Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Zła wola

Pismo św. mówi o „dobrej woli” (eudokia, Łk 2, l4; Flp 1, 15) i przeciwstawia ją „złej woli” (Syr 6, 2; 2 Tm 2, 26; 1 P 2, 15). Wola dobra to szczere, życzliwe i bezstronne otwarcie na prawdę, dobro i na świat innych osób. Natomiast wola zła to nieszczerość, podstępność, zamknięcie na obiektywną prawdę i dobro, postawa traktowania innych jako narzędzie dla osiągania własnych korzyści, choćby z ich szkodą, i w ogóle jakieś niewytłumaczalne, jakby demoniczne czynienie zła, czy to fizycznego, czy moralnego.

Audio MP3
Pobierz

Zła wola może być w osobie jednostkowej, ale też może się gnieździć w całych społecznościach, w klasach, partiach i państwach. Zła wola była źródłem zła i grzechu od początku, ale w dzisiejszym ateizującym świecie  nasila się i szerzy w sposób zatrważający, tak że niemal zagłusza dobrą wolę i miłość ludzką. Uwidacznia się bardzo zwłaszcza w sytuacji odrzucenia Boga i Jego woli.

Zła wola wobec drugiego człowieka

Wszelkie życie międzyludzkie bazuje na dobrej woli wobec drugiego człowieka, jako jednostki i jako społeczności. Jednak studiując historię powszechną, uderzamy o coś straszliwego i niewytłumaczalnego. Dla człowieka jest konieczny drugi człowiek i jest on najwyższą wartością, ale jednocześnie może być największym wrogiem i uosobieniem antywartości. Wśród istot niższych jeden gatunek walczy z drugim o przestrzeń życiową, ale jeden i ten sam gatunek nie walczy sam ze sobą na śmierć i życie. A oto w gatunku człowieka tak się dzieje, że jego historia to jedna gigantyczna walka jednostki z jednostką, rodu z rodem, plemienia z plemieniem, klasy z klasą, narodu z narodem, państwa z państwem, imperium z imperium. I ta walka dochodzi często do postaci krwawej: mordowanie, rzezie, wyniszczanie – nie tylko w celu zdobycia pożywienia, dóbr materialnych, łupu, ale przede wszystkim dla zdobycia władzy nad drugimi i narzucenia im swojego świata i co gorsze, czasami jakby z jakiegoś instynktu diabelskiego, dla zabijania drugiego dla samej żądzy zabijania. Jest to chyba ów pierworodny grzech ludzkości.

Jest to jakiś w szerokim znaczeniu kanibalizm. Walka ta toczy się od symbolicznego Kaina na wszystkich poziomach: na poziomie biologicznym, gospodarczym, społecznym, kulturowym, politycznym, duchowym i religijnym. Przy tym walki krwawe mają dziś swoją mutację pozamilitarną w postaci rzezi aborcyjnej, w in vitro, w eutanazji, odmawianiu leczenia i we wszelkim gnębieniu przyprawiającym o śmierć. Są też kainici, świadomi lub nieświadomi, w samochodach, w gangach, na stadionach, na ulicach, w mafiach, w rozmaity sposób uzależnionych i uzależniających innych, w różnego rodzaju deprawatorach młodzieży. Swoistą wojnę zabójczą prowadzą też różnego rodzaju światopoglądy i kierunki umysłowe i kulturowe, wyrastające ze złej woli wobec drugiego człowieka. Widział to już św. Paweł i wśród pierwszych chrześcijan: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli” (Ga 5, 15).

Zła wola wobec Boga i religii

Zabijanie każdego rodzaju, czy to fizyczne, czy to duchowe, wynika ze złej woli wobec Boga. Zła wola może się wywodzić ze złego wychowania, jak w hitleryzmie, bolszewizmie, skrajnym liberalizmie, w złych organizacjach. Ale zła wola względem Boga i religii może się zrodzić i gdzie indziej, gdy mają miejsce ciężkie grzechy seksualne, nienawiść i skrajna pycha. Bywa właśnie, że notoryczny i ciężki grzesznik, nawet człowiek religijny, zamiast prosić Boga o miłosierne przebaczenie, albo „obwinia” Go, że „istnieje”, albo że dał zakaz takiego postępowania, albo że Kościół zmanipulował przykazanie. Właśnie zła wola nigdy nie przyzna się do grzechu, co widać nawet u wielkich morderców politycznych.

Zastanawiające jest u nas to jakieś wyżywanie się brutalne w internecie, w mediach, literaturze, a nawet sztuce w postaci lżenia Boga, Chrystusa, Kościoła, duchowieństwa, religijności katolickiej, nie żeby uzyskać naszą poprawę, lecz jakby z jakiegoś psychicznego przymusu, żeby lżyć i opluwać świętości, ludzi i także Polskę wierzącą w Boga. Jeśli ktoś tego wszystkiego nie uznaje, to jego sprawa, ale dlaczego ciągle napada, lży i poniewiera? Nie ma się czym zająć? Czymś twórczym? Na przykład, ile dobrego mogłaby zrobić „Gazeta Wyborcza”, tak opiniotwórcza dla społeczeństwa polskiego, dla naszej kultury i moralności społecznej, a ona nic, tylko atakuje nieustannie o. Tadeusza Rydzyka, przy czym jest to tylko kamuflaż, gdyż właściwie chodzi o cały Kościół, o Kościół polski prawowierny, o klasyczną Polskę i o typ żywej religijności. Przecież to jest zła wola i jakby chodziło o umyślne wzbudzenie antysemityzmu wśród katolików polskich.

Trzeba też powiedzieć, że zupełnie niechrześcijańskie jest żądanie, nawet i ze strony niektórych ciasnych rygorystów katolickich, żeby tajne grzechy duchownych i wyżej postawionych katolików świeckich ujawniać – i to przez media – całemu państwu i całemu światu tylko dlatego, że to dotyczy Kościoła katolickiego. Grzech musi być potępiony i wykluczony na przyszłość, ale Chrystus dał Kościołowi sakrament pokuty, sakrament miłosierdzia i odpuszczenie grzechów, jeśli winowajca się nawróci. Bóg dał wielką łaskę św. Faustynie i bł. Janowi Pawłowi II, że podnieśli dziś tak wysoko miłosierdzie Boże wobec całego świata. To jest największy dar Chrystusa dla dzisiejszego świata: miłosierdzie, nie potępienie na zawsze. Wprawdzie w pierwszych wiekach w niektórych Kościołach lokalnych wprowadzano publiczną i bardzo upokarzającą pokutę w worach pokutnych przed kościołami za tzw. peccata capitalia – grzechy główne, ale szybko z tego zrezygnowano, gdyż było to niezgodne z duchem Chrystusa miłosiernego. I może w dawnych czasach pokuta publiczna pokutnika nie zabijała społecznie, ale dziś by już zabijała na zawsze. Dopiero grzechy jawne lub dowiedzione poza spowiedzią podpadają pod sądy państwowe. Jakże niechrześcijańscy są ci ludzie, którzy domagają się, by kapłan donosił na niektórych grzeszników ze spowiedzi państwu, jak nakazywał popom imperator rosyjski Piotr Wielki. W takim przypadku spowiedź uszna i tajemnica spowiedzi byłyby wielkim przestępstwem. Kościół nie jest od zabijania ludzi duchowo, lecz ich odradzania. Mieli swoje grzechy i św. Paweł, i św. Augustyn, i św. Franciszek z Asyżu, a po nawróceniu stali się filarami Kościoła. I św. Piotr zaparł się Chrystusa, a został głową Kościoła na ziemi. Jest to nieskończona wielkość łaski Bożej i objawienie potęgi Bożej, która ze słabego człowieka czyni giganta chrześcijańskiego. Tymczasem niektórzy rygoryści sekciarscy nie rozumieją istoty Kościoła i łaski, zabiliby ich dzisiaj medialnie i moralnie, kryjąc się faryzejsko często ze swoimi grzechami.

Jest dużo złej woli w popularnych ostatnio oskarżeniach Kościoła o sprzyjanie pedofilii, i tylko jego. A ze spokojem i zrozumieniem świat zachodni przyjął oficjalny manifest w obronie stosunków z nieletnimi, wydany w roku 1960 przez takie osobistości ateistyczne jak: Daniel Cohn-Bendit, Jean Paul Sartre, Jack Lang, Simone de Beauvoir i Michel Foucault (R. Skrzypczak). Manifest taki bowiem dawał sposobność niszczenia katolickiej etyki seksualnej.

