Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Walka trwa

Szanowni Państwo!

Dzisiaj przypada Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Skoro to „Dzień Pamięci”, to wypada przypomnieć, kto to był, ci „Żołnierze Wyklęci”,  dlaczego zostali wyklęci i przez kogo. Otóż byli to polscy żołnierze, którzy jako ochotnicy, podczas okupacji niemieckiej wstąpili do podziemnego wojska, podporządkowanego rządowi Rzeczypospolitej. Fakt, że byli ochotnikami, a nie żołnierzami z poboru oznacza, że w ich przypadku ładunek patriotyzmu musiał być wyższy od przeciętnego. Nic więc dziwnego, że z punktu widzenia każdego okupanta stanowili element wyjątkowo niebezpieczny i przeznaczony do likwidacji. Opowiadał mi rosyjski dysydent Włodzimierz Bukowski, że kiedy jeszcze w czasach Jelcyna udało mu się wejść do archiwum KGB, przekonał się, że w każdym kraju, który Sowieci zamierzali ujarzmić, obcinali miejscowemu narodowi głowę, to znaczy – likwidowali mniej więcej 10 procent tak zwanych „zaczinszczikow” – a więc ludzi obdarzonych zdolnościami  przywódczymi. Toteż kiedy alianci na przełomie listopada i grudnia 1943 roku w Teheranie ustalili ze Stalinem, ze granica między Związkiem Sowieckim i Polską będzie przebiegała wzdłuż tak zwanej „linii Curzona”, a terytorium Polski znajdzie się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej, Sowieci przystąpili do eksterminowania warstwy przywódczej narodu polskiego. Zaczęli od penetracji wywiadowczej, w której niezwykle użyteczna okazała się partyzantka komunistyczna, w przeważającej części złożona z kryminalistów, podporządkowanych przysłanym z Rosji dowódcom i politrukom. Kiedy w roku 1944 Armia Czerwona wkroczyła na Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, a następnie – w głąb Polski, rozpoczęła się eksterminacja polskiej warstwy przywódczej na tych terenach. Z dawnych Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej deportowano w głąb Rosji 40-50 tys. Polaków, a po zajęciu w roku 1944 przez Armię Czerwoną części Polski środkowej, aresztowano i wywieziono w głąb Rosji  około 45 tys. Polaków – przede wszystkim żołnierzy Rzeczypospolitej. Niektórzy propagandziści nazywają to „wojną domową” w Polsce – ale żadnej „wojny domowej” wtedy nie było. Stalin, przy pomocy żydokomuny i polskich renegatów, którzy z bandytów jednym susem awansowali na płomiennych szermierzy nieubłaganego postępu, po prostu eksterminował warstwę przywódczą narodu polskiego. Zagrożeni eksterminacją stawiali rozpaczliwy opór – ale żadną „wojną domową” tego rozpaczliwego oporu nazwać nie można, bo nie miał on już żadnego celu politycznego. Stało się to jasne zwłaszcza po konferencji w Jałcie w lutym 1945 roku, kiedy to zachodni alianci w osobach amerykańskiego prezydenta Franklina Delano Roosevelta i brytyjskiego premiera Winstona Churchilla, ostatecznie sprzedali Polskę Stalinowi tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę. W rezultacie nic już nie stało na przeszkodzie nie tylko fizycznej eksterminacji, czy zgnojeniu w więzieniach najwierniejszych żołnierzy Rzeczypospolitej, ale nawet unicestwieniu pamięci o nich. I jedno i drugie było bardzo ważne nie tylko dla Sowietów, ale przede wszystkim – dla ich tubylczych kolaborantów, którzy na wdeptywaniu w niepamięć „Żołnierzy Wyklętych” budowali własne heroiczne legendy i kładli fundamenty pod mit założycielski Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W ten oto sposób, obok historycznego narodu polskiego, na polskim terytorium zainstalowała się polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza. Odtwarza się ona w kolejnych pokoleniach ubeckich i partyjnych dynastii, a urastającym do rangi symbolu jej reprezentantem jest były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju, Aleksander Kwaśniewski. Jest on żywym dowodem, że Jałta, mimo upływu 71 lat, ciągle pozostaje krwawiącą raną w ciele narodu polskiego. Jednak wskutek zmiany pokoleniowej, w następstwie której część młodych Polaków zaczęła rozgarniać śmietnik historii, odrzucając zaśmierdziałe „legendy”, jakie żydokomuna sprokurowała na użytek mniej wartościowego narodu tubylczego, w poszukiwaniu korzeni swojej tożsamości, natrafiła na kości bohaterów i nie tylko ożywia pamięć o nich, ale właśnie otacza ją  miłością i chwałą. Można powiedzieć, że na naszych oczach odtworzyło się trzecie pokolenie Armii Krajowej, na widok którego trzecie pokolenie UB reaguje wściekłością, próbując utrzymać swoją dominację tym razem oskarżając swoich przeciwników o „wzniecanie nienawiści”. Te głosy wywołują rezonans w szeregach ideowych spadkobierców Stalina, którzy zainstalowali się w instytucjach Unii Europejskiej, no i oczywiście – wśród ich krajowych kolaborantów, którzy aktualne miejsce postoju Stalina  wyczuwają nieomylnym tropizmem, kierując się w tę stronę, jak słonecznik kieruje się ku słońcu.

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj