fot. tv trwam

Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Bilans wychodzi na zero

Szanowni Państwo!

W niedzielę zakończyły się wybory samorządowe i wygląda na to, że w związku z tym przybył nowy wątek politycznej wojny, jaka przewala się przez nasz nieszczęśliwy kraj. Chodzi oczywiście o różnice zdań, co do tego, kto te wybory wygrał, a kto przegrał. W telewizji rządowej wybory samorządowe wygrało Prawo i Sprawiedliwość, podczas gdy w telewizjach nierządnych – nie wygrało. Kto zatem wygrał, a kto nie wygrał? Pojawia się mnóstwo możliwości, spośród których na czoło wybijają się dwie: albo wszyscy wygrali, albo wszyscy przegrali. Wybór którejś z możliwości zależy od tego, czy wybierający jest pesymistą, czy optymistą. Jak wiadomo, pesymista mówi: już gorzej być nie może – podczas gdy optymista pogodnie stwierdza: może, może! Trzeba nam bowiem pamiętać, że pierwszą ofiarą każdej wojny jest prawda, zwłaszcza wojny politycznej, która przewala się przez nasz nieszczęśliwy kraj.

Czy z tą wojną ma jakiś związek gospodarska wizyta, jaką przed kilkoma dniami złożyła w Polsce Nasza Złota Pani z Berlina? Chyba tak, zwłaszcza, gdy pamiętamy, że poprzednia gospodarska wizyta miała miejsce 7 lutego ubiegłego roku. Kiedy okazało się, że przygotowywany w Warszawie Ciamajdan spalił na panewce, Nasza Złota Pani przyjechała, by rozejrzeć się w sytuacji i zastanowić się, co tu robić dalej. No i w niecały miesiąc później wszystkie organizacje broniące praw człowieka wystąpiły z apelem do Komisji Europejskiej, by zrobiła z Polską porządek, bo poziom ochrony praw człowieka w naszym kraju urąga wszelkim standardom. Stojącym na czele Komisji Europejskiej niemieckim owczarkom nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, więc polityczna wojna w Polsce zaczęła się odtąd toczyć nie tyle o demokrację, co o praworządność, a na pierwszą linię frontu, w charakterze mięsa armatniego, zostali rzuceni niezawiśli sędziowie.

Ostatnio Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu surowo przykazał Polsce, by sędziowie, którzy na podstawie nowych ustaw sądowych zostali przeniesieni w stan spoczynku, wrócili do pracy w Sądzie Najwyższym – no i wrócili. Nie tylko wrócili, ale w dodatku odmówili zwrócenia odpraw, jakie dostali w związku z przejściem w stan spoczynku. Jestem pewien, że kiedy ponownie będą udawali się w stan spoczynku, to poproszą o te odprawy dostaną raz, bo przecież ustawa stanowi, że sędziemu przenoszonemu w stan spoczynku odprawa należy się, jak psu buda. Ciekawe, co Nasza Złota Pani postanowi tym razem – bo że coś postanowi, to rzecz pewna – tym bardziej, że wcale bym się nie zdziwił, gdyby tubylczym folksdojczom przekazała instrukcje, na jakim odcinku teraz atakować i jaką propagandę uprawiać.

Tymczasem wielkimi krokami zbliża się stuletnia rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Będzie ona obchodzona z niebywałym przytupem, chociaż nie wszędzie, bo na przykład we Wrocławiu i Gdańsku marsze niepodległości zostały zakazane. Wydaje mi się, że Nasza Złota Pani może być z tego zadowolona, chociaż oczywiście na razie nie trzeba o tym głośno mówić, tylko w ukryciu zacierać ręce z radości, że sytuacja na odcinku odzyskania „ziem utraconych” rozwija się zgodnie z planem. W Warszawie zakazu wprawdzie nie ma, ale pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała, że jeśli zapłonie tam chociaż jedna raca, to cały ten marsz w jednej chwili zdelegalizuje. Pani prezydent w ostatnim czasie przeżywała rozmoite zgryzoty, więc nic dziwnego, że skwapliwie skorzystała z okazji zademonstrowania gorliwości w nadziei, że Nasza Złota Pani ją zauważy i w razie czego wyciągnie z kłopotów Mocną Ręką tak, jak w swoim czasie wyciągnęła Donalda Tuska, a nawet zrobiła z niego przywódcę całej Europy. A skoro już – poza tymi wyjątkami – setną rocznicę odzyskania niepodległości będziemy obchodzili z tak wielkim przytupem, to warto postawić pytanie, jak z tą niepodległością jest dzisiaj?

Niepodległość oznacza, że państwo nie podlega żadnemu innemu państwu, tylko samo się rządzi, to znaczy – samo ustanawia własne prawa. Postanowienie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o „zawieszeniu” polskiej ustawy o Sądzie Najwyższym pokazuje, że przynajmniej w tym zakresie Polska podlega innemu państwu – bo Europejski Trybunał jest organem władzy sądowniczej państwa, które nazywa się Unią Europejską. Polska stała się częścią składową tej Unii Europejskiej w następstwie ratyfikacji traktatu akcesyjnego w roku 2004, za którą opowiedział się zarówno obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, jak i obóz zdrady i zaprzaństwa. Podobnie obydwa obozy opowiedziały się za ratyfikacją traktatu lizbońskiego w roku 2009, w następstwie, którego zdecydowana większość uchwalanego w Polsce prawa stanowią dyrektywy Komisji Europejskiej, które Umiłowani Przywódcy w Sejmie redagują własnymi słowami. Wygląda na to, że wprawdzie niepodległości jest coraz mniej, za to uroczystości niepodległościowych coraz więcej, więc można się pocieszać, że bilans wychodzi na zero.

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj