X pielgrzymka młodych słuchaczy Radia Maryja na Jasną Górę

Audio MP3
Pobierz

Homilia JE ks. abp. Mieczysława Mokrzyckiego, koadiutora archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego, wygłoszona na Jasnej Górze podczas X Pielgrzymki Młodych Słuchaczy Radia Maryja

Drodzy młodzi bracia i siostry, obecni tu na placu i wszyscy łączący się z nami za pośrednictwem Radia Maryja i Telewizji Trwam.

Przybywacie dzisiaj do stóp Pani Jasnogórskiej – Matki Boga i Królowej naszego Narodu – z pielgrzymkowym wezwaniem: „Bądźcie uczniami Chrystusa”. Tego Chrystusa, w którym sam Bóg stał się najprawdziwszym człowiekiem. Czy dana została człowiekowi tajemnica podobna do tego niesamowitego wydarzenia? Aż do tego potrafiła się posunąć Boża fantazja. Bóg, pozostając wieczny i nieogarniony, stał się jednym z nas: synem Adama, prochem tej ziemi. To wydarzenie stoi ponad wszystkimi innymi wydarzeniami, zrządzeniami, sprawami i przygodami ludzkimi. Po wcieleniu Syna Bożego możemy zbliżyć się do Boga jedynie przez Jezusa. Prawdą jest, że wiele jest dróg, które prowadzą do Boga: Jezus jest najkrótszą z nich, prowadzącą do Ojca. Jest mostem łączącym niebo i ziemię, rzeczy widzialne z niewidzialnymi. Jest początkiem i końcem, jest centrum wszechświata. Ze wszystkich zakątków nizin ziemskich i ze wszystkich rubieży wyżyn nieba Boży Duch zawiewa niczym morska bryza, niczym górski halny i szepcze nam do serca: „Nie trwóżcie się! Uwierzcie: Ja jestem”. Wszystkie wspaniałe wynalazki ludzkie i postęp sprawiają, że człowiek marzy o osiągnięciu najwyższych poziomów rozwoju kulturowego, społecznego, technicznego, cywilizacyjnego czy materialnego. Jednakże w życiu ducha nie ma już nowej ery, która by miała nastąpić. Wszystko bowiem dokonało się już raz na zawsze w Chrystusie, który umarł i zmartwychwstał, i żyje, i trwa przez wszystkie wieki. Historia ludzkości dzieli się na wiele epok, okresów, wieków, dekad, cezur i rozdziałów. W perspektywie nieba historia ludzkości ma jedynie dwie epoki: pierwsza – od kiedy Bóg tchnął ożywczego Ducha w proch ziemi i stworzył człowieka, aż do Bożego Narodzenia, oraz druga – która rozpościera się od tragicznego wydarzenia na Krzyżu aż do momentu, w którym usłyszymy potężne wołanie anioła zwiastujące koniec wszystkich czasów. Przychodzi nam żyć w tym drugim okresie, oczekując chwili, kiedy na końcu świata Chrystus – Ten, który ma sądzić żywych i umarłych – przedstawi Ojcu Przedwiecznemu oczyszczoną niczym omłot ziemię, by rozpocząć niebiańską wieczność, która nie będzie miała końca. Będziemy wtedy na zawsze z Bogiem – lub bez Boga.

Teraz jest czas,

kiedy Chrystus wędruje przez ziemię

kiedy przechodzi przez wszystkie drogi i bezdroża ziemi. Przechodzi przez wielkie miasta, małe miasteczka, wioski, przysiółki, place, aleje, ulice… Wychyla się z niebiańskiego balkonu i wychodzi zza balustrady wieczności. Przychodzi do pracujących na roli rolników, do robotników w fabrykach, do drzwi małych sklepików i wielkich przedsiębiorstw… Przychodzi do studiujących studentów i uczących się uczniów, urzędujących urzędników, politykujących polityków i do bawiących się przedszkolaków… Przychodzi do człowieka: do ludzi wszystkich stanów i zawodów. I tak wędruje Jezus przez ziemię przeszło dwa tysiące lat, i tak przechodzi pośród ludzi przeszło sześćdziesięciu pokoleń… I zbawia nas – zbawia wszystkich. Ale nie grupowo, kastowo, narodowo, lecz każdego z osobna: tak jak każdą duszę ludzką stwarzał osobno. Jezus, który przychodzi, nie rozkazuje, nie nakazuje, nie zmusza – On przychodzi i prosi. W Betlejem w chwili narodzin prosi o mały kąt w gospodzie. W Jerozolimie prosi o osiołka i przestronną izbę, by spożyć wieczerzę ze swoimi uczniami. Prosi o kilka chlebów, kilka ryb, kilka fig, czarkę chłodnej wody i łódź. W końcu, gdy z Jego ciała uchodzi krew i życie – przyjmuje cudzy grób.