Bardzo trudno jest zrozumieć złą wolę katolika i Polaka wobec Kościoła i Ojczyzny. Kiedy byłem w wyższym seminarium duchownym, poznałem w końcu lat 40. starszego kolegę H.L. Był on mało pobożny, ale aktywny, wszędobylski, koleżeński. Ale pewnego dnia donieśli klerykom, byłym partyzantom, że jest on porucznikiem UB i ma za zadanie wytropić byłych partyzantów, którzy się nie ujawnili. Istotnie jednego aresztowano i wywieziono na Sybir. Nie wiedzieliśmy, jak to się stało. Należało na kleryka H.L donieść do rektora. Rektor Tomasz Wilczyński, późniejszy biskup, zażądał dowodów. Ale to groziło śmiercią akowcom. Wtedy rektor wezwał H.L. i nakłonił go do wystąpienia, podając jakieś inne powody. Ów człowiek wystąpił. Ale jeden z profesorów, nie wiedząc, o co chodzi, pomógł mu dostać się do seminarium katowickiego. Tam został wyświęcony i kilka lat pracował jako kapłan na parafii. Jednak w końcu sumienie go ruszyło. Przyznał się biskupowi, kim jest, poprosił o zwolnienie z kapłaństwa, z funkcji kapłańskich i wrócił do UB. Pracował potem w Gdańsku jako zastępca komendanta wojewódzkiego UB w randze podpułkownika. Tam jest pochowany.

Zła wola względem religii prowadzi zawsze do jej prześladowania na różne sposoby. Najokrutniejsze było mordowanie chrześcijan, zwłaszcza kapłanów: w Imperium Rzymskim za niektórych cesarzy, w czasach nowożytnych w niektórych państwach, niedawno w Rosji, na ziemiach opanowanych przez Niemców, w Chinach, w Kambodży, a i w roku 2012 zostało zabitych na świecie ok. 100 tysięcy chrześcijan. Takie same są też zawsze łagodniejsze formy prześladowań. Na przykład za cesarza rzymskiego Juliana Apostaty (361-363) zabierano chrześcijanom ziemie i ładniejsze domy, wyrzucano ich z urzędów, zakazano zgromadzeń i prowadzenia szkół, szerzono oszczerstwa, wspierano odstępców, zwłaszcza kapłanów, oraz herezje i sekty.

Dziś doszły całe organizacje, partie i kierunki umysłowe, które za pomocą także mediów chcą zniszczyć katolicką naukę i świadomość. Działaniom tym przewodzi wiele instytucji ONZ i UE, zwłaszcza po roku 1992. Zwróćmy uwagę choćby na taki drobny szczegół. Zdawało się, że UE, odrzucająca wszystkie znaki chrześcijańskie, pozostawiła jednak z chrześcijaństwa w godle 12 gwiazd, które miały być wzięte z Apokalipsy: „A na jej (Matki Bożej) głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). Tymczasem te gwiazdy to pentagramy masońskie. U nas dużo masonów weszło do rządu po przewrocie majowym. Kiedy zwrócono na to uwagę Piłsudskiemu, odpowiedział, że bez nich będzie miał trudny kontakt z Europą, przede wszystkim w polityce międzynarodowej. Z czasem jednak okazało się, że masoneria szkodzi i Polsce, i Kościołowi polskiemu, więc prezydent Ignacy Mościcki rozwiązał ją przed wojną.

Obecnie jeszcze jeden szczegół. Zdawało się, że zła wola w stosunku do katolickiej Telewizji Trwam – po przyznaniu jej miejsca na multipleksie cyfrowym od końca kwietnia przyszłego roku – już ustała. Tymczasem już teraz nakazano zapłacić za październik ponad milion złotych, choć przecież telewizja jeszcze nie działa. Tak. Umysłowość Polaków jest oddana niemal wyłącznie mediom, które – zachłystnięte europejską demagogią – ciągle poniżają wszystko, co polskie i katolickie. Nastąpiło takie zniewolenie, że nie da się z niego wyjść bez radykalnego przewrotu. Przydałby się i w Kościele jakiś drugi Piotr Duda.

Zła wola wobec prawdy

Zła wola wiąże się jakoś z niechęcią szukania prawdy, z kłamstwem, a nawet przy tym z nielogicznością.

Wyraźnym tego przykładem jest ciągłe powtarzanie przez rządzących w sporach z opozycją lub podwładnymi, że tylko rządzący mają pełną rację, gdyż zostali wybrani demokratycznie i mają większość. Tymczasem byli wybierani demokratycznie i Hitler, i Stalin, i Mao Tse-tung, i Pol Pot. Po prostu rządzący, nawet w większości, mogą być źle wybrani, mogą się okazać niekompetentni, a niekiedy oszukujący wyborców. Takie rzeczy zdarzały się już w demokracji starożytnych Aten.

Pamiętamy, jak w sporze z Kościołem o in vitro prezydent i marszałek Senatu dowodzili, że w państwie rządzi tylko Konstytucja, nie prawo Boże. I ktoś dodawał, że w polityce w ogóle nie obowiązuje moralność. Otóż trzeba rozróżnić: jest prawo Boże objawione, obowiązujące tylko wierzących, np. dotyczące sakramentów, i prawo Boże (lex divina) wszczepione w naturę i istotę człowieka przez Stwórcę, obowiązujące każdego człowieka bez wyjątku, np. nie zabijaj, nie czyń zła, czyń dobro itd. I to prawo stanowione przez Stwórcę nie może być obalane w państwie przez inne prawo, stanowione przez człowieka, np. przez konstytucję sowiecką. Objawienie tylko takie prawa potwierdza, podkreśla, umacnia i poddaje pod sankcje zbawcze. Gdyby było inaczej, to wymienieni wyżej mordercy milionów ludzi byliby moralnie bez skazy, gdyż działali zgodnie z prawem państwowym.

Jak też prezydent Polski mógł powiedzieć 3 maja 2013 r., że ci Polacy, którzy nie chcą oddać Ojczyzny w całości pod rządy UE, są wrogami Konstytucji 3 maja? Chyba że miał na myśli p. VII tej Konstytucji, poddający Polskę po królu Poniatowskim właśnie Niemcowi, a mianowicie elektorowi saskiemu Fryderykowi Augustowi, i to bez uzgodnienia z nim.

Ciekawa jest też wypowiedź premiera w Krynicy, że kryzys do nas „nie wkroczył”, a jednak „pokonaliśmy go” w Polsce. Nie ma dobrej woli w samochwalstwie, że jesteśmy „zieloną wyspą” i że nie mamy kryzysu, gdy cała gospodarka się wali, gdy wydobycie gazu łupkowego w Polsce jest poważnie zagrożone, dług publiczny dochodzi do biliona złotych, wprawdzie 48 tys. obywateli ma ponad milion dolarów, ale co trzecie dziecko cierpi ubóstwo, a co szóste żyje w nędzy, gdy 95 proc. rodzin wielodzietnych też żyje w nędzy, gdy mamy ponad 13 proc. bezrobotnych, a 2,5 mln najbardziej przedsiębiorczych uchodźców za chlebem, gdy chłop nie może sprzedać płodów rolnych, gdy rozwalona jest wyższa kultura, gdy ustawodawstwem rządzą lobbyści i gdy wszyscy tracimy duszę, bo zatruwają ją grasujący coraz liczniej szaleńcy, swobodnie niszczący niemal wszystkie wyższe wartości polskie i ogólnoludzkie. A w tej sytuacji rząd i politycy nie rozmawiają ze społeczeństwem, tylko delektują się swoją władzą dla siebie. Arogancja, niekompetencja, nieudolność i złośliwość wielu ludzi na stanowiskach są przerażające, a etyka została oficjalnie wyrzucona, zgodnie z liberalizmem.

Obniża się ciągle poziom intelektualny i moralny w życiu publicznym, co jest wynikiem doboru złych ludzi na urzędy i stanowiska, a także niskiego poziomu nauczania w szkołach i na uniwersytetach, kiedy studenci ciągną coraz częściej na te uczelnie, które mniej wymagają, a stawiają lepsze stopnie. W ogóle dyscyplina życia społecznego i kulturalnego rozlazła się, do czego przyczynił się liberalizm. Rząd tak dosyć oszukańczo rozmawia z protestującymi związkami zawodowymi: że związki są dziś niepotrzebne, że mają wysokie pensje, że protestują tylko dla własnych korzyści, a nie robotników, że związkowcy nie chcą rozmawiać, podczas gdy właśnie przedstawiciele rządu nie przychodzą na rozmowy lub tylko dyktują arogancko swoje ustalenia, nie słuchając żadnych racji robotników i chłopów, którymi w gruncie rzeczy już gardzą zgodnie z ideologią unijną.

