fot. PAP/EPA

Primera Division. Atletico „Mission Impossible” Madryt

Gromadząc na koniec sezonu 90 punktów, których wywalczenie zapewniło tytuł mistrza Hiszpanii Los Rojiblancos dokonali rzeczy niemożliwej. Pierwsze miejsce było w tej lidze od lat zarezerwowane z urzędu dla Realu i Barcelony. Niesamowity jest przede wszystkim sposób w jaki uboższy klub ze stolicy osiągnął w tym sezonie niemal wszystko, po drodze rozpalając do czerwoności piłkarskich fanów na całym świecie.

Atletico Madryt po dobrych 40 latach pucharowej posuchy do (prawie) pierwszej ligi powróciło w 2010 roku wygrywając pierwszą edycję Ligi Europejskiej. To był tylko przedsmak tego co zespół ten zwojuje w Hiszpanii i na kontynencie w kilku następnych latach. Rok po tym triumfie szkoleniowcem Los Colchoneros niespodziewanie został Diego Simeone. Argentyńczyk jeszcze w 2005 roku biegał po boiskach Primera Division w czerwono – białej pasiastej koszulce. Jako zawodnik zdobywał ostatnie mistrzostwo kraju w 1995roku. Nie długo musieli czekać fani Atletico na potwierdzenie, ze wybór Simeone na trenera to czysty strzał w dziesiątkę. W 2012 roku zespół pod jego przywództwem ponownie wygrał w LE, a kilka miesięcy później w finale superpucharu Europy rozgromił triumfatora LM – Chelsea Londyn.

Wielką radością dla fanów z Estadio Vicente Calderón było pierwsze od 10 lat zwycięstwo z sąsiadem za miedzy, odwiecznym rywalem – Realem Madryt. Przyszło ono w najlepszym możliwym momencie czyli w finale Pucharu Króla. W sezonie 2012/2013 Atletico w lidze uplasowało się za wielka dwójka na trzecim miejscu. Jak się wydawało najwyższym z możliwych dla innych ekip z półwyspu Iberyjskiego.

Na koniec poprzedniego sezonu Atletico zostało jednogłośnie ogłoszone największą sensacją w Primera Division i … to miał być koniec.

Po sezonie zespół opuścił super strzelec Radamel Falcao. Na jego miejsce sprowadzono Davida Villę z FC Barcelony. Ponadto klub pozyskał Brazylijczyka Léo Baptistão, Francuza Josuhe Guilavoguiego oraz Belga Tobiego Alderweirelda. Takie transfery nie powalały na kolana. Najgłośniejsze nazwisko – Villa kojarzyło się raczej z emeryturą niż z możliwością zastąpienia fenomenalnego Kolumbijczyka. W sierpniu 2013 roku Atletico przegrało rywalizację w superpucharze Hiszpanii z FC Barceloną. W dwumeczu padł remis 1:1 po golach Villi i Neymara, o porażce zdecydowała reguła goli na wyjeździe. Obrońcy Copa del Rey po wyeliminowaniu Valencii i Athleticu Bilbao w półfinale Pucharu spotkali się z Realem Madryt, ulegając aż 0:5.

Akurat w tamtym momencie sezonu Rojiblancos przeżywali lekki kryzys. Wcześniej w lidze wszystkim zdążyli już udowodnić, że poprzedni sezon to mogła być dla nich zaledwie przystawka do głównego dania. Po ośmiu kolejkach podopieczni Simeone w tabeli nie odstępowali na krok FC Barcelony. Potrafili 28 września 2013 po golu Diego Costy po raz kolejny pokonać sąsiadów i to na Santiago Bernabeu. Troszkę się tą wiktorią zachłysnęli bo tydzień później po raz pierwszy w sezonie stracili punkty przegrywając 0:1 na wyjeździe z Espanyolem Barcelona. Jeszcze w 13. kolejce także na wyjeździe zremisowali 1:1 z Villareal ale potem, aż do 23. kolejki nie przegrali. Punkty wprawdzie stracili remisując z Sevillą i oczywiście Barceloną. Potrafili też rywali gromić. Dwa razy wygrywali 5:0 (Rayo i Betis), a w 14. kolejce Getafe zaaplikowali siedem bramek nie tracąc przy tym żadnej.

Wspomniany kryzys przyszedł w środku sezonu. Po dwóch wyjazdowym porażkach z Almeríą i Osasuną Rojiblancos osunęli się na 3. pozycję. 2 marca 2014 Club Atlético podejmował u siebie Real Madryt. Miało to być spotkanie ostatecznie dobijające gospodarzy i grzebiące ich szanse na przerwanie hegemoni wielkiej dwójki. Tak przewidywali eksperci. Nic sprawdziło się. Przy graczach Simeone oprócz fachowych wyliczeń zawsze trzeba brać pod uwagę, że przez swojego szkoleniowca mają oni zaprogramowane trzy słowa: „niemożliwe nie istnieje” (dopóki trwa spotkanie). Po świetnym meczu i remisie 2:2 z Królewskimi – Atletico powstało niczym feniks z popiołów.

