Genderofensywa nad Sekwaną

Z Michałem Kotem, socjologiem, ekspertem Fundacji Republikańskiej, rozmawia Marta Ziarnik

Jakie skutki przyniesie nowe prawo przyjęte przez francuski parlament, które zrównuje status małżeństw z homoukładami i zezwala im na adopcję dzieci?

– Prawo, oprócz określania, jakie zachowania są dozwolone, a jakie zabronione, ma też w sobie pewien element normotwórczy. Oznacza to, że zachowania dozwolone przez prawo są po pewnym czasie coraz częściej postrzegane jako moralne, a zabronione przez prawo jako niemoralne. Przykładem takiego procesu może być np. obowiązek zapinania pasów w samochodach czy wożenia dzieci w fotelikach. Od kiedy jest to obowiązkowe, rośnie odsetek osób, które uważają, że takie zachowanie jest słuszne – niezależnie od obawy przed ewentualnym mandatem. Obawiam się, że podobnie – oczywiście mając świadomość zdecydowanie wyższej wagi tej sprawy – może być i w tym przypadku. Otóż wprowadzenie prawnej instytucji „małżeństwa jednopłciowego” może spowodować wzrost akceptacji społecznej dla takich zachowań, łącznie z akceptacją dla wychowywania dzieci adoptowanych przez takie pary.

Dopuszcza Pan taką możliwość, że bunt Francuzów doprowadzi do wycofania się z tych przepisów?

– We Francji, ale też w wielu innych państwach europejskich, wprowadzano w życie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wiele postulatów lewicy. Te eksperymenty przechodziły do tej pory bez większego sprzeciwu społecznego. Umożliwienie adoptowania dzieci dwóm osobom tej samej płci jest sprzeczne z prawem naturalnym, które tkwi głęboko w człowieku. Eksperymentowanie kosztem dzieci wywołuje słuszny opór oraz sprzeciw i to niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Dopóki zmiany dotyczyły dobrowolnych decyzji osób dorosłych, nie budziło to aż takich emocji. Obecnie, gdy naruszane są prawa dzieci do wychowania w rodzinie, gdzie jest mama i tata, wiele osób nie potrafi przejść obok tego obojętnie. Podobne reakcje wywołało wprowadzenie zbliżonych rozwiązań w innych krajach, np. w Hiszpanii. Wydaje się, że tak duży ruch społeczny w krajach, w których demonstracje uliczne nie są czymś powszechnym, musi doprowadzić w końcu do wzięcia tych głosów pod uwagę przez rządzących.

Niemal 15 tys. merów zapowiedziało, że woli podać się do dymisji, niż udzielać „ślubów’’ osobom tej samej płci.

– Ta reakcja jest zrozumiała. Warto przypomnieć, jaka była geneza pewnych przywilejów, które posiadają rodziny (ulgi podatkowe, prawo dziedziczenia, itp.). Otóż, w ten sposób rodzina ma być wspierana w wychowywaniu dzieci. Chodzi też o zabezpieczenie tego z rodziców (najczęściej matki), który poświęca więcej czasu i karierę zawodową na rzecz potomstwa. Zaoferowanie tych samych praw układom jednopłciowym, które z powodów biologicznych nie mogą mieć dzieci, jest zaprzeczeniem przyczyn, dla których te prawa zostały przyznane. To naruszenie podstawowych praw naturalnych spowodowało przebudzenie się Francuzów, którzy przez wiele ostatnich lat godzili się na zmiany proponowane przez lewicę. Z pewnością ma to jakiś związek z odradzaniem się Kościoła we Francji, które jest zauważane od czasu pamiętnej pielgrzymki Jana Pawła II. Jednak zwróćmy uwagę, że w debacie publicznej raczej nie pojawiają się argumenty natury religijnej, ale odwołujące się do wartości ogólnoludzkich. Pamiętajmy, że od pewnego czasu Francję trudno nazwać krajem chrześcijańskim.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

drukuj