Myśląc Ojczyzna – red. Stanisław Michalkiewicz

Audio MP3

Pobierz

Jazgoty na tle milczenia

W miarę zbliżania się terminu wyborów tubylczego prezydenta, nasila się wojna na górze, niczym walka klasowa w miarę postępów socjalizmu. Jeszcze nie został rozstrzygnięty fundamentalny spór o różnicę łajdactwa, a już okazało się, że Polakom grozi straszliwe niebezpieczeństwo w postaci wciągnięcia naszego nieszczęśliwego kraju do unii walutowej. To wciągnięcie zostało co prawda przesądzone w traktacie akcesyjnym, który Polska – w odróżnieniu od Wielkiej Brytanii, czy Szwecji, które  przystąpienia do unii walutowej odmówiły – przyjęła bez żadnych zastrzeżeń, za aprobatą wszystkich ugrupowań parlamentarnych – również tych, które dzisiaj dostrzegają w tym wielkie niebezpieczeństwo – ale skoro jest rozkaz, żeby „pięknie się różnić”, to nie ma rady – jakieś różnice trzeba wymyślić, choćby i na poczekaniu. Na szczęście do wojny na górze zostały wciągnięte również niezawisłe sądy. Które dokazują, aż miło popatrzeć, dzięki czemu pojawiły się nowe wątki polemiczne, które pozwolą na podtrzymanie emocjonalnego napięcia elektoratu bez konieczności poruszania jakichkolwiek ważnych problemów państwowych, z którymi przecież i tak nikt nie wie, co zrobić, zwłaszcza bez pozwolenia wicekróla.

Tedy spokojni o dalszy rozwój dialogu na tubylczej scenie politycznej, możemy podnieść nieco głowy i rozejrzeć się po świecie, gdzie dzieją się rzeczy znacznie ciekawsze nawet od fundamentalnego sporu o różnicę łajdactwa, który wydaje się zresztą daleki od rozstrzygnięcia, a nawet – od powracającego sporu o przyczynę katastrofy smoleńskiej. Nawiasem mówiąc, tajny współpracownik ostatnio mi doniósł, że podczas najbliższych obchodów miał paść najwyższy rozkaz zakończenia tego sporu. Skoro jednak okazało się, że z rewelacjami wystąpiła strona niemiecka, rozkazy zostały odwołane i nic nie stanie na przeszkodzie, by ta katastrofa nadal była wykorzystywana w walce politycznej, być może nawet do 2027 roku. Okazuje się, że bez tajnych współpracowników byłoby znacznie trudniej i dlatego ja też chętnie korzystam z ich usług, zwłaszcza, ze w Polsce nie było lustracji, więc co będę sobie żałował? Ci tajni współpracownicy na moją prośbę śledzą izraelskie media, z których można dowiedzieć się znacznie więcej również na temat przyszłości naszego nieszczęśliwego kraju, niż z tubylczych niezależnych mediów głównego nurtu, gdzie resortowa „Stokrotka” czerpie ze skarbnicy pana generała Marka Dukaczewskiego, który najlepiej wie nie tylko jak jest, ale przede wszystkim – jak będzie.

Otóż kiedy nasi Umiłowani Przywódcy prześcigają się w obmyślaniu coraz to nowych sposobów spacyfikowania Rosji, albo przynajmniej – złego Putina, w Lozannie prowadzone są rozmowy sześciu państw poważnych z przedstawicielami Teheranu na temat irańskiego programu nuklearnego. Z jednej strony bierze w nich udział złowrogi Iran, a z drugiej – Stany Zjednoczone, Rosja, Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Chiny. Okazuje się, że Rosja nie przestając być wrogiem, znowu jest sojusznikiem naszych sojuszników – przynajmniej w kwestii złowrogiego Iranu. No dobrze – ale dlaczego właściwie w Lozannie tak się cackają z tym Iranem, zamiast zwyczajnie go zbombardować – jak proponował izraelski premier Beniamin Netanjahu? Najprawdopodobniej dlatego, żeby złowrogi Iran przyłączył się na dobre do antyislamskiej koalicji. Złowrogi Iran tego nie wyklucza, ale chciałby wiedzieć, co za to dostanie – no i właśnie o tym rozmawia się w Lozannie. Na razie uradzono, by pozwolić Iranowi na 6 tysięcy wirówek, ale wszystko rozbija się o niezgodę Teheranu, by irański uran magazynowany był w Rosji. No proszę! To Stany Zjednoczone nie miałyby nic przeciwko temu, by zimny ruski czekista Putin został strażnikiem irańskiego uranu? Nie mają nic przeciwko temu, by lis pilnował kurnika? Jestem pewien, że pan poseł Paweł Kowal nigdy by na coś takiego nie pozwolił – no ale właśnie dlatego może on tylko groźnie kiwać palcem w bucie w studio u resortowej „Stokrotki”, przesadzonej na tubylczy grunt przez samego Iwana Miczurina. Tymczasem u nas o Lozannie cyt! Najwyraźniej poprzebierani za dziennikarzy konfidenci jeszcze nie dostali rozkazu, co i jak nawijać – a przecież te liryki lozańskie mogą mieć pierwszorzędne znaczenie nie tylko dla przyszłości Ukrainy, ale i dla naszego nieszczęśliwego kraju. Żeby to lepiej zrozumieć, warto przypomnieć zdumiewającą w swej szczerości deklarację izraelskiego ministra Silvana Szaloma z 4 października 2013 roku. Zauważył on, że „kiedy Iran będzie miał własną bombę atomową, wtedy Turcja, Egipt i Arabia Saudyjska będą chciały własnych bomb i cały region całkowicie się zmieni. W takiej sytuacji, gdy nasi sąsiedzi będą posiadać broń jądrową wycelowaną w miasta Izraela, kto będzie chciał mieszkać w Izraelu?” Dopiero w świetle tej deklaracji lepiej rozumiemy zarówno przyczyny politycznego przewrotu na Ukrainie, jak i obecną ofertę słynnego grandziarza finansowego Jerzego Sorosa, że gotów jest zainwestować tam co najmniej miliard dolarów, jak i oświadczenie izraelskiego prezydenta, Reuwena Rivlina, który w przeddzień przyjazdu do Warszawy na uroczystość otwarcia Muzeum Historii Żydów Polskich powiedział Polskiej Agencji prasowej, że „pamięta” o roszczeniach majątkowych wobec Polski oraz o „złożonych obietnicach i podpisanych umowach”.  Zgodnie z zasadą Murphy`ego, jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie, toteż każdy rozumie, że skoro wielka szóstka namawia się w Lozannie ze złowrogim Iranem, to nic dziwnego, że i Izrael rozgląda się za alternatywną, bezpieczniejszą lokalizacją. A ponieważ naszym Umiłowanym Przywódcom w tak ważnej sprawie nie wolno nawet groźnie kiwnąć palcem w bucie, to milczą, jak zaklęci – bo i cóż mogliby powiedzieć?

red. Stanisław Michalkiewicz

drukuj