfekcyjnej gry w obronie i dokładnie przeprowadzonego kontrataku. Jakie są tego efekty?

Drugie miejsce w lidze, najmniej straconych bramek, strzelonych, aż 46, kilka budzących grozę wśród rywali pogromów m.in. 7:0 z Getafe 23 listopada. Bez wątpienia Atletico jest największym wygranym po tej części rozgrywek w Primera Division. Drużyna, która przed sezonem straciła lidera Radamela Falcao, błyskawicznie wypromowała inne gwiazdy. Można by tu wymieniać całą linię pomocy, ale przede wszystkim niesamowitego strzelca, aż 19 goli w 17 spotkaniach Diego Coste.

Argentyński trener Atletico w klubie, który tonie w długach (jak większość ligi) stworzył drużynę z której przykład mogą brać inne biedniejsze hiszpańskie ekipy, dzięki czemu na półwyspie Iberyjskim będziemy pasjonować się już nie tylko Gran Derbi.
Pierwsze miejsce po 17 kolejkach zajmuje jednak FC Barcelona, bardzo ciężko prognozować na co tak naprawdę stać ekipę Gerardo Martino. Wydaję się że drużyna ta nie osiągnęła jeszcze swojego maksimum, ale chyba też nie odnalazła swojej prawdziwej tożsamości. Grając w kratkę i dużo wolniej niż w czasach świetności ekipy Pepa Guardioli. Cieniem na postawę Barcy kładą się liczne kontuzje, szczególnie dosyć długa nieobecność na boisku Messiego – bezsprzecznego lidera „Dumy Katalonii”. Na plus swoją postawą zasłużyli: Fabregas, Pedro i nowa twarz w tej drużynie – Brazylijczyk Neymar, chociaż on przebudził się dopiero pod nieobecność Messiego.

Real Madryt do prowadzącej dwójki, traci już pięć punktów. W innej lidze jest to mała różnica, ale w ubiegłych sezonach, żeby zostać mistrzem w Hiszpanii trzeba było wygrać praktycznie wszystko. Na pewno ekipa Carlo Ancelottiego gra coraz lepiej, no i przecież brakujące punkty zdobyć może w starciach z bezpośrednimi rywalami w walce o tytuł. Kolejny rewelacyjny sezon rozgrywa Ronaldo, który nie odpuści rywalowi za miedzy walki o tytuł króla strzelców. Do zespołu dopasował się Gareth Bale, pokazując swoją klasę w ostatnich spotkaniach.

W tym roku wyścig o mistrzostwo będzie bardzo zaciekły i niezwykle ciekawy, a mistrzem może zostać każda z trzech wymienionych drużyn. Za ich plecami czyli jakieś osiem punktów niżej o europejskie puchary walczą Athletic Bilbao, Real Sociedad, Villarreal i Sewilla. Na razie najbliżej kwalifikacji do Ligi Mistrzów są Baskowie z Bilbao, którzy po ubiegłorocznym sezonie klęsk i upokorzeń ponownie pokazują jak ciężko ich pokonać. Przebudziła się i Sewilla, a „Żółta Łódź Podwodna” już nie myśli o spadku z ligi, ale raczej ma ochotę na Ligę Europejską.

Tylko 20 pkt. udało się zgromadzić trzeciej sile poprzednich sezonów – Walencji. Ekipa ta po odejściu kilku czołowych piłkarzy przeżywa ewidentny kryzys, na niewiele zdała się przynajmniej na razie zmiana szkoleniowca. Może „Nietoperze” zaczną wygrywać w drugiej połowie sezonu?
Drużyna Bartłomieja Pawłowskiego – Malaga rok temu była rewelacją nie tylko własnego podwórka, ale nawet Ligi Mistrzów. Wystarczyło, żeby opuścił ją trener Manuel Pellegrini i lider środka pola Isco, a nie jest już tak wesoło. Chociaż przy obecnym stanie posiadania 10 miejsce nie powinno być dla kibiców tej ekipy jakimś dużym rozczarowaniem. Szkoda tylko, że więcej szans na grę nie dostawał nasz rodak, który po zdobyciu ślicznej bramki ratującej remis z Realem Valladoid pod koniec września praktycznie nie pojawiał się już na boisku, czasami nie było go i na ławce rezerwowych.

Z oczywistych powodów skupiamy się na walce o najwyższe cele, ale w Premiera Division w tym sezonie przed spadkiem bronić może się nawet 7 zespołów. Elche zajmujące 14 miejsce nad ostatnim Betisem Sewilla ma tylko siedem oczek przewagi.

W Hiszpanii przerwa zimowa jest bardzo krótka, tamtejsi ligowcy na boiska ponownie wybiegną już czwartego stycznia. W tym dniu od 16.00 najciekawiej będzie w Maladze, gdzie miejscowi podejmą wicelidera rozgrywek.

Statystyki:
Liczba kolejek w sezonie: 38
Rozegrane kolejki: 17
Najwyższe wygrana u siebie:
Barcelona – Levante 7 : 0
Najwyższe wygrana na wyjeździe:
Almeria – Real Madryt 0 : 5
Łącznie strzelonych bramek: 498
Średnia liczba bramek na kolejkę: 29.29
Średnia liczba bramek na mecz: 2.93

Strzelcy:
Diego Costa (Atletico Madryt) 19
Cristino Ronaldo (Real Madryt) 18
A. Griezmann (Sociedad) 11
Javi Guerra (Valladolid) 11
Pedro (Barcelona) 10

Sport/RIRM

drukuj