fot. pzpn.pl

Euro 2016. Droga do Francji – część III

Reprezentacja Polski po raz trzeci w historii wystąpi w finałach piłkarskich mistrzostw Europy. Można by powiedzieć, że droga do Francji była wyboista i trudna, ale zwieńczona zasłużonym sukcesem. Białoczerwoni wywalczyli awans w niesamowitym stylu z królem strzelców eliminacji, najlepszym asystentem i wspaniałym bilansem bramkowym (33:10). Przyjrzyjmy się zatem wspaniałej i pełnej wiraży drodze, jaką pokonała drużyna Adama Nawałki w przeciągu niespełna dwóch lat, aby znaleźć się nad Lazurowym Wybrzeżem. A działo się mnóstwo.


Nerwowy finisz

We wrześniu ubiegłego roku przyszedł czas na najważniejszy z polskiej perspektywy mecz. Wyjazdowe, rewanżowe spotkanie z Niemcami. Nasi zachodni sąsiedzi po porażce w Warszawie przez następną część eliminacji sprawiali wrażenie lekko oszołomionych –  potrafili np. zaledwie zremisować przed własną publicznością z Irlandią (1:1),  tracąc gola w doliczonym czasie gry. Do konfrontacji z biało-czerwonymi podchodzili z zupełnie innym nastawieniem. Na boisku znowu zabrakło asa z Dortmundu – Marco Reusa. Nam dokuczał brak dobrze dysponowanego Jakuba Błaszczykowskiego, który właśnie zmienił klub na Fiorentinę, w której mógł bardziej liczyć na regularne występy. Z powodu kontuzji nie zagrał również Artur Jędrzejczyk, a Paweł Olkowski nie był w pełni dysponowany.

Mecz fatalnie rozpoczął się dla naszego zespołu. Już w 13. minucie prowadzenie Niemcom dał Thomas Mueller, a kilka minut później uśpioną obronę ośmieszył Mario Goetze. Polacy potrzebowali impulsu i taki otrzymali, oczywiście za Niemcy - Polskasprawą Roberta Lewandowskiego, który strzelił swoją dziesiątą bramkę w eliminacjach. Po fantastycznym rozegraniu piłki przez Arkadiusza Milika, ekwilibrystycznie zewnętrzną częścią stopy dośrodkował Kamil Grosicki, a „Lewy” uderzeniem głową skutecznie zwieńczył akcję. Wydawało się, że to doda skrzydeł biało-czerwonym, bo jak wiadomo, nie ma nic lepszego niż bramka do szatni. Jednak nie udało się. Polaków dobił w 82. minucie Goetze, a my musieliśmy się martwić sytuacją w grupie, która nieco się skomplikowała. Bardzo korzystny dla nas remis w pojedynku wyspiarskich reprezentacji z poprzedniej kolejki, dawał nam jednak przewagę trzech punktów nad trzecią w stawce Irlandią oraz pięciu nad Szkocją.

I to od meczu z drużyną Gordona Strachana w dużej mierze zależało, czy wejdziemy bezpośrednio do finałów we Francji. Na zgrupowanie, poprzedzające konfrontację z ekipą z Wysp Brytyjskich, trener Nawałka miał już świetnie dysponowanego i sprawdzonego lewego obrońcę – Macieja Rybusa. Sam wywołany twierdził, że gra z tyłu nie stanowi dla niego problemu, bo ustawiano go już tak w klubie. Trochę wątpliwości stanowił występ Michała Pazdana, którego Legia niezbyt dobrze spisywała się w lidze. Błyszczał za to Jakub Błaszczykowski, który powoli odradzał się w drużynie z Florencji.

To spotkanie było zupełnym przeciwieństwem, jeżeli można pokusić się o takie porównanie, pierwszej połowy z Niemcami. Zaczęliśmy od mocnego uderzenia: upłynęło zaledwie 180 sekund i prostopadłe podanie od Arkadiusza Milika wykorzystał Robert Lewandowski. Polacy grali pięknie, dobrze operowali piłką w środkowej strefie boiska, szanowali i biegali bez niej. Selekcjoner w pomeczowej konferencji mówił: „(…) momentami graliśmy najlepszy mecz w tych eliminacjach”. Jednak zabrakło pójścia za ciosem i podwyższenia wyniku, co bardziej uspokoiłoby poczynania biało-czerwonych. Najpierw w futbolówkę nie trafił Lewandowski, później genialnego podania od napastnika Bayernu nie wykorzystał Błaszczykowski.

A jak mówi stare piłkarskie porzekadło: „Niewykorzystane sytuacje się mszczą”. I tak było i tym razem. W 45. minucie Matt Ritchie popisał się potężną bombą z trzydziestu metrów, nie dając żadnych szans na skuteczną interwencję Łukaszowi Fabiańskiemu. Po przerwie obraz gry zmienił się diametralnie. Wyspiarze napierali – gol do szatni, własne boisko i świadomość, że tylko wygrana może podtrzymać ich nadzieje na awans dodawały im skrzydeł. Akcja za akcję: nie wykorzystał Milik, strzelił Steven Fletcher. I tak tradycyjnie w spotkaniu ze Szkocją musieliśmy odrabiać straty. Wtedy to bardzo brutalnie grający tamtego wieczoru Scott Brown sfaulował Arkadiusza Milika, a ten zasygnalizował nie możność dalszej gry.

