fot. PAP/Leszek Szymański

Liga Mistrzów. Tak słabo Legia jeszcze nie zagrała, pozostaje już tylko nadzieja

Legia Warszawa poległa w starciu ze Spartakiem Trnava 0:2. Teraz – jeśli poważnie myśli o awansie do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów – musi odrabiać straty na wyjeździe. Patrząc jednak na grę, trudno podtrzymać nadzieję.


Były porażki z Arką Gdynia i Zagłębiem Lubin. Nikt nie przypuszczał jednak, że zadyszka dopadnie zawodników Legii także w europejskich pucharach. Dean Klafurić wciąż testuje nowe ustawienie. Gra w systemie 3-5-2 najpierw pogrążyła Polaków na mundialu, teraz mogła przyczynić się do klęski mistrzów kraju na arenie międzynarodowej. Ten mecz Wojskowi musieli wygrać, bo brak awansu byłby bez wątpienia kompromitacją.

Groźnie zrobiło się już w 3. minucie. Po centrze z lewej strony boiska gola mógł zdobyć Erik Jirka, ale spudłował z kilku metrów. Chwilę później do pokazania najwyższej klasy zmuszony był Arkadiusz Malarz, który zatrzymał uderzenie głową Egho. Bramka wisiała w powietrzu. Udało się po kwadransie rywalizacji. Po brutalnym faulu na Krzysztofie Mączyńskim pomocnik musiał opuścić boisko. Jego zmiennik jeszcze nie wszedł, a rywale wykorzystali to i przeprowadzili akcję środkiem pola. Jirka wypatrzył Erika Grendela, a ten dał Spartakowi prowadzenie.

Na „cokolwiek” ze strony mistrzów Polski musieliśmy czekać pół godziny. Wtedy – po dośrodkowaniu z narożnika boiska – swojej szansy szukał Inaki Astiz, ale na wysokości zadania stanął Martin Chudy. Akcja Wojskowych była tylko małym przebłyskiem, bo jeszcze przed przerwą wszystko wróciło do normy. Swojej szansy szukał Jirka, lecz ponownie musiał uznać wyższość będącego w wybornej formie Arkadiusza Malarza.

Dean Klafurić próbował odmienić grę swoich podopiecznych. Na murawie pojawił się Miroslav Radović. Później dołączył do niego Kasper Hamalainen. Wiele wciąż jednak zależało od duetu Carlitos – Jose Kante; duetu bezproduktywnego. To Spartak atakował i za sprawą Marvina Egho mógł podwyższyć wynik. Napastnik minął już bramkarza, lecz nie zdołał skierować piłki do siatki.

Legia igrała z ogniem. Doigrała się w doliczonym czasie meczu. Arbiter nie dostrzegł, że Jan Vlasko odepchnął Astiza. Były zawodnik Zagłębia Lubin przelobował golkipera i zdobył swojego pierwszego gola w Warszawie; pierwszego, bo na boiskach Ekstraklasy nie trafił ani razu.

Przed mistrzami Polski misja niemożliwa. Dodatkowym problemem jest atmosfera. Miroslav Radović przekonywał, że „Legia to nie Wisła Kraków czy Wisła Płock”. To wyraźna aluzja w stronę Carlitosa i Kante. Swoich podopiecznych bronił Dean Klafurić. Jak przekonywał, jednym z winowajców porażki był wirus, z jakim zmagali się piłkarze i część sztabu szkoleniowego.

* * *

Legia Warszawa – Spartak Trnava 0:2 (0:1)
Erik Grendel 16′ Jan Vlasko 90+3’

Legia: Arkadiusz Malarz – Chris Philipps (69′ Kasper Hamalainen), Inaki Astiz, Adam Hlousek – Domagoj Antolić, Krzysztof Mączyński (17′ Mateusz Wieteska), Cafu, Sebastian Szymański (63′ Miroslav Radović), Marko Vesović – Jose Kante, Carlitos

Spartak: Martin Chudy – Martin Toth, Boris Godal, Lukas Gressak – Andrej Kadlec, Anton Sloboda (86′ Ivan Hladik), Erik Grendel (64′ Fabian Miesenbock), Jakub Rada, Matus Conka – Erik Jirka, Marvin Egho (90+1′ Jan Vlasko)

Żółte kartki: Jose Kante, Chris Philipps, Marko Vesović (Legia) oraz Marvin Egho, Lukas Gressak, Boris Godal, Martin Chudy, Fabian Miesenbock (Spartak)

Sport.RIRM

drukuj