Jestem w kapłaństwie szczęśliwy

Wielki Czwartek – dzień ustanowienia Eucharystii i Sakramentu Kapłaństwa –rodzi wiele refleksji. Trudno o wszystkich opowiedzieć. To tajemnica, dlaczego Bóg wybrał akurat mnie, było przecież tylu zdolniejszych, bardziej pobożnych, może ładniej się modlących.

Wypowiedź ks. Romana Kaczorowskiego

Audio MP3
Pobierz

Pan Bóg nie ma względu na osoby, wybiera tak jak Mu się podoba. Kiedy patrzymy na apostołów przychodzi refleksja, że to też byli różni ludzie. Przeglądając ich życiorysy dostrzegamy różne historie z ich życia, ale jednak Pan Jezus wybrał ich, zaufał właśnie im. A oni, na ile Mu zaufali, na tyle byli szczęśliwi.

Wielki Czwartek to pamiątka Ostatniej Wieczerzy, ale także pierwsza Eucharystia sprawowana w Wieczerniku; którą przeszło 40 lat temu jako młody kapłan również sprawowałem. Każda Eucharystia niesie w sobie tajemnicę, trudno ją wyjaśnić. Zawsze towarzyszą myśli, czy aby godnie sprawowałem tę Eucharystię, czy do końca, czy Bóg ją przyjmie. Stojąc przy ołtarzu trzeba zaufać Panu Bogu i Jego cierpliwości, Jego miłości i miłosierdziu. Każda Msza św. niby taka sama, a jednak inna; modlimy się w innej intencji, przychodzą inne myśli. Jest tylko ten sam chleb i te same słowa przemiany eucharystycznej i ta myśl, po co Bóg stawia mnie przy ołtarzu i staje przy mnie? Przecież ja jestem tylko narzędziem – niedoskonałym, błądzącym, słabym, a do tego jeszcze ta trwoga, żeby nie być przypadkiem Judaszem. Każdy ma wielkie myśli, wielkie pragnienia – on też miał kiedyś pragnienia przeogromne, tylko się zawiódł, bo nie żył dla Chrystusa, tylko dla siebie.

Msza św. w moim życiu zawsze miała i ma wielką wartość. Przygotowywałem się do niej jak najstaranniej i nadal to czynię. Wydaje mi się, że mimo różnych posług jako wikariusz, katecheta czy proboszcz zawsze miałem kilka chwil przed Eucharystią, gdzie był czas na skupienie. Kiedy mówiłem w myślach: Panie teraz staję przed Tobą; ja niegodny, ja mały, który przynoszę z sobą różne rzeczy.

Ludzie, z którymi się spotykam mówią idziemy na Mszę św. Wielu z nich idzie szczerze, ale czasami… Kiedy rozmawia się z niektórymi tzw. katolikami, oni widzą księdza inaczej. Ksiądz według nich powinien chodzić boso, pić wodę z kałuży – to byłby ksiądz, ale on przecież chodzi w butach, ubrany, ma samochód.

Kiedy patrzę na moje kapłaństwo przy ołtarzu, które przenoszę potem w życie – jestem szczęśliwy że jestem księdzem. Czy myślą o mnie tak, czy inaczej – nieważne. Pan Jezus wie o mnie wszystko, sam mnie wybrał i mi pomaga. Dużo by mówić, jednak żadne ludzkie słowo nie wyjaśni tego do końca. To jest tajemnica Bożej miłości, którą Bóg zawiera w słabym człowieku. Nie ma co się tu łudzić. Nie myśmy Go wybrali, On nas wybrał, takich jacy jesteśmy, jacy byliśmy. Chciał żebyśmy byli tacy, jakich On chce.

Oby Pan Bóg z okazji dnia kapłańskiego był również dla nas pełen miłosierdzia, łaski i mocy. W sposób szczególny w czasach, w których żyjemy, w których wielu neguje potrzebę Kościoła, wiary, księdza i Pana Boga. Jak się patrzy na rekolekcje wielkopostne, ileż to ludzi czeka w kolejkach na te słowa: idź w pokoju, odpuszczone są ci Twoje grzechy. Trud, to co mówią ludzie i zimno w Kościele nie są wtedy ważne. Ważne jest to, że z woli Boga, Jego mocą można pojednać człowieka z Bogiem i bliźnimi, aby ten mógł rozpocząć nowy rozdział swego ludzkiego życia.

Tajemnicą jest dlaczego Bóg wybrał mnie, ale jestem w kapłaństwie szczęśliwy. Były piękne chwile i chwile bardzo trudne, pełne boleści, niezrozumienia ludzkiego i cierpienia z powodu jakichś ludzkich ułomności, czasami nawet zawodowych, katechetycznych. Zawsze jednak czułem się potrzebny, może nie jako pierwszy, ale jako ten, który zamyka pochód ludzi zacnych, dobrych, pobożnych. Tych, którzy wiedzą komu służą, dokąd idą i dokąd mają prowadzić tych, którzy czekają na Boże błogosławieństwo przez moje ręce na koniec każdej Mszy św. oraz na Boże Słowo w tym, co ja mówię językiem ludzkim dla nich zrozumiałym. Ile zostanie dobra? Bogu to wiadome, ale za wszystko niech Chrystus będzie błogosławiony – pierwszy, najwyższy kapłan, do którego trudno dorosnąć, do Jego potęgi, do poziomu. Jednak skoro mnie przyjął, to znaczy, że jeszcze troszeczkę mi ufa.

ks. Roman Kaczorowski

 

RIRM

drukuj