fot. PAP/EPA

Systemowe niszczenie chrześcijaństwa

Czy coś wynika z debaty, która odbyła się 10 października w Parlamencie Europejskim w Strasburgu w związku z ostatnimi wydarzeniami w Syrii, Pakistanie i Iranie, których ofiarami byli wyznawcy Chrystusa?

Atak islamskich bojowników w miasteczku Maalula we wrześniu br. zdemaskował intencje strony walczącej z reżimem Asada. Tak zwani wojownicy o wolność z Wolnej Armii Syrii są albo mudżahedinami prowadzącymi dżihad, albo pospolitymi bandytami.

W pakistańskim mieście Peszawar w zamachu terrorystycznym na kościół pw. Wszystkich Świętych zginęło 126 osób (Parlament Europejski w swoim dokumencie zatrzymał się na 80 zamordowanych…). Władze pakistańskie nie uczyniły nic, aby zabezpieczyć los chrześcijan, ani przed tym najkrwawszym atakiem, ani po nim.

Z kolei odnośnie do trzeciego kraju, Iranu, Parlament Europejski przyjrzał się sprawie pastora Saida Abediniego, który od ponad roku przebywa w więzieniu, kiedy to w lipcu 2012 r. został uprowadzony przez irańską Gwardię Rewolucyjną z domu swoich rodziców w Teheranie.

Trzy różne „incydenty” odnoszą się do tego samego, szerszego zjawiska, czyli prześladowań chrześcijan w świecie islamu (zarówno w krajach sunnizmu, jak i szyizmu).

Niechciany temat

Należy się cieszyć, że wciąż istnieje grupa parlamentarzystów, którzy angażują się na rzecz prześladowanych chrześcijan, że ten ważny temat porusza ich sumienia. Nie jest to jednak niestety wynik dobroci Komisji Europejskiej, wysokiej przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa oraz wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Catherine Ashton, w końcu przedstawicieli Parlamentu Europejskiego, ale raczej oddolnych inicjatyw chrześcijańskich polityków. Dobrze, że one są.

Dodam, wciąż jeszcze są, ale, aby problem mógł ujrzeć światło dzienne, oprócz aktywności samych chrześcijan potrzebne jest jednoznaczne zdefiniowanie i uznanie przez wszystkie środowiska, nie tylko chrześcijańskie, że dziś mamy do czynienia z najkrwawszym prześladowaniem chrześcijan wszech czasów, które wynika z chrystianofobii, czyli z lęku lub nienawiści odczuwanych w stosunku do chrześcijan.

W końcu faktem jest, że 80 proc. wszystkich ataków na przedstawicieli religii dotyczy właśnie chrześcijan. Chciałbym poruszyć zatem kilka kwestii odnośnie do podejścia do tego zagadnienia.

Zanegować chrystianofobię, promować homofikcję

Dla Unii Europejskiej zjawisko chrystianofobii nie istnieje. Lewicowa organizacja Amnesty International niechętnie przyznaje, że pewne oznaki nietolerancji występują, ale żeby od razu formułować „fikcyjne” zjawisko i nazywać je lękiem wobec chrześcijaństwa, to według niej nadużycie. W raporcie z 2012 r. tej organizacji czytamy: „Choć nie chcemy nadużywać słowa chrystianofobia, trzeba przyznać, że dyskryminacja chrześcijan w świecie stale narasta. Potwierdzają to zgodnie różne instytucje”. W takim razie, jak mamy się do tego odnieść? Gra pozorów i żonglerka terminologiczna nie ukryją faktów wyrażających się za pośrednictwem zamęczonych ciał mężczyzn, pohańbionych ciał kobiet, łez przeżywających traumę dzieci.

Przed debatą na temat prześladowań chrześcijan odbyła się także inna – na temat respektowania praw człowieka w Rosji, z uwzględnieniem homofobii! Parlament Europejski nie ma, jak widać, problemu z poruszaniem zagadnień wynikających z rzeczywiście fikcyjnego zjawiska, zwanego szeroko homofobią.

Od dyskryminacji przez fizyczną anihilację

Oczywiście należy występować przeciwko każdej formie agresji, psychicznej i fizycznej, ale to, co może niepokoić w interesującym nas tu kontekście, to forsowanie fałszywego obrazu, że chrystianofobia nie istnieje, za to homofobia już tak, oraz że zjawisko prześladowań chrześcijan należy zrównywać z dyskryminacją gejów czy lesbijek. Nie sądzę, aby problemy osób homoseksualnych można było porównywać do krwawych i brutalnych aktów antychrześcijańskich występujących w ponad 50 krajach świata. Wyznawcy Chrystusa, z tego i tylko z tego powodu są szykanowani, zwalniani z pracy, wykluczani ze społeczeństwa, napadani, aresztowani, ograbiani, wypędzani, porywani, gwałceni, zabijani – w znacznej części zgodnie z prawem kraju, który dopuszcza się represji.

Trwa dziś systemowe niszczenie chrześcijaństwa. I Parlament Europejski na pewno jest tego świadomy, jednakże poprawność polityczna, uwikłanie w ideologię lewicową, bycie zakładnikiem potęg światowych, które są źródłem prześladowań chrześcijan, jak chociażby Arabia Saudyjska, Chiny czy Iran, powodują, że temat ten – jak skomentował to europoseł Tomasz Poręba – jest poruszany zbyt rzadko. Dopowiem, poruszany, o ile znajdą się politycy, którzy zawalczą o jego pojawienie się w debacie i w wystosowanych dokumentach do prześladowców chrześcijan.

