Pokochać Miłość

Wszystko wydawało się jasne. We wszechwiedzącym świecie mediów rozdano karty jeszcze przed konklawe. Kardynałowie mieli tylko rozegrać grę albo postawić pasjansa. Kilka asów, kilka mocnych kart. Bukmacherzy obstawiali wyniki już nawet nie tylko wyborów. „Prawie pewne” było imię Leon XIV.

Przez kilka dni mogliśmy się bawić spekulacjami medialnymi.

A potem weszliśmy w misterium Kościoła. Zanurzyliśmy się w tajemnicę Kościoła, który trwał na modlitwie. Od początku do pojawienia się nowego Papieża. Sceny transmitowane przez Telewizję Trwam kadrowały liczne postacie sióstr zakonnych i ludzi świeckich, starszych i młodszych, kobiet i mężczyzn. Wszyscy trzymali kurczowo różańce, wchodzili poprzez tajemnice różańcowe w historię zbawienia, której kolejny znak właśnie się dokonywał.

Nowy Papież okazał się nieprzewidywalny. Okazał się wybrany nie wedle rankingu popularności, nie wedle prognoz bukmacherów, nie wedle spekulacji mediów. Został wybrany przez Ducha Świętego, który natchnął kardynałów, aby powierzyli Stolicę Apostolską ks. kard. Jorge Mario Bergoglio.

Drogowskaz wiary

Na oczach całego świata mogliśmy się przekonać, że Kościół nasz nie jest partią polityczną, nie jest firmą, nie jest instytucją kierującą się wizerunkiem medialnym. Kościół nasz, Kościół katolicki jest Kościołem Chrystusa. To Chrystus jest jego Głową. To Duch Święty kieruje Kościołem.

Istotna jest na pewno biografia nowego Ojca Świętego. Jezuita, teolog, rektor, biskup, przewodniczący Episkopatu argentyńskiego. Człowiek wiary odważnej, który potrafił znaleźć się w trudnym czasie historii swojego kraju.

Ale chyba bardziej istotne jest, jako kto jawi się nowy Papież. Jego pontyfikat od dziś jest postrzegany przez imię. Po raz pierwszy w dziejach Kościoła Papież przyjął imię Franciszek – imię charyzmatycznego Biedaczyny z Asyżu, wielkiego reformatora Kościoła.

To święty, do którego Chrystus skierował słowa: „Franciszku, odbuduj mój Kościół”. Ale to także święty, który miał odwagę głosić światu, że „Miłość nie jest kochana”.

Franciszek to wielki reformator Kościoła, ale taki, który dokonywał tej reformy bez burzenia struktur, bez walki wewnątrz Kościoła. Franciszek prowadził walkę wewnątrz samego człowieka. Prowadził ją w obliczu współczesnych wyzwań.

Pierwszym z tych wyzwań jest kryzys wiary. To on, jak wielokrotnie podkreślał Benedykt XVI, jest bardziej dogłębny i dotkliwy niż kryzys ekonomiczny. Kryzys wiary to postawa człowieka – milczącego apostaty, który zatraca świadomość tego, Kogo się wyparł i za jaką cenę.

Po stronie życia

Problem drugi, nie mniej ważny, to sprawa współczesnego sporu o człowieka. Jan Paweł II niezwykle trafnie wskazywał na ten problem w Polsce: „Spór o człowieka trwa w dalszym ciągu, a pod pewnym względem nawet się nasilił. Formy degradacji osoby ludzkiej oraz wartości życia ludzkiego stały się bardziej subtelne, a tym samym bardziej niebezpieczne. Potrzeba dziś wielkiej czujności w tej dziedzinie. Otwiera się tutaj szerokie pole działania właśnie dla uniwersytetów, dla ludzi nauki. Zdeformowana lub niepełna wizja człowieka sprawia, iż nauka przemienia się łatwo z dobrodziejstwa w poważne zagrożenie dla człowieka. Rozwój współczesnych badań naukowych w pełni potwierdza te obawy. Człowiek z podmiotu i celu staje się dzisiaj nierzadko przedmiotem lub wręcz ’surowcem’” (Przemówienie Jana Pawła II na spotkaniu z okazji 600-lecia Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków, kościół św. Anny, 8 czerwca 1997 roku).

Ten spór o człowieka wyznacza dziś linię demarkacyjną dwóch kultur: kultury życia i kultury śmierci. Nowy Ojciec Święty będzie tym, owszem, jest już tym, który staje po stronie życia. Także po stronie autentycznego kształtu instytucji małżeństwa, o której sobór powiedział, że jest wspólnotą życia i miłości. Ojciec Święty Franciszek musi znów zawołać donośnym głosem: „Miłość nie jest kochana”, oraz przypomnieć hymn o miłości Jana Pawła II i Benedykta XVI.

Uniwersalizm żywego Kościoła

Kolejne konklawe – komentarze wokół niego – podkreślało zmiany geografii Kościoła: dynamizm Kościołów krajów azjatyckich i afrykańskich, stagnację Kościoła w Europie. Ten problem wpisuje się w złożoność procesu globalizacji i troski o sprawiedliwość społeczną. Kościół, tak w Afryce, jak i w Europie, musi ożywiać samoświadomość, iż „człowiek jest drogą Kościoła”. Dlatego musi chronić człowieka przed wykluczeniem, ale też i zglobalizowaniem kultur. Wybór kard. Jorge Mario Bergoglio potwierdza uniwersalizm Kościoła. Ten uniwersalizm, który stał się niezwykle czytelny od 16 października 1978 roku. Nie łudźmy się, tamten wybór kard. Karola Wojtyły, wezwanego „z dalekiego kraju”, był wyborem Papieża z kraju praktycznie poddanego programowej ateizacji – dla wielu był egzotyczny w sposób niebywały. Obecny wybór nie może być rozpatrywany w kategoriach egzotyki, lecz w kategoriach uniwersalizmu.

Zadania, które stoją przed Ojcem Świętym, są gigantyczne. To zadania, które kieruje on zarówno do wierzących, jak i do ludzi dobrej woli, nieprzynależących do Kościoła. To zadania bardzo konkretne. Pośród tych wszystkich zadań jedno jest absolutnie wyjątkowe. To wrażliwość i zaufanie słowom Chrystusa: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci” (Łk 22, 31-32).

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

Autor jest etykiem, wykładowcą na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

 
drukuj