Trzeba przyznać jednak, że drużynie tej zwycięstwa przychodziły dużo trudniej, pewnie trochę było to spowodowane kryzysem Costy i Villy – którzy nie zdobywali już tyle bramek jak w pierwszej fazie rozgrywek. W takich warunkach Simeone udowodnił że potrafi swoją drużynę odpowiednio przygotować taktycznie pod każdego przeciwnika. Gracze z Madrytu uprzykrzali kolejnym rywalom (również w Lidze Mistrzów) życie swoja nieustępliwością i żelazną obroną, sami zadawalając się jedna bramką przeważnie dająca im trzy oczka.

Od 27. kolejki Simeone wygrał dziewięć kolejnych spotkań, tracąc tylko jednego gola i wykorzystując potknięcia faworytów. Po 29. kolejce jego zespół został liderem Primera División. Pierwsze od 18 lat mistrzostwo gracze z Vicente Calderón mogli zapewnić sobie na trzy kolejki przed końcem rozgrywek. To nie było by jednak w ich stylu.

Po wyeliminowali Chelsea w półfinale LM w lidze niespodziewanie nie dali rady Levante. Tydzień później nie wykorzystali stuprocentowej sytuacji w ostatniej minucie spotkania z Malagą i podzielili się z rywalami punktami. W tym samym czasie punkty solidarnie potraciły też Real i Barcelona  co oznaczało że o losach mistrzostwa zadecyduje ostatnie spotkanie na Camp Nou.

Katalończycy musieli wygrać, Atletico wystarczał remis. Zaczęło się fatalnie dla gości. Już w pierwszej połowie przez kontuzje boisko opuścić musieli jej najlepszy napastnik – Diego Costa i najlepszy pomocnik Arda Turan. Tuż przed przerwą Sanchezowi wyszedł strzał życia i to gospodarze byli bliżsi upragnionego celu. Taki obrót spraw załamał by każdą ekipę ale nie tą Diego Simeone. Podopieczni Argentyńczyka po przerwie wyszli na murawę jak gdyby nie pamiętając co spotkało ich przez pierwsze 45 min. Po paru minutach tej części gry doprowadzili obrońców gospodarzy do czarnej rozpaczy. W końcu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piękną bramkę uderzeniem głowa zdobył Diego Godin zapewniając jak się później okazało triumf w całych rozgrywkach całej drużynie.

Mistrzostwo jak najbardziej zasłużone. Co do tego nie mieli żądnych wątpliwości nawet fani na Camp Nou, którzy po końcowym gwizdku sędziego wstali dziękując swoim ulubieńcą za podjęta walkę ale w ten sposób okazując tez szacunek dla nowego mistrza.

Diego Simeone wraz z podopiecznymi w kolejnym roku pracy skompletował dla Madrytu drugą z rzędu la Décimę, czyli dziesiąty tytuł. Był to pierwszy tytuł czerwono-białych od osiemnastu lat, pierwszy od 10 lat tytuł dla klubu spoza wielkiej dwójki hiszpańskiej ligi, a 90 punktów to więcej niż jakikolwiek inny klub zdobył w historii za wyjątkiem Realu Madryt i FC Barcelony. Pomimo zdobycia tylko 77 goli w 38 kolejkach, w aż 20 spotkaniach klub zachował czyste konto bramkowe, w całej edycji tracąc 26 goli.

Jak stwierdził najlepszy golkiper Primera Division – Thibaut Courtois : „Real i Barca z pieniędzmi które mają, mogą kupić wielu dobrych zawodników. My mamy dobrych piłkarzy, ale nie najlepszych. Ciężką pracą i cierpieniem, mając dobrą taktykę i dobrego trenera, można osiągnąć wielkie rzeczy” – nic dodać nic ująć.

Simeone chociaż stracił przed sezonem Falcao, potrafił z innych niedocenianych często graczy, wydobyć maksimum ich umiejętności i wpoić im potrzebę wygrywania bez względu na okoliczności.

Przed wykrwawiona paczką  Rojiblancos  jeszcze jeden ostatni akt tego sezonu – finał Ligi Mistrzów. Rywal – Real – niewygodny, pragnący za wszelką cenę la décimy, ale ci piłkarze w tym sezonie nie raz i dwa udowodnili już ze stać ich na wszystko.

Sport/RIRM 

drukuj