Jezus przechodzi przez ziemię i prosi o ogień wiary, która ma rozpalić swoim ciepłem zmarznięte i zziębnięte ludzkie serca i rozjaśnić swoim blaskiem wszystkie mroki ludzkiej duszy. Prosi o ogień miłości, która wypala w popiół ludzki egoizm, rutynę, opieszałość, zarozumiałość, pychę, bluźnierstwo, nienawiść, rozpacz, niewierność, rozpustę, fałsz, zazdrość, smutek, gniew… Prosi o ogień nadziei, która jak w tyglu wypalane złoto zajaśnieje radością, ufnością, prawowiernością, odwagą, prawdomównością, zgodą, solidarnością, hojnością, skromnością… Chrystus przychodzi i zapala: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię”. Jego ogień oczyszcza i rozpala serca. Tak, że powstaje nowy człowiek – o nowym sercu, który potrafi tworzyć nową, żyzną ziemię: żyzną, płodną i urodzajną.

Bądźcie uczniami Chrystusa!

Obudźcie się z letargu

ślepców z Jerozolimy, porzućcie stagnację paralityka z Jerycha, otrząśnijcie się ze strachu przerażonych młodzieńców z Emaus! Bądźcie uczniami Chrystusa – On powołuje także Was, abyście wędrowali razem z Nim, abyście przechodzili wszystkimi szlakami życia razem z Nim. Chrystus naprawdę przechodzi i Was powołuje – nastawcie uszy. Zbliż się: przekonasz się, że warto… Być Jego uczniem to przede wszystkim być z Nim, żyć Jego życiem, pragnąć Jego pragnieniami, cierpieć Jego cierpieniami, radować się Jego radościami.

On sam powołuje i formuje swoich uczniów. Tak samo jak kiedyś, jak owych pierwszych dwunastu. Przypatrzmy się owej grupie: nie stanowią jej ani aniołowie, ani tytani – ot, zwykli, normalni ludzie. Przede wszystkim rybacy, rolnicy i jeden celnik. Wokół nich gromadzą się również najzwyczajniej w świecie normalni ludzie, którzy czasami entuzjastycznie wymachują gałązkami palmowymi na cześć Jezusa, a innym razem opuszczają Go, gdy mówi o krzyżu, domagając się często od nich wysiłku i poświęcenia. Tych dwunastu jest jak otaczający ich ludzie – ani lepsi, ani gorsi, po prostu zwyczajni ludzie: czasami jakże bardzo niecierpliwi, jakże bardzo zadziorni, kłótliwi, zazdrośni, wybuchowi. Tacy byli pierwsi uczniowie Jezusa – i takich właśnie On sobie wybrał. Tak się zachowywali i tacy byli, zwykli ludzie ze swoimi ludzkimi wadami, słabościami, mocniejsi w języku niż w czynach. I na tych wątłych i kruchych ruinach zbudował Chrystus twierdzę niezdobytą, uczynił ich niezłomnymi filarami swojego Kościoła. Glina zamieniła się w skałę – tak, jak śmierć stała się życiem. Podobnie jest i z nami: z całą pewnością znajdziesz wokół siebie, w twojej rodzinie, wśród twoich przyjaciół, tylu ludzi, którzy są bardziej mądrzy, bardziej dobrzy, bardziej wdzięczni, bardziej szlachetni niż ty… Ale Jezus przychodzi i wybiera nas takich, jakimi jesteśmy – z naszymi niedomaganiami, radościami, zawirowaniami, z naszymi słabościami, upadkami, potknięciami, naszymi niedorzecznościami, niedostatkami, naszą pychą, z naszym tchórzostwem i naszą małodusznością…

Być uczniem Jezusa to znaczy mieć w sobie żywotną determinację, ażeby po każdym upadku podejmować na nowo wędrówkę po rozstajach życia. Być uczniem Jezusa to mieć nieodparte pragnienie, ażeby wypełnić swoje powołanie aż do ostatnich jego konsekwencji. Być uczniem Jezusa to w całej pełni uczestniczyć w życiu, radościach, kłopotach, pragnieniach i troskach wszystkich śmiertelników. Wszyscy mamy być uczniami Jezusa – wszyscy możemy być rybakami, zaczynem, solą, światłem i ogniem. „Bądźcie moimi uczniami” – ta prośba przechodzącego Jezusa jest skierowana do wszystkich i do każdego chrześcijanina. Nikt nie jest z niej wyłączony ani z powodu wieku, ani stanu zdrowia, ani obowiązków, ani zajęć, ani przeciwności, ani trudności, ani smutku, ani znudzenia, ani zniechęcenia! A wręcz przeciwnie – tym bardziej odważna i zdecydowana powinna być nasza odpowiedź na wezwanie Chrystusa. „Odwagi, Jam zwyciężył świat!” – dlatego Jego uczeń przynaglony jest do pójścia pod prąd. Świat potrafi być nie tylko obojętny, cyniczny i konformistyczny, ale także nikczemny, złośliwy, brutalny, ohydny…

