fot. PAP/Leszek Szymański

Ekstraklasa. Fajerwerki na trybunach, na murawie bawiły się tylko Pasy

Obyło się bez wzajemnego ostrzeliwania się, choć fajerwerki pojawiły się na trybunach przy Łazienkowskiej. Na murawie również, ale tylko po stronie Cracovii, bo Legia nie wyciągnęła nawet zimnych ogni, dwa gole Javiego Hernandeza i zamieszenie z wyrzuceniem z boiska Williama Remy’ego. W Warszawie działo się wiele. Efekt? Zwycięstwo Pasów (2:0), którzy zadomowili się w czołowej „ósemce” tabeli i czteropunktowa strata Wojskowych do liderującej Lechii.


Kibice z Warszawy uczcili powrót Ekstraklasy na tyle hucznie, pojawiły się race i fajerwerki, że spotkanie rozpoczęło się z około dziesięciominutowym opóźnieniem. Na murawie tak kolorowo, jak na trybunach, już jednak nie było. Legia dominowała w statystyce posiadania piłki, ale to Cracovia częściej dochodziła do sytuacji strzeleckich. Znakomitą, w pierwszych fragmentach gry, zmarnował Airam Cabrera. Hiszpan otrzymał idealne podanie i stanął „oko w” oko z Radosławem Majeckim. Nagrodzony przed spotkaniem wyróżnieniem dla najlepszego młodego zawodnika ligi w grudniu bramkarz zdołał jednak uchronić swój zespół przed stratą gola.

By Legioniści odpowiedzieli równie groźną akcją, krakowianie musieli pomóc im własnym błędem. Strata piłki na skrzydle skończyła się bezproblemowym wejściem w pole karne i stworzeniem okazji Dominikowi Nagy’emu. Ten, mając przed sobą jedynie Michala Peskovicia, również nie zdołał wpisać się nie listę strzelców. Obu pogodził Javi Hernandez, który najwyraźniej stwierdził, że jak już strzelać to hurtowo i w cztery minuty dwukrotnie trafił do siatki. Najpierw wykorzystał wycofanie Mateusza Wdowiaka i spokojnie przymierzył w długi róg bramki, a następnie z kilku metrów wykończył dogranie Michala Siplaka.

Po przerwie atmosfera była gorąca. Idealną sytuację zmarnował Mateusz Wdowiak. Skrzydłowy Pasów uniknął spalonego i miał przed sobą mnóstwo miejsca. Niemal wszystko zrobił idealnie, bo z łatwością położył na ziemi Radosława Majeckiego. Gdy przyszedł czas na finalizację akcji jak z podziemi wyrósł William Remy, który uratował swój zespół. Po interwencji VAR arbiter wskazał na wapno i pokazał aż cztery żółte kartki w związku z przepychanką mającą miejsce po akcji przyjezdnych. Do piłki ustawionej na wapnie podszedł natomiast Airam Cabrera. Do szczęścia zabrakło centymetrów, bo hiszpański napastnik trafił w słupek.

Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry dzisiejszą formę Legii podsumował William Remy. W przypływie frustracji nadepnął na leżącego rywala, za co zobaczył drugie żółtko i opuścił plac gry. Do akcji wkroczył niezawodny VAR. Arbiter po weryfikacji zalecił powrót Williama Remy’ego na murawę, by żółtą kartkę anulować. Szybko jednak zgasił przypływ euforii, pokazując bezpośredni czerwony kartonik. Gra w osłabieniu zmotywowała Wojskowych do podjęcia większego wysiłku. W krótkim czasie stworzyli sobie trzy dobre okazje. Z dystansu próbowali Iuri Medeiros i Carlitos Lopez, a nieznacznie niecelnie „główkował” Artur Jędrzejczyk.

Legia plasuje się na drugim miejscu w tabeli ze stratą czterech oczek do pierwszej Lechii Gdańsk. Cracovia ugruntowała swoją pozycję w pierwszej „ósemce”. Na chwilę obecną zamyka stawkę w grupie mistrzowskiej.

***

Legia Warszawa – Cracovia 0:2 (0:2)
Javi Hernandez 38’ 42’

Legia: Radosław Majecki – Adam Hlousek, William Remy, Artur Jędrzejczyk, Marko Vesović – Cafu, Andre Martins – Dominik Nagy (Iuri Medeiros), Salvador Agra (46’ Carlitos Lopez), Sebastian Szymański – Sandro Kulenović (67’ Jarosław Niezgoda)

Cracovia: Michal Pesković – Cornel Rapa, Michał Helik, Ołeksij Dytjatjew, Michal Siplak – Janusz Gol, Damian Dąbrowski (90’ Bojan Cecarić) – Mateusz Wdowiak (90’ Milan Dimun), Javier Hernandez, Sergiu Hanca – Airam Cabrera (90’ Filip Piszczek)

Żółte kartki: Adam Hlousek, Radosław Majecki, William Remy, Marko Vesović (Legia) oraz Michał Helik, Airam Cabrera, Filip Piszczek, Sergiu Hanca, Michal Pesković (Cracovia)

Czerwona kartka: William Remy 74’ (Legia)

Sport.RIRM

drukuj