fot. PAP/Piotr Augustyniak

[KOMENTARZ] Ekstraklasa. Podróż do jaskini lwa – Wisła Płock skazana na pożarcie?

Wygrana z notującą serię zwycięstw Cracovią na nowo tchnęła nadzieję na utrzymanie Ekstraklasy w Płocku. W Gdańsku cel też jest jednak jasny. Lechia zmierza po mistrzostwo, więc punktów potrzebuje równie mocno jak Wisła. To może sprawić, że z pozoru rozstrzygnięty jeszcze przed pierwszym gwizdkiem mecz nabierze rumieńców.


Mimo że po ostatniej kolejce w lepszych humorach byli piłkarze z Płocka, to cała sytuacja nie wygląda już tak kolorowo. Strefa spadkowa i punkt straty do Górnika Zabrze to nie tak wiele, ale czasu z każdym meczem jest znacznie mniej, a na końcu drogi nikt nie będzie patrzył, że zabrakło jednego oczka, bo bez względu na równice punktowe polecą dwie ostatnie drużyny.

Piłkarze Kibu Vicuny jadą do Gdańska z nadziejami, choć wszystko wskazuje na to, że wygrana jest niemal niemożliwa. Od 5 marca i objęcia sterów w Gdańsku przez Piotra Stokowca biało-zieloni przegrali u siebie zaledwie dwa razy. Receptę na ekipę z Trójmiasta jeszcze w zeszłym sezonie znalazła Legia Warszawa i Bruk-Bet Termalica Nieciecza, której w Ekstraklasie już nie ma. Obecny sezon na Stadionie Energa Gdańsk to jedno wielkie pasmo sukcesów, bo punkt zdobyły tu tylko trzy drużyny.

Kwestia wyników to jedno, drugie to styl. Lechia gra futbol bardzo wyrachowany. Piotr Stokowiec twardo wyznacza piłkarzom granice, których mają się trzymać, dzięki czemu nawet jeśli Lechia nie gra efektownie, to przede wszystkim gra skutecznie. Nie tylko w ataku, gdzie królem własnego podwórka jest Flavio Paixao z dziewięcioma domowymi trafieniami na koncie, ale przede wszystkim w obronie. A na to właśnie trener zwraca uwagę w pierwszej kolejności, jak choćby po szlagierze z Legią w Gdańsku, po którym mówił, że kluczowa była dla niego kontrola nad meczem i dopiero w końcówce Lechia poszła na całość, by jednak powalczyć o komplet punktów.

W Wiśle zabraknie Ariela Borysiuka. Były reprezentant Polski jest wypożyczony z Gdańska do Płocka, ale jego pensję nadal opłaca klub z nad morza. W związku z tym – jak podał Tomasz Włodarczyk z „Przeglądu Sportowego” Wisła musiałaby za jego występ zapłacić 250 tys. zł. Płocczanie co prawda wyrazili chęć wystawienia Ariela Borysiuka w pierwszym składzie, jednak Lechia, zgodnie z dodatkowymi zapisami w kontrakcie, nie zgodziła się na takie rozwiązanie.

Wojciech Heron/Sport.RIRM

drukuj