fot. twitter.com/_Ekstraklasa_

[KOMENTARZ] Ekstraklasa. Piast w końcu wygrał z kimś mocnym

Wyniki Piasta Gliwice do tej pory? Remis z Lechią Gdańsk, porażki z Legią Warszawa, Jagiellonią Białystok i Koroną Kielce, a więc z zespołami, które stanowią czołówkę Lotto Ekstraklasy. Dotąd podopieczni Waldemara Fornalika nie radzili sobie w naprawdę ważnych meczach. W końcu jednak pokazali, że z mocnymi rywalami również potrafią sobie poradzić.


Piast Gliwice zagrał z Pogonią Szczecin bardzo dobre spotkanie. Chociaż goście na początku prezentowali się znakomicie, to szybko stracone dwie bramki mocno podcięły im skrzydła. Od tamtej pory Piastunki kontrolowały przebieg spotkania, tworząc mur nie do pokonania. Mur, którego fundament stanowił świetnie grający Jakub Czerwiński.

– Mieliśmy dużo stałych fragmentów gry, ale nie mogliśmy ich wykorzystać. Jakub Czerwiński cały czas stał i praktycznie wszystko wybijał. Szczęście dla Piasta, że mają takiego zawodnika – powiedział po meczu Hubert Matynia, obrońca Pogoni Szczecin.

Trener Waldemar Fornalik zagrał w środku pola trójką defensywnych pomocników, z których najdalej wysuniętym był Tomasz Jodłowiec. Nieco bliżej obrońców ustawieni zostali Tom Hateley oraz Patryk Dziczek. Niecodzienne ustawienie piłkarzy przyniosło oczekiwany efekt. Goście nie potrafili wygrać walki o środek boiska, a sam Jodłowiec zaskoczył niemalże wszystkich, zdobywając dwie bramki.

– Bohaterem jest cały Piast Gliwice, oczywiście tutaj z Tomkiem Jodłowcem na czele, bo zagrał świetny mecz. Wszyscy byliśmy bardzo dobrze dysponowani, zagraliśmy na wysokim poziomie i Pogoń nie miała nic do powiedzenia. (…) Szczecinianie zaczęli odważnie i na szczęście skuteczność nie zawiodła, dzięki czemu zdobyliśmy trzy bramki – zauważył Jakub Czerwiński, obrońca Piasta Gliwice.

Piastunki rozegrały jeden z najlepszych meczów w sezonie i w końcu wygrały z drużyną z górnej części tabeli. Wcześniej ta sztuka udała im się zaledwie raz, kiedy na początku listopada pokonali u siebie Wisłę Kraków 2:0. Co prawda z Pogonią w pierwszym meczu bieżącego sezonu również wygrali, ale wtedy o szczecinianach nie można było powiedzieć dobrego słowa. Teraz Portowcy przystępowali do spotkania jako faworyci. Mieli za sobą cztery wygrane z rzędu, które poparte były ładnym dla oka, ofensywnym futbolem. Teraz też próbowali kontrolować przebieg gry, atakować, ale gliwiczanie znaleźli sposób na rozpędzoną Pogoń i konsekwentną grą nie dali rywalom szans.

– W pierwszych minutach nie czuliśmy się słabsi, tylko mocniejsi, a Piast strzelał bramki. (…) Wydaje mi się, że to nie była jakaś obniżka formy. Po prostu Piast strzelał, my nie. Nie było chyba widać w meczu, że jesteśmy wielce słabszą drużyną. Szkoda po prostu, że te dwie pierwsze bramki straciliśmy i jakby Piast ułożył sobie mecz, bo cofnął się też troszeczkę do defensywy, a my staraliśmy się coś ugrać – wskazał Hubert Matynia.

– Na pewno były jakieś problemy, nie zagraliśmy jakiegoś rewelacyjnego meczu i może z tego to się wzięło. Brakowało konsekwencji, może większego skupienia i niestety przegraliśmy – powiedział z kolei obrońca Pogoni Mariusz Malec.

Teraz Piast będzie musiał udowodnić, że zwycięstwo z Pogonią nie jest „wypadkiem przy pracy” i jest on w stanie na poważnie powalczyć o miejsce na podium. W tym roku czekają gliwiczan jeszcze trzy spotkania. Najpierw zmierzą się oni z dość słabym w tym sezonie Zagłębiem Lubin, a później przyjdzie czas na mecze z Legią Warszawa i Jagiellonią Białystok. I to starcia z ostatnimi dwoma rywalami pokażą, w jakim miejscu są Piastunki.

Mateusz Rzepecki/Sport.RIRM

drukuj