Polacy musieli sobie radzić bez młodziutkiego playmakera, a Szkoci twardo się bronili. Na ławce również znalazł się Rybus z powodu odnowienia urazu, trener zmienił także Kubę. Dramaturgii meczu dodały wieści z Dublina, gdzie Irlandczycy wygrywali z Niemcami po trafieniu Shane’a Longa. Biało-czerwoni grali swoje i w końcu doczekali się upragnionego gola. Horror zakończył się happy endem. W ostatniej akcji meczu, po lekkim dośrodkowaniu Kamila Grosickiego z rzutu wolnego, odbicie od wewnętrznej strony słupka zauważył Lewandowski, który najszybciej dopadł do piłki i ofiarnym wślizgiem wpakował futbolówkę do pustej już bramki. Szkoci byli w szoku. Jedna akcja zakończyła ich marzenia o awansie do francuskiego turnieju. My za to mogliśmy się martwić „jedynie” urazami Milika i Rybusa, które okazały się na tyle poważne, że wykluczyły ich z decydującego spotkania z Irlandią. Zagrać także nie mógł Tomasz Jodłowiec.

Marzenia się spełniły

Trener znowu zestawił mocno przetasowaną jedenastkę, na pozycji ofensywnego pomocnika ustawiając Krzysztofa Mączyńskiego, a za nim Karola Linetty’ego i Grzegorza Krychowiaka. Gracz Lecha Poznań poprzednie mecze obserwował z wysokości trybun, lecz trener nie zawahał się go wstawić do podstawowego składu na najważniejszy pojedynek eliminacji. To tylko pokazało, jak silny jest polski zespół, jak dobrze jest zgrany. I udowodnił to na boisku, od początku grając dynamicznie i kombinacyjnie. Zagraniczne media pisały po meczu, że: „Biało-czerwoni w końcu grali widowiskową piłkę”, z czym nie trudno było się zgodzić. Od początku narzuciliśmy własne tempo, co zaowocowało rzutem rożnym w 13. minucie i cudownym, wyćwiczonym na treningach strzałem spoza pola karnego w wykonaniu Krychowiaka. 1:0!

Nie zdążyliśmy się jeszcze nacieszyć z prowadzenia, a już po wznowieniu gry sędzia z Turcji podyktował rzut karny dla Irlandczyków. Michał Pazdan w stylu kung-fu zderzył się z wyskakującym do główki Shanem Longiem. „Jedenastka” o tyle kontrowersyjna, że faulowany stał tuż za linią pola szesnastu metrów. Karnego pewnie wykorzystał Jonathan Walters. „Orły” Nawałki nie poddały się i dalej konsekwentnie dążyły do odzyskania prowadzenia. Z minuty na minutę na prawym skrzydle rozkręcał się Paweł Olkowski, który tego wieczoru bardzo dobrze rozumiał się z Mączyńskim. Ten tuż przed przerwą dośrodkował pole karne rywali, gdzie piłkę atomowym uderzeniem głową do siatki wbił Robert Lewandowski. Eksplozja radości na Stadionie Narodowym była ogromna.

Gol do szatni uspokoił polską reprezentację, dzięki czemu miała możliwość mądrego rozgrywania futbolówki i ataków. Łukasz FabiańskiTak, jak z 65. minuty, gdy Kamil Grosicki po podaniu od Grzegorza Krychowiaka nieznacznie przestrzelił. Napięcie nie malało, a swoje okazje mieli też Irlandczycy. Na szczęście, pewnie między słupkami spisywał się Łukasz Fabiański, który m. in. obronił główkę Johna O’Shea. Adam Nawałka przeprowadzał mądre zmiany, wprowadzając pod koniec spotkania piątego obrońcę (za Mączyńskiego) i wzmacniając skrzydła Jakubem Błaszczykowskim oraz Sławomirem Peszką. Polacy dowieźli korzystny wynik (2:1) do ostatniego gwizdka sędziego, dzięki czemu mogli cieszyć się z awansu do finałów mistrzostw Europy we Francji.

Vive la Pologne! Nous arrivons en France 2016 !

Egzamin zdali nie tylko piłkarze, ich wiara w siebie, wzajemne wsparcie i rodzinna atmosfera jaką stworzyli. Najważniejszy, bo trenerski, był egzamin „pomysłu” prezesa Zbigniewa Bońka, który postawił na swojego kolegę, rekomendując jego skromność, pracowitość, pasję i poświęcenie. Dzisiaj kadra jest naszym dobrem narodowym, powodem do dumy. Możemy i powinniśmy mierzyć się z najlepszymi, gdyż przecież już takich ogrywaliśmy. Polska powinna być dumna z Adama Nawałki – skromnego krakowianina, który poukładał wszystkie puzzle w wspaniałą całość.

12 października 2015 roku, w hotelu reprezentacji Polski, Zbigniew Boniek oficjalnie poinformował o przedłużeniu umowy z selekcjonerem naszej kadry narodowej do końca Euro 2016. Powolnymi krokami szliśmy do przodu i efektem tego była zwycięska wiktoria z Irlandią. „Morale, duch drużyny, determinacja oraz waleczność na bardzo wysokim poziomie pozwoliła nam postawić stempel na awansie” – mówił tuż po awansie Adam Nawałka. To chyba najlepsze podsumowanie jakże udanych dla biało-czerwonych eliminacji.

Sport.RIRM

drukuj