Kolejną sprawą jest nieuczciwe zestawianie prześladowań chrześcijan i muzułmanów. Prześladowanie chrześcijan nie może być redukowane do tego samego poziomu, co prześladowania muzułmanów, chociażby z tego powodu, że ucisk wyznawców islamu jest w zdecydowanej mierze sprawą wewnętrzną samego islamu. Szyici gnębią sunnitów, a sunnici szyitów. A istnieją także przypadki (np. Turcja), że tureccy sunnici prześladują sunnickich Kurdów. Zaś w przypadku nietolerancji wobec chrześcijan cierpią oni zarówno w krajach szyickich, jak i sunnickich, także w Turcji z jej aspiracjami do bycia członkiem Unii Europejskiej.

Niekończące się cierpienia

Na koniec krótki serwis informacyjny z ostatnich dni odnoszący się do prześladowania chrześcijan.

Według raportów All India Christian Council (AICC), w Indiach 6 października br. pastor Arulraj został napadnięty przez grupę hinduistycznych aktywistów z fanatycznej organizacji Bajrang Dal w dystrykcie Thane, w Maharasztra. Milicjanci wdarli się do jego kościoła, pobili go, a następnie zawlekli na policję, gdzie został aresztowany pod zarzutem zmuszania hinduistów do konwersji na chrześcijaństwo. To klasyczny przypadek postępowania przez fanatyków w takiej sytuacji, dość powszechnie stosowany, i nie jest to incydent.

Tego samego dnia chrześcijanie z Anil Kumar zostali pobici (wielokrotnie) przez tłum kilkudziesięciu radykalnych hinduistów w Siddapur (stan Karnataka). Jedna osoba jest w stanie krytycznym.

W stanie Madhya Pradesz policja aresztowała 14 chrześcijan, których pobili hinduiści, wdzierając się na spotkanie modlitewne, zarzucając im przymuszanie do konwersji. Jest to bulwersująca sprawa, bo dotyczy tzw. największej demokracji świata – Indii, która powinna zostać natychmiast podniesiona na kolejnym posiedzeniu europarlamentu.

W Kolumbii trwa wypędzanie duchownych z regionów wiejskich. Lewaccy terroryści z FARC dali duszpasterzom ultimatum: albo opuszczą te tereny, albo zginą. Parlament Europejski powinien zareagować i wymóc na władzach Kolumbii zapewnienie bezpieczeństwa kapłanom katolickim, a także pastorom.

W Chinach na długoletnie więzienia skazano trzech chrześcijan za uczestnictwo w zabronionym przez państwo kulcie (spotkania modlitewne), który zagraża prawu komunistycznemu i podkopuje je. Tymi osobami są: Hu Gong, Wen Weihong oraz kobieta Liu Aiying, a więc więźniowie sumienia, o których los należałoby się zatroszczyć na arenie międzynarodowej.

Władze stanowe Borno (północna Nigeria) planują dokonać wyburzenia 25 kościołów i szkół należących do chrześcijan, aby uwolnić przestrzeń pod zabudowę nowych domów dla muzułmanów. Nie muszę wspominać, że świątynie chrześcijańskie, w przeciwieństwie do tych w Europie Zachodniej, są aktywnie nawiedzane przez wiernych. Czy nie jest to temat do natychmiastowej reakcji w obronie praw uciskanej mniejszości chrześcijańskiej w islamskim stanie Borno?

Jeżeli uwzględnić tylko te wspomniane „epizody” z okresu od 10 do 11 października (są one oczywiście jednymi z wielu i mam przy tym świadomość, że znaczna część informacji o tragicznych wydarzeniach jeszcze do nas nie dotarła, bo newsy ze świata prześladowań przychodzą zazwyczaj z „lekkim” opóźnieniem), to mówimy już nie o trzech krajach, ale o kolejnych czterech, i nie wyłącznie o jednym źródle prześladowań, lecz o co najmniej trzech, czyli islamie, komunizmie (z jego mutantem lewackiego terroru) i hinduizmie. Przy tym nie chodzi w nich o incydenty dokonywane przez niewykształcony motłoch (chociaż także), ale o represje dokonywane przez władze danych krajów.

A zatem kolejna debata dla Parlamentu Europejskiego gotowa. I tak powinno być już co posiedzenie, aż pod naporem twardych, obiektywnych faktów Parlament Europejski, ONZ, strażnik świata USA, w końcu lewicowe organizacje, z Amnesty International na czele, uznają łaskawie, bo nie będą mieć już wyboru wobec licznych tragedii prześladowanych chrześcijan na świecie, że zjawisko chrystianofobii to najokrutniejszy żywioł naszych czasów, który trzeba za wszelką cenę zwalczyć, a nie jeszcze ideologicznie podsycać debatami o wzroście „ekstremizmu prawicowego” (zapominając o większym niebezpieczeństwie, jakim jest ekstremizm lewacki) w Europie czy o rzekomym zjawisku homofobii. Wymowne jest, że za rezolucją Parlamentu Europejskiego potępiającą niedawne akty przemocy wobec chrześcijan jako jedyni nie zagłosowali posłowie skrajnej lewicy.

Dr Tomasz M. Korczyński

Autor jest socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zajmuje się badaniem prześladowań chrześcijan na świecie.

drukuj