Ateistom państwowym i liberałom bardzo przeszkadza zwarty i mocny Kościół katolicki, który jest popierany przez Naród i przeszkadza zdecydowanie w całkowitym opanowaniu Narodu i zlasowaniu polskości. Toteż obecnie nie tylko hańbią duchowieństwo, ale też wbijają klin między hierarchię polską a Papieża Franciszka, a następnie między Episkopat a duchowieństwo niższe i wreszcie między duszpasterzy a ludzi świeckich. I to wszystko robi się za przyzwoleniem, a nawet niekiedy poparciem rządu PO – PSL i przy poparciu partii ateizujących.

I są niezliczone ilości aktów złej woli u wielu ludzi, niekiedy aktów wprost idiotycznych. KRRiT zwróciła się 8 lipca 2013 r. do Episkopatu, by programy Telewizji Trwam nie były „jednostronne”, co trzeba tłumaczyć, by nie były zawsze katolickie, ale czasami też liberalne lub ateistyczne. Niedawno pewna feministka oświadczyła, że niezabicie dziecka chorego na zespół Downa, choćby tuż przed porodem, to katolickie barbarzyństwo, natomiast jego zabicie jest cywilizowane i humanitarne. Inna feministka na spotkaniu feministek z premierem zaatakowała go, że nie ogłasza, iż wśród ofiar Smoleńska byli też homoseksualiści. Pewien znaczący przedstawiciel PO wołał, że nie wolno Prawu i Sprawiedliwości forsować swoich programów w Sejmie, bo są one partyjne, dopiero Sejm może zgłaszać projekty bezpartyjne. Ale nie zwrócił uwagi, że Sejm to faktycznie tylko partia PO i premier. Albo funkcjonuje też taka teza: jeśli „Solidarność” nie popiera rządu w jakichś sprawach, to wkracza w dziedzinę polityki, jeśli zaś popiera PO, to jest apolityczna. Albo inne zdanie: jeśli ktoś jest przeciwny związkom homoseksualnym lub jest przeciwko in vitro, to wygłasza poglądy subiektywne, jeśli zaś jest za, to wygłasza pogląd obiektywny. Albo: jeśli ktoś z opozycji parlamentarnej odkryje malwersację u jakiegoś koalicjanta i oskarży go, to czyni akt polityczny, jeśli zaś koalicjant oskarży kogoś z opozycji, to czyni to z poczucia praworządności. Podobnych kwiatków intelektualnych jest prawie nieograniczona ilość, zalewają one całą kulturę UE. Tutaj podałem tylko kilka codziennych przykładów.

Zupełnie kabaretowe są natomiast „sentencje” brukselskie. Do szeroko znanych, takich jak: że ślimak jest rybą, marchew owocem, jaka jest dopuszczalna krzywizna banana i inne, dochodzą ciągle nowe, również genialne; nie wolno chodzić tyłem, odległość między szczeblami drabiny dostosować do wieku wspinającego się, nie wolno wdrapywać się na drzewo bez odpowiedniego przeszkolenia, nie wolno gotować mleka dotowanego, potraw nie wolno odgrzewać, należy niszczyć żywność niewykorzystaną, nie wolno jej dawać innym, należy zachować równość liczbową kobiet i mężczyzn w hutach i kopalniach, i we wszystkich ciężkich pracach, nie wolno używać do 18. roku życia terminów rozróżniających płeć, a więc nie wolno mówić „ojcze”, „matko”, tylko „rodzicu”, nie wolno też mówić „dziewczynka”, „chłopiec”, tylko „dziecko”, nie wolno nadawać imion męskich czy żeńskich, lecz nijakie itp.

Liberalizm i jego ideologia na Zachodzie i u nas nie dają sobie rady z chaosem intelektualnym, społecznym, kulturalnym i moralnym. Chaos ten jest wywołany przez odcięcie wolności skrajnej od prawdy, dobra i obiektywizmu. Chaosu tego nie pozwala opanować zła wola, która niszczy wartości osoby ludzkiej. Problemu tego nie dadzą rady rozwiązać całkowicie żadne środki świeckie, zwłaszcza ateistyczne, choć niektórzy próbują przezwyciężyć degradację człowieka przez szał, zabawę i rozkosze. Problem może być rozwiązywany ostatecznie tylko przez dobrą wolę wobec Boga, religii, Kościoła, najwyższych wartości i człowieka jako najwyższego cudu stworzenia.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

drukuj