Trzeba odważnie demaskować zło. Dobro zwycięży

Homilia o. Gabriela Bartoszewskiego OFMCap wygłoszona w katedrze warszawskiej podczas Mszy św. w intencji ofiar katastrofy samolotu rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem

Czcigodni Bracia Kapłani!

Drodzy Członkowie rodzin ofiar smoleńskich razem z Panem Premierem Jarosławem!

Umiłowani Siostry i Bracia!

Ewangelia mówi nam, że Jezus ustanowił apostołów w liczbie dwunastu. Jest to niewątpliwie analogia do dwunastu synów Jakuba, patriarchów ludu Starego Przymierza. Pan Jezus wybrał dwunastu Apostołów, bo mieli oni zostać patriarchami ludu Nowego Przymierza. Ewangelista wymienia ich imiennie. Kolejno po dwóch Pan Jezus wysłał ich po dwóch do różnych miejscowości, by głosili  zbliżanie się Królestwa Bożego.

Ten sposób zapisu przypomina nam, że nie da się być człowiekiem wierzącym całkiem w pojedynkę. Każdemu z nas potrzebna jest jakaś więź w wierze z innymi ludźmi. Każdy z nas potrzebuje jakiejś przynależności do wspólnoty wierzących.

Analogię o wspólnocie apostolskiej przenoszę na naszą wspólnotę modlitewną w tej katedrze, trwającą już od 39 miesięcy. Nasza liturgiczna liczna wspólnota, w której stale uczestniczymy wraz z członkami rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, odczuwa szczególną duchową więź wspólnoty. Tu, w katedrze warszawskiej, dajemy świadectwo wiary i wzajemnej miłości. Tu nasza wspólnota realizuje się w Eucharystii i poprzez Eucharystię.

To tam właśnie, w Katyniu, przed trzema laty, przy grobach naszych męczeńskich rodaków wszystko miało się zacząć od Eucharystii, od komunii z Jezusem Chrystusem. Z tego względu w oficjalnej delegacji był obecny biskup polowy Wojska Polskiego, był kapelan prezydenta, było jeszcze siedmiu kapłanów, byli też ordynariusze polowi: prawosławny i ewangelicki.

Imię Jezusa Zbawiciela było w samolocie obecne z racji na samą misję. Nasi rodacy, podróżując, byli na służbie, na służbie Rzeczpospolitej, w trosce o pamięć historyczną, o duchowe, kulturowe i materialne dziedzictwo. Pragnęli dać świadectwo wierności tym wartościom i tym zasadom, dzięki którym Polska nie zginęła, a ich wyrazicieli doczesne szczątki znalazły się w Katyńskim Lesie. Tam, w Katyniu, przez całe lata nie mógł stanąć krzyż, a teraz jeszcze nie można zbudować choćby niewielkiej kaplicy!

Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński wraz z małżonką i pozostali uczestnicy tej pielgrzymki pragnęli zadośćuczynić potrzebie serca. Oni starali się zadbać o to, by Polacy byli dobrze zakorzenieni w niezafałszowanej historii. Znana jest wiara śp. pana prezydenta w powrót Polski na drogę prawdy i najszlachetniejszych tradycji Narodu. Prezydent jako wzorowy mąż stanu, katolik i prawdziwy patriota do końca pozostał wierny swoim ideałom dbałości o ujawnienie prawdziwej historii Narodu Polskiego. Wszyscy uczestnicy tej pielgrzymki pragnęli spełnić oczekiwania poety, który przed 100 laty pisał:

         A po tych wszystkich, którzy szli przed nami

         Z krzykiem „Ojczyzno” i  z męką szaloną.

         A po tych wszystkich, co ginęli sami,

         Aby nas zbawić swoją krwią czerwoną,

         Za śmierć dla jutra, za ten lot słoneczny,

         O Polsko! Odmów „Odpoczynek wieczny”.

                            (Artur Oppman, Pacierz za zmarłych).

Więc, Polsko, dziś jesteśmy tu, w archikatedrze św. Jana w Warszawie, podczas Ofiary Eucharystycznej i u boku Wielkiego Prymasa Tysiąclecia. Pamiętamy nie tylko o kolejnej miesięcznicy. Przyszliśmy dzisiaj w upalny lipiec. Będziemy pamiętali z potrzeby serc, a przede wszystkim ze względu na wielkość ofiary, niespotykanej w ciągu tysiąca lat naszej historii. A wielkość ofiary, już nie pierwszy raz, najpewniej krzyżami się mierzy. Tych krzyży przybyło nam wiele.

Poeta mówi o słonecznym locie. Ten lot rzekomo odbywał się we mgle. Ale dla nas pozostanie on lotem słonecznym, gdyż słońce było u jego początku i trzeba wierzyć, że nie zabrakło światła gwiazdy betlejemskiej przy przejściu ofiar do domu Ojca. Niespodziewana śmierć tej wybitnej elity Narodu Polskiego jest wielką tragedią, która zdarzyła się w wolnej Ojczyźnie. Polska od wielu lat  niepodległa, ma swoje sukcesy – i to sukcesy bardzo poważne. Jednak ta ostateczna walka o kształt naszego kraju, o autentyczną wolność, suwerenność, wierność tradycji i zasadom życia moralnego, jeszcze  nie została zakończona. Trzeba walczyć, by prawda zwyciężyła, byśmy pozostali wierni naszej zdrowej tradycji polskiej, tej z przeszłości, i tej obecnej.

