fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Liga Mistrzów. Legia nie składa broni i zapowiada walkę

Trener Legii Warszawa i obrońca stołecznej drużyny Bartosz Bereszyński są świadomi własnych ograniczeń, jednak nie zamierzają sprzedać tanio skóry Realowi Madryt. Legioniści zapowiadają podjęcie rękawicy i walkę o jak najlepszy rezultat. Jedynym zmartwieniem Królewskich na chwilę obecną będzie specyfika gry przy pustych trybunach.


Nie tak wszyscy wyobrażali sobie to wielkie wydarzenie, jakim jest przyjazd Realu Madryt do Warszawy na mecz Ligi Mistrzów. Nieco ponad dwa lata temu Królewscy też wybrali się do stolicy. Pokopali jednak z Fiorentiną w „Super Meczu” o pietruszkę. Dzisiaj stawka spotkania jest inna, znacznie większa. Niewątpliwie brakuje „tego czegoś”. Duszy stadionu i klubu. Kibiców, którzy zdzieraliby gardła, dopingując swoich ulubieńców z trybun. Te są jednak zamknięte.

Puste trybuny są oczywiście tematem numer jeden podczas konferencji prasowej. Nic dziwnego – w Champions League to sytuacja rzadka. Jacek Magiera mówi, że fani będą wspierać drużynę spod stadionu, ale oczywiście to nie to samo. I trudno z tym polemizować. O wiele lepiej grać dla kogoś niż w atmosferze, która przypomina kolejny trening – choć tym razem z możliwością pogrania sobie z najlepszymi piłkarzami na świecie.

Szkoleniowiec Legii przygotował swoich zawodników na starcie z Los Blancos poprzez analizę postawy przeciwnika na podstawie meczów Realu z drużynami z dołu tabeli, co pokazuje poziom naszej rodzimej ligi. Różnicę klas najlepiej obrazują te słowa trenera:

– To nie jest nasz poziom. Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Bardziej patrzyliśmy na mecze, które Real rozgrywał z zespołami z dolnej części tabeli ligi hiszpańskiej. Wiedzieć, jak gra Real, to jedno. Zapobiec to drugie. Nikt nam jednak nie zabroni walczyć – mówił trener Legionistów.

Większym optymizmem pała Bartosz Bereszyński, który w pierwszym spotkaniu dobrze poradził sobie z kryciem Cristiano Ronaldo i skutecznie uprzykrzał życie Portugalczykowi.

– Przede wszystkim na Santiago Bernabeu nie przestraszyliśmy się rangi meczu i przeciwnika, co było widać od pierwszej minuty, kiedy to my jako pierwsi stworzyliśmy sobie okazje po strzałach Tomka Jodłowca i Vadisa OdjidjaOfoe. Nie możemy się przestraszyć. Musimy grać w piłkę i starać się rozwiązywać akcje z korzyścią dla drużyny – mówi Bartosz Bereszyński.

Nacho Fernandez już na wstępie podkreśla, że mecz w Warszawie będzie zupełnie inny niż ten w Madrycie właśnie ze względu na brak publiczności. Dla wychowanka Królewskich to sytuacja niecodzienna, bo do tej pory mu się to nie przytrafiło. Defensor Królewskich nie spodziewa się też podobnych sytuacji do tych, które miały miejsce w stolicy Hiszpanii i cały zespół czuje się bezpiecznie.

Wszyscy wyczekiwali jednak kogoś innego. Gwiazdą wieczoru bez wątpliwości był Zinedine Zidane. Sala konferencyjna już na kwadrans przez wejściem „Zizou” pękała w szwach. Taką popularnością nie cieszy się nawet reprezentacja Polski podczas meczów o stawkę.

Francuz rzucał kilkoma banałami o tym, że Legia jest drużyną, która potrafi stworzyć zagrożenie i sprawić kłopoty ekipie przeciwnej, ale już przed pierwszym spotkaniem ocenił szanse po połowie. Co ciekawe, mówił, że oglądał niemal wszystkie mecze mistrzów Polski w tym sezonie. Żadnego w całości, jednak prawie wszystkie w dużej części. Nie podjął jednak wyzwania wymienienia kilku nazwisk. Sam pokazał więc, że chyba nie do końca zorientowany jest w realiach polskiej piłki klubowej. Nie dziwi to jednak zupełnie. Wszak Ekstraklasa dla jednej z najlepszych klubowych drużyn Europy nie jest nawet rynkiem do szukania młodych talentów, a raczej totalnie odległym, trzecim światem.

Sport.RIRM

drukuj