Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3
Pobierz

Baraki, czy pustaki?

Szanowni Państwo!

Starsi ludzie pewnie jeszcze pamiętają przemówienia Władysława Gomułki. Ciągnęły się one długo, czasami nawet trzy godziny – ale bo też Władysław Gomułka poruszał w nich wszystkie problemy, z jakimi borykał się znękany świat, co miało stworzyć wrażenie, ze to on właśnie w tej chwili, „tymi ręcami” je rozwiązuje. Tymczasem każde dziecko wiedziało, że Polska tańcowała tak, jak jej zagrały kremlowskie kuranty, a jeśli nawet pozwalała sobie na jakieś odstępstwa, to najwyżej na takie, o których mówił Wiesław, w słynnej „Rozmowie w kartoflarni”: „nie chcę budować w stepie baraków, będę więzienia wznosił z pustaków!” – bo o tym, żeby nie budować więzień; wszystko jedno – czy to w postaci  baraków, czy pustaków – nie mogło być mowy.

Sławna transformacja ustrojowa wiele zmieniła, chociaż kontynuacja też mocno się zaznacza, choćby w sprawie więzień. Czy tajne więzienie CIA w Starych Kiejkutach było z baraków, czy z pustaków – tego oczywiście nie wiemy, bo to ścisła tajemnica naszej niezwyciężonej armii – ale przecież nie pustaki są tu ważne, tylko więzienia, no i oczywiście – ci, którzy stali tam na świecy, podczas gdy Amerykanie oprawiali swoje ofiary. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że to to samo towarzystwo, które stało na świecy dla Sowieciarzy, a jedyna różnica polega na tym, że Sowieciarze wypłacali im napiwki w innej walucie, chociaż i ta kwestia owiana była mgłą tajemnicy. No a teraz Amerykanie, powołując się na tajemnicę,  odmówili Polsce pomocy prawnej, więc nasza  niezależna prokuratura nie będzie miała innego wyjścia, jak umorzyć energiczne śledztwo w tej sprawie i w rezultacie już nigdy się nie dowiemy, kto konkretnie wziął te 15 milionów dolarów i gdzie je schował. Pewną wskazówką może być tylko seria pełnych czołobitności felietonów, jakie nadała TVN z okazji zakończenia misji dyplomatycznej ambasadora USA w Warszawie, Jego Ekscelencji Stefana Mulla. Co tu dużo gadać; każdy, kto by dostał 15 milionów dolarów za kuplerstwo i stanie na świecy, też wspominałby go z rozrzewnieniem.

Zwracam na to uwagę, bo właśnie pan prezydent Andrzej Duda bawił w Nowym Jorku, gdzie w ONZ wygłosił przemówienie, że prawo powinno być przed siłą, a nie siła przed prawem. Wszystko to oczywiście być może, chociaż nie od rzeczy będzie zauważyć, iż prawo tym się różni od norm moralnych, że stoi za nim siła – ta sama, której użyciem groził bantustanom Unii Europejskiej przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, jeśli nie przyjmą wyznaczonych przez kierownictwo Rzeszy kontyngentów uchodźców. Ale mniejsza o to, bo ważniejsze było oczywiście spotkanie pana prezydenta z amerykańskim prezydentem Obamą i to w towarzystwie rosyjskiego prezydenta Putina, z którym prezydent Obama namawiał się, jakby tu uzyskać ostateczne zwycięstwo w walce o pokój. Zgodnie bowiem z odpowiedzią, jakiej w swoim czasie udzieliło słuchaczowi Radio Erewań, wojen już nie będzie, za to na świecie rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. Wprawdzie rosyjski polityk narodowości prawniczej („matka Rosjanka, ojciec prawnik”) Włodzimierz Żyrynowski twierdzi, ze wojna w Europie jednak będzie i to już w czerwcu przyszłego roku, ale i on nic pewnego pewnie nie wie, bo  wszystko zależy od tego, jak prezydent Obama namówi się z prezydentem Putinem. A tego właśnie jeszcze nie wiemy,  więc pewnie dlatego nasi Umiłowani Przywódcy tak się przekomarzają, starannie unikając jakichkolwiek konkretów. I słuszna ich racja, bo jakże tu przechodzić do konkretów, kiedy nie tylko jeszcze nie wiadomo, jak namówi się prezydent Obama z prezydentem Putinem, ale nawet – jakie polecenia wyda nam na listopad Nasza Złota Pani? Pewnie dlatego Doradca Doskonały pani premierzycy Ewy Kopacz w osobie pana Michała Kamińskiego tak chwali pana prezydenta Dudę. Ja na miejscu pana prezydenta byłbym trochę zaniepokojony pochwałami płynącymi z takiego źródła, ale pewnie właśnie dlatego nie jestem na tym miejscu, tylko na całkiem innym – chociaż nie ukrywam, że i mnie byłoby przyjemnie, gdyby mi pozwolono usiąść przy jednym stole z prezydentem Obamą i sojusznikiem naszych sojuszników, prezydentem Putinem. Chociaż przez chwilę mógłbym oderwać się od bolesnej rzeczywistości i przynajmniej w tym momencie miałbym wrażenie kreowania polityki światowej – podobnie jak Władysław Gomułka podczas swoich tasiemcowych przemówień.

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj