fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Liga Europy. Odzyskać twarz

Walka o nadszarpnięty wizerunek – to hasło, którym na konferencji prasowej przed meczem z Gandzasarem posłużył się trener Lecha Ivan Djurdjević. I rzeczywiście, te słowa znakomicie oddają to, na czym powinien skupić się w najbliższym czasie Kolejorz. Kolejne wpadki drużyny mogą mieć podobne skutki jak w końcówce ubiegłego sezonu.


Radio Maryja prosto z Poznania: Pierwszy krok Lecha do odzyskania spokoju

AIK Solna, Żalgiris Wilno, Stjarnan – największe wpadki Lecha Poznań w europejskich pucharach w XXI wieku. Każda z nich zostawiła rysę na wizerunku Kolejorza. Rany, które rozdrapywane są przy każdej kolejnej wpadce na międzynarodowych arenach. W tym sezonie Lech powalczy jednak o coś więcej niż uniknięcie kompromitacji. Powalczy o to, by wynagrodzić rozgoryczonym kibicom kolejne niepowodzenia. Trzy porażki w finałach Pucharu Polski, trzy kolejne sezony za plecami Legii i brak transferów klasowych piłkarzy, mimo sporych wpływów za kolejne transfery wychowanków. W ich miejsce nie pojawiali się – zgodnie z oczekiwaniami – zawodnicy, którzy z miejsca oczarowaliby poznańską publikę i zagwarantowali odpowiedni poziom sportowy.

Zbieranie w cymbał przy pierwszej lepszej okazji przez dłuższy czas było fanatykom Kolejorza zdecydowanie nie w smak. W końcu stwierdzili, że dadzą temu wyraz podczas meczu z Legią. Sektorówka z hasłem „grobowa atmosfera” idealnie określała nastroje, jakie zapanowały na trybunach. Fatalna gra w ostatnim meczu sezonu przelała czarę goryczy i na murawie zaczęły lądować petardy i race. Mecz został przerwany, a konsekwencje poznaniacy będą odczuwać jeszcze przez długi czas.

Osiem meczów bez udziału publiczności – obok kary finansowej ta jest zdecydowanie najbardziej bolesna. Wojewoda Zbigniew Hoffmann nie miał jednak wątpliwości, że w zaistniałej sytuacji nie ma miejsca na jakikolwiek kompromis.

Nie bez przyczyny Ivan Djurdjević zapowiedział na konferencji przed pierwszym meczem tego sezonu, że Lech zaczyna grę o naprawę swojego wizerunku. Bo pod koniec zeszłego sezonu wszystko wyglądało gorzej niż źle.

Charakter, jaki Serb sam prezentował na murawie, musi zaszczepić teraz swoim podopiecznym. W zeszłym sezonie w europejskich pucharach nawet nie próbowali porwać swoją grą. Poza efektownym 7:0 w dwumeczu z Pelisterem, który był słabszy niż niejedna ekipa spod trzepaka, Kolejorz grał zupełnie bezbarwnie i mógł odpaść już z Norwegami.

Dlatego obowiązkiem powinno być dla poznaniaków przewiezienie na własnym terenie zdobywcy Pucharu Armenii. Ewentualny słabszy mecz na wyjeździe będzie można łatwo wytłumaczyć długą podróżą, klimatem i innymi popierdółkami. Na własnym terenie, świeżo po okresie przygotowawczym i bez zmęczenia jakimkolwiek wysiłkiem sezonowym, należy zrobić tylko jedno – wygrać. Zdecydowanie.

Bo mimo, że INEA Stadion będzie świecił pustkami niczym poznańska strefa kibica podczas półfinału Chorwacja – Anglia, to dobrze byłoby, gdyby zza ciemnych chmur wyjrzało słońce.

Sport.RIRM

drukuj