fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Piłka nożna. Legia Warszawa – co zyskała, a co straciła po Lidze Mistrzów?

Legia Warszawa zakończyła przygodę w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów z dobrym wynikiem. Wielkim sukcesem stołecznego zespołu było zajęcie trzeciego miejsca w bardzo trudnej grupie. Co Wojskowi zyskali jako klub, a co stracili? Jakie znaczenie dla Ekstraklasy miał występ mistrzów Polski w Champions League?


Po tym jak Legia wkroczyła w szereg zespołów Ligi Mistrzów, stwierdziłem, że na długie lata nie będzie miała godnych siebie rywali w rodzimej Ekstraklasie. Skok finansowy, jaki wykonał warszawski klub, był tak ogromny, że drużyny z najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce musiałyby ciąć wypłaty swoim piłkarzom, a i takie oszczędności dałyby małe efekty finansowe. Ale zacznijmy od początku.

+ 2 mln euro za trzy rundy kwalifikacyjne do LM

Nie byłoby tego sukcesu bez Besnika Hasiego. Jest to być może kontrowersyjna teza, aczkolwiek awans polskiego klubu do fazy grupowej Champions League to w naszym kraju zdecydowana rzadkość. Albańskiemu szkoleniowcowi zarzucić można wiele, ale nikt nie może odmówić mu jednego: zrobił wynik. Wynik, na który czekała cała piłkarska Polska. Nie ważne jak. Udało się – po latach niepowodzeń ŁKS-u Łódź, Wisły Kraków, Polonii Warszawa, Zagłębia Lubin, Śląska Wrocław, Lecha Poznań i Legii Warszawa.

+ 12,7 mln euro za udział w fazie grupowej LM

Po dwumeczu z Dundalk FC do klubu wpłynęła okazała suma pieniędzy, rzędu 12,7 mln euro. To podstawowa wpłata za awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Co ciekawe, to prawie połowa pieniędzy, jakimi mistrzowie Polski dysponowali w budżecie na sezon 2016/2017.

+ zatrudnienie Jacka Magiery na stanowisku szkoleniowca

Po domowej porażce 0:6 na Łazienkowskiej 3 z Borussią Dortmund mówiło się o wielkiej kompromitacji. Trudno się nie zgodzić z tą tezą. Z drugiej strony ciekawe, czy wśród kibiców sympatyzujących z Legią były osoby, które wierzyły w pozytywne zakończenie występów mistrza Polski w LM. I oto powrócił skromny idealista, a zarazem dobrze znany w klubie – Jacek Magiera. Swój debiut przegrał w Lizbonie 0:2, jednak już w stolicy Portugalii było widać, że ten człowiek ma plan na drużynę i wie, jak spoić ze sobą indywidualności Vadisa Odjidji-Ofoe i Miroslava Radovicia z Michałem Kopczyńskim czy Bartoszem Bereszyńskim. (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

+ za zwycięstwo ze Sportingiem (1,5 miliona euro) i tym samym awans do 1/16 finału Ligi Europy (500 tys. euro)

To, co najmocniej chyba charakteryzowało ekipę Jacka Magiery, uwidoczniło się w wyjazdowym spotkaniu z Borussią Dortmund. Pojedynku wyśmienitym w ofensywie i katastrofalnym w obronie w wykonaniu Wojskowych. Mecz na Signal Iduna Park powinien być pokazywany trampkarzom jako materiał szkoleniowy: „jak nie grać w defensywie – bramka po bramce”. Wynik 4:8 był dobry, zły, słaby napawający optymizmem przed ostatnim pojedynkiem o stawkę. Legia, dzięki korzystnemu układowi tabeli, miała szansę na awans do 1/16 Ligi Europy i kolejne pieniądze. Warunkiem było zwycięstwo z faworyzowanym Sportingiem Lizbona.

Po kiepskim starcie nikt nie spodziewał się, że przygoda mistrzów Polski z Champions League może zakończyć się sukcesem. Legioniści po wypełnionym po brzegi stadionie w Warszawie pokazali futbol godny mistrzów Polski. Wygrali 1:0 i awansowali na wiosnę do Ligi Europy. To był wielki wieczór przy Łazienkowskiej 3. Hymn Ligi Mistrzów, znakomita atmosfera, fenomenalny i ogłuszający doping kibiców, na trybunach śmietanka polskiego dziennikarstwa sportowego, były szkoleniowiec warszawskiej drużyny – Stanisław Czerczesow, a nawet prezydent RP Andrzej Duda.

Teraz przyjrzyjmy się minusom, jakich Legia „dopuściła” się, dzięki swojemu udziałowi w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie.

400/500 tys. euro odprawy dla Besnika Hasiego

Po klęsce z Borussią Dortmund na inauguracje Champions League, bardzo słabych wynikach w lidze, a także – co warto podkreślić – braku wiary we własny zespół, właściciele „Dumy Stolicy” stracili cierpliwość do Albańczyka i postanowili go zwolnić. Po rozwiązaniu kontraktu władze klubu musiały zapłacić trenerowi odprawę za wcześniejsze zerwanie umowy. Kwota nigdy nie została publicznie podana. Szacuje się ją na około 400/500 tysięcy euro.

licznik klubowej kasy po trzech kolejkach wynosił okrągłe zero!

Sportowo, po jednym pojedynku u siebie i dwóch wyjazdach, Legia wypadała blado. Trzynaście bramek w „plecy” i zaledwie jedna zdobyta na legendarnym Estadio Santiago Bernabeu. Mecz w stolicy Hiszpanii (1:5) był jednak przełomowy przede wszystkim z tego względu, że ekipa Jacka Magiery potrafiła zdobyć gola przeciwko obecnie najlepszej drużynie na świecie. Nie zmienia to jednak faktu, że nic nie zarobiła. Dwa tygodnie później do Warszawy przyjechał wielki Real Madryt. Niestety, klub nie mógł zarobić nawet na biletach. Powodem takiej sytuacji był „popis”, jaki dali kibice Wojskowych na trybunach stadionu przy Łazienkowskiej w trakcie pojedynku z  BVB, kiedy to przyszło im toczyć „zacięte boje” z policją. O zarobki dla klubu zadbali za to piłkarze, którzy zagrali bardzo dobre spotkanie i odnieśli historyczny remis 3:3. To było znakomite widowisko, a ktoś, kto postawił na remis, rozbił bank u bukmachera. (fot. PAP/Bartłomiej Zborowski)

***

Podsumujmy:

+ za trzy rundy kwalifikacyjne – 2 mln euro
+ za awans do fazy grupowej Champions League – 12,7 mln euro
+ za remis z Realem Madryt – 500 tys. euro
+ za zwycięstwo ze Sportingiem Lizbona – 1,5 mln euro
+ za awans do 1/16 finału Ligi Europy – 500 tys. euro
+ wpływy finansowe z biletów za domowe spotkania z BVB i Sportingiem
+ premie dla każdego klubu występującego w fazie grupowej LM
– odprawa Besnika Hasiego (zakładamy gorszą opcje) – 500 tys. euro

Legia zarobiła mniej więcej 17 mln euro. To „napad” na bank UEFA. Dla polskiego klubu są to absolutnie gigantyczne pieniądze. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, klub mądrze zarządzany przez Bogusława Leśnodorskiego, Macieja Wandzla i Dariusza Mioduskiego może na długie lata nie mieć godnych siebie przeciwników na krajowym podwórku. Więcej pieniędzy oznacza: kosztowniejsze transfery (nie zawsze znaczy lepsze), wieloletnie sukcesy w lidze (oczywiście bez gwarancji), a także przede wszystkim – środki na szkolenie młodzieży, na czym może skorzystać nie tylko stołeczny zespół, ale również reprezentacja narodowa.

Legia doświadczyła czegoś, na co czekali kibice ze wszystkich stron Polski. Niedawno wylosowała Ajax Amsterdam w 1/16 finału Ligi Europy i już w lutym zagra z wicemistrzem Holandii nie tylko o awans do dalszej fazy rozgrywek, ale również o to, by uznać obecny sezon za najlepszy od ponad dwudziestu lat. Na drużynę Jacka Magiery czekają również kolejne pieniądze. Jeśli pokona byłą ekipę Arkadiusza Milika zarobi 750 tys. euro.

Maksymilian Kosowski/Sport.RIRM

drukuj