fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Ekstraklasa. Lechia solidnie broni pozycji lidera

Lechia Gdańsk ma jedną z najlepszych defensyw w Lotto Ekstraklasie. Do tej pory w czternastu kolejkach podopieczni Piotra Stokowca stracili zaledwie piętnaście bramek. Równie dobrym wynikiem może poszczycić się jedynie Jagiellonia Białystok i Korona Kielce.


Spotkanie Lecha Poznań z Lechią Gdańsk udowodniło dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest brak pomysłu na grę Kolejorza. Drugą – obronę zawodników prowadzonych przez Piotra Stokowca w bieżących rozgrywkach ciężko jest przejść [więcej o tym meczu również tutaj].

Przed spotkaniem niektórzy mówili, że wcale z defensywą Lechii tak dobrze nie jest. W końcu na jej środku gra dwóch zawodników, którym dość często przytrafiają się głupie błędy. Jednak zarówno Błażej Augustyn, jak i Michał Nalepa w meczu z Kolejorzem udowodnili, że kierować defensywą potrafią. W Poznaniu obaj panowie bardzo dobrze się komunikowali, dzięki czemu ustawienie całej formacji obronnej prezentowało się solidnie. Kiedy było ono łamane, to Augustyn pokrzykiwał na kolegów z zespołu, wyznaczając linię, w której powinni się ustawić. Wszystko było więc skrupulatnie pilnowane.

Zatrzymując się na chwilę przy Błażeju Augustynie, trzeba powiedzieć, że w meczu z Lechem  bardzo dobrze przewidywał ruchy przeciwników. Zachowywał przy tym spokojną głowę, wyczekując na podjęcie działania przez rywala, mającego przy nodze piłkę. Mówiąc w piłkarskim żargonie, obrońca po prostu „nie dawał się robić na raz”. Nieco problemów przynosiły mu pojedynki biegowe, np. z Joao Amaralem, ale tych było jak na lekarstwo. Częściej poznaniacy musieli walczyć o górne piłki, albo próbowali poradzić sobie z rozgrywaniem futbolówki z przeciwnikiem na plecach. Nie było to łatwe zadanie. Dość powiedzieć, że Christian Gytkjaer, który dobrze odnajduje się w fizycznej walce z rywalami, nie zaistniał w tym spotkaniu.

W drugiej połowie Lechia widocznie cofnęła się do obrony. Dzięki temu można było zaobserwować w pełni jej działania defensywne. Oddanie pola gry Kolejorzowi nie sprawiło, że gospodarze wypracowywali sobie więcej akcji ofensywnych. Lech próbował, ale spotykał się ze ścianą nie do przejścia. Przykładem może być tu próba wyprowadzenia szybkiego kontrataku przez (jeszcze wtedy) podopiecznych Ivana Djurdjevicia. Atak ten zakończył się zanim na dobre się rozpoczął. Dobry powrót zanotował wtedy Daniel Łukasik, który wymusił niedokładne zagranie. Lech próbował kontynuować akcje, ale atak spowolnił na tyle, że wszyscy przyjezdni zdążyli się wrócić na swoje pozycje i zażegnać niebezpieczeństwo. Sam Łukasik również zasługuje na wyróżnienie. Pomocnik przez cały mecz wspomagał kolegów z obrony, tworząc w środku strefę nie do przejścia.

Czasem brakowało w tym wszystkim spokojnego wyprowadzenia piłki. Obrońcy bali się podjąć ryzyko i wybijali futbolówkę daleko od własnej bramki. Trener najwidoczniej stwierdził, że nie było warto podejmować takiego ryzyka.

Trzeba na koniec zaznaczyć, że Lechia w ofensywie nie zagrała fenomenalnego spotkania. Goście wykorzystali nieporadność rywali w obronie i bardzo solidnie bronili wyniku. Solidność – tylko albo i aż – na razie jest wystarczająca, by przewodzić w tabeli Lotto Ekstraklasy.

Sport.RIRM

drukuj