Uczeń Jezusa nie boi się przeszkód

nie boi się komplikacji i trudności. Trzeba odważnie stawić czoła przewrotnej nawałnicy, trzeba zwalczać pod prąd, trzeba coś zrobić, bo utyskiwanie, płacz i narzekanie nie wystarczą, a niegodne jest dezerterować!

Nigdy nie było idealnego i bezproblemowego świata. Nie jest tak, że sytuacja przeszłych pokoleń była lepsza niż nasza dzisiejsza. Otwieram Księgę Tobiasza i widzę tam dzielnego młodzieńca o imieniu Tobiasz, który pośród ogólnego sprzeniewierzenia się Bogu pozostaje wierny Jego Boskim prawom. Odstępstwo jest powszechne, nawet całe pokolenie jego ojca, Neftalego, odeszło od wiary. Tylko on jeden, samotnik, wbrew zakazowi królewskiemu, jak wyrzutek, wiernie pielgrzymował do świątyni Boga do Jerozolimy. Inni, większość ludzi, płynęli wraz z prądem i szli do świątyń w Betel i Dan, w których królowały złote cielce i błyszczące bałwany. Tak, to były trudne czasy dla tych, którzy pragnęli być wiernymi. To były też czasy, kiedy słuchano bardziej ludzi niż Boga. Zatem pod prąd, uczniowie Chrystusowi, pod prąd! Nigdy nie było łatwo żyć w świecie trawionym przez bałwochwalstwo, koniunkturalizm i konformizm. Pomimo szyderstw i obelżywości, trzeba płynąć pod prąd. Porzućcie precz względy ludzkie, nie zważajcie już więcej na to, co o was mówić będą, jak sądzić będą. Niech was to nic nie obchodzi! Patrzcie na waszego mistrza i nauczyciela: On wam mówi, czego wymaga Bóg, a wy czyńcie to. Wasz młodzieńczy bunt i upór przekujcie na odważne zaangażowanie się na rzecz dobra, sprawiedliwości, uczciwości, solidarności… Buntujcie się przeciwko tchórzostwu, bylejakości i temu, co obraża zwyczajną ludzką przyzwoitość. I nie lękaj się, i bądź dzielny, bo nasz Pan i nauczyciel ci mówi: „Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić!”.

Bądźcie uczniami Chrystusa już od tej chwili, od zaraz, od teraz: nie można odkładać decyzji na później, na jutro, na pojutrze, na potem, za innym razem. Nie odkładajcie spraw na lepsze czasy – złudnie na nie czekasz, takie nie nadejdą. Trzeba dzielnie wstawać i odważnie pójść, kiedy Bóg wzywa. Zwlekanie i odkładanie decyzji na lepsze czasy prowadzi do skostnienia duszy: z upływem czasu serce twardnieje i zniechęcamy się. Stajemy się bardziej zmęczeni, ospali, gnuśni. Popadamy w jałową rutynę i znudzenie.

Jesteście uczniami Chrystusa – przyspieszcie raźnie kroku, zewrzyjcie wasze szyki do wykonania zadań, których domaga się od was Bóg i zwykła ludzka przyzwoitość! Nie możecie stać bezczynnie, zanosząc skargi i narzekania! Strzepcie popiół z waszych głów, umyjcie wasze twarze wodą z sadzawki Siloe, by jaśniały radosnym uśmiechem. Trzeba razem z Nim wyruszyć poprzez świat, zacząć od nowa i nie zatrzymywać się na rozstajach dróg, przecinających nasze ziemskie życie.

Matko Najświętsza, która z matczynym wzruszeniem i miłością spoglądasz na swoje dzieci, zgromadzone wokół Twojej Świętej Góry! Daj im siłę, ażeby – jak Ty – odrzucili strach i nie odkładali swojej decyzji wiernego służenia Twojemu Boskiemu Synowi, by bez bojaźni i wymówek zaangażowali się odważnie w sprawę Bożego Królestwa na ziemi. Daj im moc, by nie upadli na duchu, by nie porzucili walki o dobro, by wytrwali, by wierni byli aż do końca…

Bądźcie uczniami Chrystusa! Amen.

drukuj