Umiłowani!

Dobro nie jest dane raz na zawsze. Trzeba umieć je pielęgnować i bronić. Zło przecież nie śpi. Nadszedł nowy czas próby, próby niezbędnej, można powiedzieć nawet koniecznej. Polskość musi się odświeżyć, polskość musi się oczyścić. Dało się to zauważyć już w momencie narodzin „Solidarności”. Ale wtedy chyba byliśmy zbyt pewni naszych  patriotycznych cnót.

Przed kilkunastu laty znany dziennikarz (Sandauer) przestrzegał, że „pod sztandarami „Solidarności”, noszącymi insygnia katolickie zgromadziła się liczna gromada ateistów, którzy w imię celów politycznych postanowili walkę z Kościołem odłożyć na później. Jednak te ataki zaczęły się pojawiać.  A jak dobrze wiemy i jak to czujemy obecnie, one  bardzo się nasiliły. Poszły w zapomnienie cenne słowa nauczania Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego, który wołał: „Dla nas po Bogu  najlepsza miłość to Polska! (…) Mamy obowiązek chrzcić i nauczać Naród polski oraz upominać się o uszanowanie naszej kultury rodzinnej i narodowej”.

Dziś odzywają się głosy, których przykładem może  być współczesny komentarz: „Już słyszę te medialne wrzaski i drwiny, że nacjonalista, anty-Europejczyk, że średniowiecze i wstyd za granicą”.

Prezydent i towarzyszący mu nasi rodacy nie mogli zapomnieć o 70. rocznicy męczeństwa tysięcy Polaków, którzy oddali swoje życie za Polskę Piastów i Jagiellonów, czasów elekcji i rozbiorów, wszystkich powstań i wszystkich wojen, wszystkich wygnańców i zesłańców, wszystkich rozstrzelanych, powieszonych i zagłodzonych? Za Polskę jakże wspaniałej kultury, za Polskę świętych matek i ojców i za tych, co będą ginęli w przyszłości.

Do Smoleńska udali się bowiem, aby dać świadectwo prawdzie, aby wyznać publicznie miłość do Polski. Bo Polska to wprawdzie kraj tylko, to państwo, ale też, to historia i kultura, czyli inaczej – Polska to jedna z największych wartości.

Umiłowani!

Dziś, w czasach rozszerzającego się relatywizmu moralnego, gdy wielu ludzi traci rozeznanie między dobrem i złem, między prawdą i fałszem, gdy słyszy się hasło, że liczy się pieniądz i przyjemność, że sumienie jest bzdurnym wymysłem moralistów, że jakakolwiek ofiara dla innych i dla swojego kraju jest głupotą, tym bardziej trzeba doceniać, podkreślać i mówić prawdę o ofierze smoleńskiej, powtarzam ponownie, by prawda zwyciężyła.

Zło jest zawsze widoczne z daleka. Jest krzykliwe i porażające, jak ostry sygnał alarmowy. Dlatego tak nas przygnębia i przeraża, gdy je obserwujemy w naszym społecznym życiu. Nie wolno jednak upadać na duchu. Dobra i dobrych ludzi jest więcej. Inaczej ten świat by się już dawno rozpadł. Trzeba to sobie uświadamiać i trzeba solidarnie w dobru się wspierać.

Trzeba odważnie demaskować zło i stawiać mu opór, na jaki nas tylko stać, by ukrócić jego bezczelność, jego cynizm i jego arogancką pychę.

Dobro na pewno zwycięży. Dobro zwycięży, jeżeli podniesiemy przeciw niemu znak krzyża, ze wszystkim, co on symbolizuje.

Ufajmy mocno, że także zło szerzące się dziś na polskiej ziemi, w naszych miastach i wsiach, w naszych rodzinach i na naszych ulicach, zostanie przezwyciężone. Wsparci Krzyżem Chrystusowym, podejmiemy z nim walkę, zwalczając je  dobrem, ofiarnością i dobrocią; gdy wskażemy na nie, gdy nie będziemy się kryć po kątach, gdy zmobilizujemy przeciw niemu uczciwe media i opinię publiczną.

Nowożytne pogaństwo buduje dziś to, co Ojciec Święty Jan Paweł II nazywa cywilizacją śmierci. Walka z tą cywilizacją nie odbywa się na polach bitewnych. Ona odbywa się w ludzkich duszach, być może  także w naszych duszach i duszach osób nam najbliższych. Bo o ludzkie dusze przede wszystkim idzie.

Dlatego każdego 10. dnia miesiąca uciekamy się do Eucharystii, bo tylko w ten sposób możemy szczerze myśleć o prawdzie tej tragicznej rzeczywistości i wyrażać naszą  miłość. Bowiem w naszej ziemskiej kondycji tylko tak postępując, możemy odnajdywać nadzieję i doświadczać pociechy. Niech pamięć o tym tragicznym wydarzeniu nadal  umacnia i jednoczy nas, pielgrzymów ziemskich z tymi pielgrzymami, którzy przed trzema laty odeszli do domu Ojca. Amen.

drukuj