Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Klucz dopasowany do etapu

Kiedy ulicami Warszawy przeciągał kondukt pogrzebowy z trumną Stefana Żeromskiego, w asyście wojska, duchowieństwa, pocztów sztandarowych i szkół, jakaś stojąca na chodniku kobiecina powiedziała: „biednego by tak nie chowali”. Cóż dopiero powiedziałaby na widok wspaniałego pogrzebu Borysa Niemcowa, zastrzelonego w Moskwie działacza opozycji? Wprawdzie pogrzeb ten nie był aż tak wspaniały, jakby mógł być, gdyby zimny rosyjski czekista Putin pozwolił na wzięcie w nim udziału panu Marszałkowi Senatu Bogdanowi Borusewiczowi, a zwłaszcza – gdyby pan marszałek Borusewicz wygłosił tam płomienne przemówienie. Jestem pewien, że płomienne przemówienie pana marszałka Borusewicza pozostawiłoby na żałobnikach niezapomniane wrażenie i przyczyniłoby się do utrwalenia na szerokim świecie reputacji polskiego parlamentaryzmu. Ale mówi się: trudno, bo i bez pana marszałka Borusewicza pogrzeb ten był wydarzeniem niezapomnianym i gdyby nie ryzyko pewnej dwuznaczności, to bym powiedział, że być może nawet szczytowym osiągnięciem Borysa Niemcowa. Wprawdzie w wieku 32 lat został on gubernatorem Niżnego Nowgorodu, co stanowi znakomitą ilustrację perskiego przysłowia, że „dobry kogut w jajku pieje”, a potem nawet wicepremierem rządu Federacji Rosyjskiej przy premierze Czernomyrdinie, ale złe języki, których i w Rosji nie brakuje, wiązały te osiągnięcia z żydowskim pochodzeniem nieboszczyka i protekcją tak zwanych „oligarchów”, w rodzaju Borysa Abramowicza Bieriezowskiego, którzy w okresie dobrego fartu za czasów  prezydenta Jelcyna hulali po Rosji na podobieństwo tornada. Tymczasem teraz Borys Niemcom zastrzelony został naprawdę i tego nikt mu już ani nie odbierze, ani nie pomniejszy.

Nie o to jednak przede wszystkim chodzi, tylko o to, kto właściwie go zastrzelił i z jakich pozycji. Nasi Umiłowani Przywódcy, podobnie jak funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu od razu wiedzieli, że Borysa Niemcowa zastrzelił zimny rosyjski czekista Putin i jeśli nawet nie uczynił tego osobiście, to tak czy owak jest za to odpowiedzialny. Od razu widać, że i jedni i drudzy musieli zostać odpowiednio nakręceni przez oficerów prowadzących, bo jakże inaczej wytłumaczyć taką jednomyślność ponad podziałami? Oczywiście zimny rosyjski czekista Putin nakazał rozpoczęcie energicznego śledztwa w celu wykrycia zabójców Borysa Niemcowa i nawet objął nad nim osobisty nadzór, ale kto by tam wierzył w autentyczność rosyjskich śledztw? Ani jeden Umiłowany Przywódca w tę autentyczność nie wierzy, nie mówiąc już o zblazowanych funkcjonariuszach, poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu, którzy wierzą tylko w polecenia oficerów prowadzących. Warto zwrócić uwagę, że polecenia te zmieniają się w zależności od mądrości etapu i właśnie zabójstwo Borysa Niemcowa jest znakomitą ilustracją tej prawidłowości. Oto po katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia 2010 roku rosyjska komisja pod przewodnictwem generaliny Anodiny ustaliła, że przyczyną tej katastrofy był słynny „błąd pilota”. W naszym nieszczęśliwym kraju od razu uwierzyli w to wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, jakby skądś wiedzieli, że niech no tylko który nie uwierzy, to pan redaktor Michnik natychmiast pozbawi go przyzwoitości aż do odwołania. Wszystkimi tymi czynnościami interesował się osobiście ten sam zimny rosyjski czekista Putin, który obecnie nadzoruje śledztwo w sprawie zabójstwa Borysa Niemcowa. Wtedy jednak nikomu to nie przeszkadzało w zawierzeniu w ustalenia pani generaliny Anodiny i nawet komisja pana ministra Jerzego Millera suwerennie powtórzyła tamte ustalenia swoimi słowami, podczas gdy teraz, właśnie ze względu na złowrogiego Putina, w żadne rosyjskie śledztwo nie wierzy ani resortowa „Stokrotka”, ani pani red. Justyna Pochanke, ani pan red. Piotr Kraśko z rządowej telewizji, ani żaden z Umiłowanych Przywódców. Rozkazy oficerów prowadzących wszystkiego nie wyjaśniają, bo o ile funkcjonariusze poprzebierani za dziennikarzy i Umiłowani Przywódcy muszą oczywiście oficerów słuchać, to któż oficerom kazał wtedy nakręcać wszystkich w tę, a teraz – w całkiem inną stronę? Żeby to zrozumieć, trzeba przypomnieć, że 17 września 2009 roku prezydent Obama dokonał słynnego „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich i w rezultacie szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, jaka wypączkowała z Wojskowych Służb Informacyjnych, pan generał Nosek, już w maju 2010 roku podpisał porozumienie o współpracy z rosyjską Federalna Służbą Bezpieczeństwa. W tej sytuacji nic dziwnego, że i oficerowie prowadzący i Umiłowani Przywódcy i funkcjonariusze niezależnych mediów niezachwianie wierzyli w ustalenia generaliny Anodiny. Ponieważ jednak w roku 2013 prezydent Obama zresetował swój poprzedni reset w stosunkach z Rosją, to teraz SKW współpracuje z całkiem innymi służbami, pan generał Nosek został wyprowadzony z wojska – jak to mówią w kołach wojskowych „chwytem za Nosek”, a oficerowie prowadzący nakręcają Umiłowanych Przywódców i funkcjonariuszy poprzebieranych za dziennikarzy niezależnych mediów głównego nurtu z całkiem innego klucza.

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj