fot. PAP

Ekstraklasa: Wyścig żółwi cz.2

Bardzo trudno podsumować rundę jesienną w wykonaniu ośmiu pierwszych zespołów. Tak naprawdę o każdej z tych drużyn można by napisać osobny tekst. Nie zmienia to jednak tytułu podsumowania pierwszej rundy rozgrywek naszej „kochanej” Ekstraklasy. Spróbujmy obejrzeć mecz w Premier League i przełączmy się na polskie boiska, a różnica nie umknie nawet mało obytym znawcą piłkarskim. Może nawet nie jesteśmy nawet świadkami wyścigu żółwi ale raczej ślimaków. Nie zmienia to faktu, że jest o czym pisać i do tej naszej prawie podwórkowej rywalizacji przez te dwa miesiące będziemy tęsknić – równocześnie śmiejąc się z niej i narzekając na poziom prezentowany przez piłkarzy.

Zacznijmy jednak od początku (znaczy od środka). Ósme miejsce w czasie zimowej przerwy zajmować będą piłkarze Jagielloni Białystok. Po zatrudnieniu Piotra Stokowca na najbardziej wschodnim stadionie Ekstraklasy liczono chyba na więcej. Ale czy Jagiellonia rozczarowała? Raczej nie, brakowało w niektórych spotkaniach szczęścia czy większego zaangażowania ale zdarzyły się i wygrywane nawet po 5:2 z wyżej notowanymi rywalami po których kibice ekipy z Podlasia byli dumni ze swoich idoli. Quintana, Plizga i spółka pod wodzą Stokowca są zdolni do wszystkiego. Na wiosnę mogą powalczyć o czołowe miejsca albo ledwie zmieścić się w ósemce wszystko jest możliwe i wszystko zależy od nich.

Cracovia Kraków wróciła we właściwe ręce trochę dziurawe w obronie ale ciągle patrzące do przodu. Wojciech Stawowy po raz kolejny pokazuje, że ekipa „Pasów” zasługuje na coś więcej niż ciągła walka o utrzymanie. Ale czy tylko jeden trener w Polsce sprawdza się w prowadzeniu drugiego z krakowskich zespołów? Siódme miejsce ale aż 34 stracone bramki przy 31 strzelonych. Czego się nie robi dla dobra widowiska, kibice na pewno są dumni z takiego zespołu, który w tej rundzie zapadł w pamięci wieloma nieprawdopodobnymi spotkaniami. Chociażby te cztery słupki i to jednego zawodnika w przegranym 1:6 spotkaniu z Lechem Poznań. Dwie bramki Kosanovica do tej właściwej sitaki i jedna ale ta decydująca na 2:3 do niewłaściwej. Dużo by można pisać, pewno jest jedno Cracovia nawet najnudniej zapowiadające się spotkanie potrafi zamienić w dobre widowisko.

Kiedy osoby decyzyjne w Pogoni Szczecin oddały prowadzenie swojego zespołu Dariuszowi Wdowczykowi wielu się dziwiło. Za trenerem tym ciągną się przecież wizyty u wrocławskich prokuratorów i to nie w formie świadka. Pomijając powrót Wdowczyka z zawieszenia i to jak kontrowersyjnym jest szkoleniowcem zatrudnianie go opłaciło się. Szóste miejsce po rundzie jesiennej należałoby nazwać dużym sukcesem „Portowców”. Wyróżnić oprócz szkoleniowca należałoby również napastnika Marcina Robaka i podwójny japoński zaciąg –całkiem dobrych pomocników- czyli: Takafumi Akahoshi i Takuya Murayama.

Sensacją jeszcze większą jest, aż piąte miejsce zajmowane przez Ruch Chorzów. Po fatalnym poprzednim sezonie kiedy ekipa ta walczyła o utrzymanie nikt nie stawiał ich w gronie bijącym się o pucharu. Tak wysokie miejsce drużyna ze Śląska osiągnęła po cichu, nie zapadając niczym szczególnym. Po prostu robili swoje ciułając punkcik po punkciku.

Kolejne miejsce w górę tabeli i Lech Poznań. Przed sezonem tylko im wróżono możliwość zagrożenia Legi i włączenie się w walkę o mistrzostwo. Co z tego na razie wyszło? Zaczęło się fatalnie, pomijając nawet kompromitujące puchary, to i w lidze tych upokorzeń nie zabrakło. Ale z takim składem i potencjałem nie mogło trwać to wiecznie. Chyba, że piłkarze rzeczywiście grali by przeciw trenerowi Rumakowi. Miejsce czwarte jest dobre do ataku majstra ale cała runda wiosenna musi wyglądać jak końcówka tej minionej. Może wtedy wreszcie uda się na Rumaku wjechać po mistrzostwo. Jeżeli nie to w następnym sezonie mamy jedną pewną zmianę na ławce „Kolejorza”.
Miała walczyć o utrzymanie, albo ledwo zakwalifikować się do najlepszej ósemki. A po 21 kolejkach Wisłą Kraków Franciszka Smudy jest trzecia. Byłą najdłużej nie przegrywającą drużyną w lidze. Ma najlepszą obronę, prawdopodobnie też bramkarza i głównego kandydata na króla strzelców. Smuda w co większość wątpiła znowu czyni cuda. Jeżeli właściciel sypnie groszem, a Głowacki, Brożek i Garguła zachowają formę rywale naprawdę powinni się obawiać Wisły nie tylko na jej stadionie.

Drugie miejsce należy do rewelacyjnego Nakoulmy i Zachary czyli Górnika Zabrze. To głównie zasługa trenera już reprezentacji czyli Adama Nawałki. Ale warto podkreślić, że nowy szkoleniowiec Ryszard Wieczorek nie psuje i Górnik utrzymuje się na fali. Drugą młodość w ekipie z Zabrza przeżywa nie chciany W Krakowie Radosław Sobolewski. Zresztą co pokazuje kilka spotkań wygranych w ostatniej chwili 3:2 cała drużyna jest jak Sobolewski: niezłomna i nad wyraz w ekstraklasie waleczna.

Lider – czyli tu się nic nie zmienia. Legia Warszawa pewnie sześciu porażek zdąża (na pewno nie biegnie) po obronę mistrzowskiego tytułu. Można dostawać lanie w Europie ale na polską ekstraklasę wystarczy szeroka ławka rezerwowych i kilka utartych schematów. Nie zmienia to faktu, że trenerem tej ekipy od paru dni nie jest już Jan Urban. Czyli właściciele dostrzegli, że czegoś ich drużynie brakuje i podbój własnego podwórka to nie szczyt ich marzeń. Kibice z zaciekawieniem czekać będą na wiosnę, chcąc zobaczyć co w roli szkoleniowca „Wojskowych” pokarze były gracz Manchesteru United Heling Berg.

Sport/RIRM

drukuj